JUREK OWSIAK: LUDZIE STAJĄ PO NASZEJ STRONIE, BO WIDZĄ, ŻE NIE MIESZAMY SIĘ DO POLITYKI

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 158 luty 2017

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Ćwierć wieku w świadomości każdego Polaka, nie tylko w Polsce – to ogromne osiągnięcie. I to od pierwszego finału. Fenomen Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy co roku elektryzuje miliony tych, którzy w niemal każdym zakątku świata chcą wyciągnąć dłoń do potrzebujących opieki. Paradoksalnie, ten sam fenomen co roku pada ofiarą przepychanek politycznych i światopoglądowych. Wydaje się, że przed tym specyficznym styczniowym weekendem niektórzy zapominają, co jest istotą WOŚP i po co ona w ogóle istnieje. Z twórcą Orkiestry Jurkiem Owsiakiem rozmawia Filip Cuprych.

Nie jest niczym nowym to, że Orkiestra zawsze wciągana była w polityczne i światopoglądowe zawirowania. Wydawać by się mogło, że teraz WOŚP jest pod jeszcze większym ostrzałem. Skąd bierze się ta polityczna niechęć do Orkiestry?

Ja bym nie demonizował całej tej atmosfery wokół Orkiestry. Zmienia się jedynie rzeczywistość wokół nas, a my działamy według tych samych standardów. Tak samo graliśmy w ubiegłym roku, jak i 10 lat temu, i tu się nic nie zmienia. Mamy do czynienia ze specyficzną dynamiką życia w Polsce, także życia politycznego, które spolaryzowało się jak nigdy do tej pory. Drobne sytuacje, które się zdarzają… – to, że ktoś nie drukuje nam znaczka, że TVP wycofuje się z transmisji finału – nie mają tak naprawdę wpływu na to, co i jak robimy. Nie jest to ból nie do naprawienia. Jak mówią, co nas nie zabije, to nas wzmocni.

Fundacja, bardzo konsekwentnie, nie miesza się do polityki. Robimy swoje według wcześniej ustalonych i wypracowanych zasad. Polityka odbija się od nas, zwłaszcza pojedyncze gesty ludzi, którzy jakoś chcą nam zaszkodzić. My jesteśmy w bardzo dobrym miejscu organizacyjnym. Pojawił się nowy sztab w Gruzji, mamy sztaby w Japonii, w Chinach. Tego jeszcze nie było. I to pokazuje, że ludzie mają ogromne pokłady energii i chcą je spożytkować z nami. A my przecież nie gramy z instytucjami, tylko z ludźmi. Żartobliwie mówimy, że gdyby Fundacja była spółką państwową, to pewnie by nie grała. Ale jesteśmy niezależni od wszystkich. Teraz gramy z inną telewizją, w innych okolicznościach, sami zbieramy na to sponsorów. Mamy nowe wyzwania, nowe pomysły, nową radość tworzenia czegoś od nowa, i nikt nie ma focha.

Niezależnie od tego, jaki rząd sprawuje władzę, zawsze będzie opozycja i zawsze będą społeczne podziały. W tym roku chyba wyraźniej Orkiestra znalazła się w przestrzeni między „tym razem dam więcej” a „nie dam złamanego grosza”. Jak ten podział wpływa na działalność Orkiestry?

Zdecydowanie na plus. W zeszłym roku jeden z posłów powiedział, że zabrania mundurowym udziału w finale i wyciągnie służbowe konsekwencje wobec tych, którzy zakaz złamią. Te jego słowa były warte 20 mln złotych. Tyle zebraliśmy więcej. Ludzie stają za nami murem i to bardzo podbudowuje. Duch polski jest przekorny. Jeśli coś zaczyna wyglądać jak owoc zakazany, to ludzie, przekornie, będą chcieli po niego sięgnąć.

Orkiestra jest widoczna od 25 lat. Miliony dzieci skorzystały z naszej pomocy, bo choćby przebadaliśmy 5 mln dzieciaków na okoliczność wad słuchu. Nikogo nie staramy się już przekonać do roli Orkiestry. Niektórzy mogą mieć do mnie jakieś pretensje, ale nie zmienia to faktu, że Orkiestra dotyka także i tych ludzi. Im też się rodzą dzieci, mają w rodzinach seniorów, którzy prędzej czy później mogą się położyć na naszym łóżku. Co roku składamy jawne obietnice i zawsze się z nich wywiązujemy. Ludzie się po prostu do nas już przekonali. A przeciwnicy… mam wrażenie, że są produkowani zawodowo, to jakaś ich praca. Hejt można kupić. Bólu nie odczuwamy. Może kilka lat temu mieliśmy z tym jakiś problem, ale dziś nie. Nigdy nie postawiono nas w stan oskarżenia, żadna państwowa instytucja kontrolująca nas nigdy nie miała do nas o nic żadnych pretensji. Ludzie się z nami identyfikują i jednoczą. Niezależne badania, których nawet nie zlecaliśmy, pokazały, że w elektoracie partii rządzącej 87 proc. ludzi wspiera Orkiestrę. Ludzie widzą, że nie mieszamy się w politykę, i już ćwierć wieku są z nami.

Każda organizacja charytatywna w znacznej części wyręcza rząd, biorąc na siebie opiekę nad tymi, którzy jej potrzebują. Dlaczego przeciwnicy Orkiestry nie potrafią tego zrozumieć?

Dlatego że ich to nigdy nie dotknęło. Do tego dochodzi brak edukacji. W Wielkiej Brytanii na przykład budżet organizacji pozarządowych wynosi 60 mld funtów. Kraje zachodnie wiedzą, jak ogromną siłą są te organizacje, i wspierając je, mogą liczyć na ich pomoc. To jest naturalny stan rzeczy. Czy to Belgia, Francja czy Norwegia, jest jakieś minimum, które zapewnia państwo. Obywatele tych krajów wiedzą, na co mogą liczyć, czym się dane organizacje zajmują. W Polsce jeszcze nie wszyscy wiedzą, jak ta machina powinna działać. Dopóki ich to nie dotknie. Kiedy dzieje się tragedia czy jakiś dramat, to oprócz wsparcia państwa mogą też liczyć na wsparcie spoza budżetu. Wtedy doceniają instytucje takie jak nasza. Nagle widzą, że życie ich dziecka ratuje inkubator z serduszkiem. Kiedy jesteś młody, nic ci nie dolega, to wydaje ci się, że wszyscy w fundacjach przewalają pieniądze na prawo i lewo i z tego żyją. Bo tak ktoś ci powiedział. Do momentu, kiedy potrzebujesz pomocy organizacji pozarządowej. Być może taka edukacja jeszcze w naszym kraju musi trochę potrwać. Niepokojące jest jednak to, że media publiczne często szargają dobre imię organizacji, żeby je zdyskredytować.

I nie męczy cię już walka co roku z tymi samymi ludźmi o te same wartości?

Nie. To nawet nie jest walka. Nie miałoby sensu użeranie się z kimś, kto z założenia nie da sobie niczego wytłumaczyć. Działamy tak samo od 25 lat. Drzwi się nie zamykają. Pojawiają się nowi ludzie z nowymi pomysłami. Jest fantastyczna atmosfera i bardzo pozytywne i twórcze zamieszanie. To nas umacnia w przekonaniu, że robimy dobrą robotę. Jedni nam odmawiają, ale pojawiają się inni i z jeszcze większym zaangażowaniem dołączają do nas. Nie możemy narzekać.

A tak z lekkim przymrużeniem oka… Ty może tak, ale czy ludzie potrafiliby sobie wyobrazić Orkiestrę bez Jurka Owsiaka?

Pewnie trudno by było, ale powiem ci tak… W tym roku mamy 1670 sztabów. Czyli 1670 miejsc, w których ja fizycznie nie będę. Będę tylko w Warszawie. Orkiestra jest taką machiną, która działa już sama. Jest już na tyle rozpędzona, że poradziłaby sobie beze mnie. Może kiedy mnie zabraknie, to te finały będą jeszcze lepsze? Nie wiem. Jestem spokojny o to, że Orkiestra nie zamilknie beze mnie.

Żeby stać się fenomenem, czasami potrzeba dekad ciężkiej pracy. Wam to się udało od razu po pierwszym finale. Czym dla Was był ten narodowy zryw, większy z roku na rok?

To był fantastyczny układ gwiazd, który zdarza się raz na 50 czy 100 lat. Kiedy zaczynaliśmy, były tylko dwa programy telewizyjne. Siłą rzeczy, ludzie byli „zmuszeni” do tego, żeby oglądać to, co wyprawialiśmy. Dzięki temu było nam łatwiej do nich dotrzeć. Od samego początku mówiliśmy też bardzo ludzkim językiem. Finał miał być jednorazowy, nie planowaliśmy robić tego co roku, więc nic nas nie popędzało, nie była to żadna akcja promocyjna. Nie mieliśmy żadnej strategii na lata. Zrobiliśmy to wszystko spontanicznie. Kolejne finały pokazały, że pieniądze natychmiast są wydawane na to, na co obiecaliśmy, i więź między nami i ludźmi, którzy nas coraz silniej wspierali, rosła. Wzmacniała się. Zdobyliśmy niezwykłe zaufanie. I potrafimy każdemu z osobna podziękować za wsparcie. To też jest niezwykle istotne. Nikt z nas 25 lat temu nie przeczytał jakiejś instrukcji pod tytułem „Jak zrobić finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy?”. Dzisiaj sami moglibyśmy taką książkę napisać. A jak dobrze się przyjrzeć naszej działalności, to ta książka sama się pisze. Od ćwierć wieku pokazujemy, co i jak warto robić. Prosto z mostu, bez owijania w bawełnę. 2 + 2 jest 4, a nie 22.

Paradoksalnie, to z pewnością cieszy, kiedy słyszysz, że niemal każdy zna kogoś, kto przez 25 lat skorzystał z pomocy Orkiestry. Ale pewnie wolałbyś tego nie słyszeć? Pewnie wolałbyś, żeby nie trzeba było nieść pomocy na tak wielką skalę?

Nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie wszystkiego jest pod dostatkiem, nic nie jest potrzebne i już wszystko zostało osiągnięte. Skomplikowane choroby to ogromne koszty i te potrzeby są wszędzie. I zawsze. Dbamy o to, żeby nasz sprzęt był wykorzystywany zgodnie ze swoim przeznaczeniem, żeby był dobrze wykorzystany. Nikt nam nigdy nie powiedział, że któreś z 40 tys. urządzeń, jakie zakupiliśmy, było złym wyborem. Prowadzimy też działalność edukacyjną, która jest niezwykle potrzebna. Orkiestra to jest duch. Nie da się go kupić za żadne pieniądze. Rozwiązujemy wiele problemów, a przy okazji jednoczymy się, bo to też wydaje się niezwykle ważne. Zwłaszcza teraz.

Jurek, dziękuję za rozmowę.

rozmawiał Filip Cuprych

Gazetka 158 – luty 2017


REKLAMA

PARTNERZY



WSPÓŁPRACA



Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line: