MIŁOŚĆ PO STAROPOLSKU

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 158 luty 2017

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Bodaj najsłynniejszym cytatem opisującym staropolską obyczajowość erotyczną jest ten pochodzący z „Dworzanina polskiego”, w którym Łukasz Górnicki mówi: „U nas z okna nie miłują; u nas komedyj takich, jakie mają być, ani tragedyj nie masz (…). U nas tego sposobu około maszkar, jaki jest we Włoszech, nie używają. U nas ślachta na skrzypicach, na piszczałkach nie grawa; a jeśli kto gra, tedy barzo rzadko”. Nie było zatem w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej ani romantycznych serenad przy świetle księżyca, ani dramatycznych scen balkonowo-okiennych. Czy znaczy to, że byliśmy narodem pozbawionym miłosnej elegancji i jakiejkolwiek tradycji w tym względzie? Absolutnie nie! Gorący słowiański temperament doprowadzał do pojedynków, honorowych mordów na kochankach, a nawet do samobójstw odrzuconych zalotników. Było inaczej, ale z pewnością nie nudniej niż dziś.

CZY JEST NA SALI LEKARZ?

Tak zawołaliby nasi staropolscy przodkowie na widok zakochanego i mieliby rację, ponieważ miłość, moi drodzy, była od zarania dziejów uznawana za jedną z chorób ducha. Co gorsza, była to przypadłość trudna do wyleczenia i – w najbardziej ekstremalnych przypadkach – śmiertelna. Do zarażenia dochodziło „drogą wizualną” – wystarczyło jedno spojrzenie gorących, promieniujących oczu, by doprowadzić do niezwykle niebezpiecznych zmian w proporcjach tzw. czterech płynów (krwi, żółci, śluzu i czarnej żółci), które zdaniem starożytnych medyków odpowiadały za odpowiednie funkcjonowanie naszego organizmu. Promienie wysyłane przez oczy ukochanej osoby zaczynały doprowadzać czarną żółć do wrzenia, co niestety skutkowało pogorszeniem stanu zdrowia nieszczęśnika. Objawy choroby miłosnej to melancholia, bladość, gorączka, poty, brak apetytu, duchowa nieobecność i bezsenność skutkująca permanentnym zmęczeniem. Wszystko razem doprowadzało nieszczęśnika do stanu porównywanego z agonią, nic dziwnego zatem, że od nieoczekiwanych nagłych uniesień nasi pradziadowie woleli stary dobry sposób „na swatkę”.

JĘZYK AMORA

Język staropolski miał niezwykle bogaty zasób słów związanych z uczuciami, nie brakowało u nas „najmilejszych panien”, „duszek”, „złotek”, „krasawic” i „turkaweczek”. Najbogatszym zbiorem staropolskiej leksyki erotycznej jest zachowana korespondencja Jana III Sobieskiego i Marysieńki. W ich listach aż roi się od wyszukanych komplementów i pięknych wyznań miłosnych. W jednym z listów króla czytamy: „Niechże tedy, moja panienko ukochana, miewam to jako najczęściej ukontentowanie; o co uniżenie suplikując, całuję wszystkie śliczności od włosa głowy aż do najwdzięczniejszych stopeczek najśliczniejszej i najukochańszej mojej Marysieńki”. Trzeba przyznać, że może i nie było w Polsce kochanków wystających pod oknami na „włoską i francuską modłę”, ale nie byli nasi pradziadowie bynajmniej oziębli czy pozbawieni wszelkich oznak romantyzmu.

MIŁOSNE CZARY-MARY

Może się wydawać, że zwyczaj kojarzenia małżeństw rozwiązywał problem braku odpowiedniej kandydatki czy dobrego kawalera, jednak nic bardziej mylnego. Czasem, jak to w życiu bywa (i nieważne, w jakiej epoce się żyje), kandydatów zwyczajnie ani widu, ani słychu. W przypadku nieszczęśliwej miłości bądź jej zupełnego braku zwracali się nasi przodkowie o pomoc do zielarek, bab i zamawiaczy. Mieli oni za pomocą tajemniczych zaklęć, mikstur i sztuczek doprowadzić do szczęśliwego połączenia pary przed ołtarzem. Proszkowano więc gołębie serca, gotowano wywary z róży, koniczyny i maku, wychodzono o północy na łąki i do lasów, a wszystko po to, by w końcu móc „zachorować z miłości”. Popularne były też miłosne talizmany, które można było przygotować samemu, ot, choćby taki: „Szkielet żaby objedzonej przez mrówki należy przepołowić na dwie równe części, od głowy do końca tułowia. Kości z prawej strony żaby należy wsypać do woreczka i nosić stale przy sobie. Kości żaby z lewej strony dają wręcz przeciwny rezultat, to znaczy wzbudzają do posiadacza nieodpartą nienawiść i wstręt”.

PÓŁ DUSZE MOJEJ I GŁOWY KORONA

Wydawać by się mogło, że najważniejszym i najbardziej oczekiwanym miłosnym wyznaniem było, jest i będzie stare dobre „kocham cię”, jednak okazuje się, że dla naszych przodków wcale nie było to takie oczywiste. Uczucia, zwłaszcza te „niebezpieczne”, były bardzo skwapliwie nadzorowane przez Kościół i normy społeczno-obyczajowe. Nie wypadało, a nawet nie należało wyznawać sobie zbyt wiele i zbyt namiętnie. Zresztą miłość, zauroczenie czy pociąg do partnera wcale nie były tym, czego oczekiwano np. w małżeństwie. Małżeństwo, rodzina, dom były instytucjami opartymi na porządku, hierarchii i równowadze, każdy wybuch namiętności mógł więc im zaszkodzić. Staropolskie żony nie spodziewały się od swych mężów ciągłych wyznań i westchnień, a „kochana moja” nie stało na wysokiej pozycji w hierarchii najbardziej oczekiwanych zwrotów. Staropolanka chciała być dla swojego męża przyjacielem (tak właśnie), a nie kochanką, „duszką” i „perełką”. Jak pisze Mirosława Hanusiewicz, która jest prawdziwą znawczynią obyczajowości staropolskiej: „Nazywając małżonkę nie „przyjaciółką”, ale „przyjacielem” i „towarzyszem” (…), [mąż] jednoznacznie sygnalizował intencję jej nobilitacji, wpisania w ten sam paradygmat moralny, w którym można mówić o przyjaźni mężczyzn, definiowanej jako więź duchowa, warunkowana przez dzielność etyczną partnerów. Żona jest sytuowana co najmniej w tym samym porządku duchowym, w którym dokonują się i dopełniają męskie przyjaźnie, okazuje się nie tylko przyjacielem, ale nawet przyjacielem najlepszym”.

Ta krótka historia o staropolskiej miłości zawiera jedynie cząstkę z tej bogatej, ciekawej i, co najważniejsze, naszej tradycji erotycznej, o której często zapominamy, zapatrzeni w ten „inny, lepszy świat” Europy Zachodniej. Poznanie własnego podwórka przynosi czasem więcej nieoczekiwanych odkryć dotyczących tego, kim jesteśmy i z jakiego świata wyrośliśmy, niż najdalsze i najbardziej nawet egzotyczne podróże.

 

Anna Albingier

Gazetka 158 – luty 2017


PARTNERZY



WSPÓŁPRACA



Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line: