KWESTIA CZASU

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 159 marzec 2017

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

W nocy z 26 na 27 marca przesuniemy zegar o godzinę do przodu – z 2.00 na 3.00, a kilka miesięcy później powtórzymy tę operację, tyle że w odwrotnym kierunku. Po co nam to zamieszanie dwa razy w roku?

PODRÓŻE W CZASIE

Jeśli wydaje nam się, że zmiany czasu są niepotrzebną komplikacją, to co dopiero mogli powiedzieć ludzie żyjący w minionych wiekach? W starożytnym Rzymie godziny nie miały stałej długości i zależały… od pory roku. Trwały po prostu 1/12 czasu od wschodu do zachodu słońca, czyli około 45 min. zimą i 75 min. latem. Wtedy, jak i później – w zasadzie aż do XIX w. – czas był wyznaczany przez pozycję słońca na niebie, a że w zależności od południka jest ona inna, tak też każde miasto czy wieś miały swój własny czas lokalny. I nieważne, że w sąsiednich miejscowościach – lub w miastach tego samego kraju – zegar wskazywał odmienną godzinę (zwykle różnice dotyczyły kilku lub kilkunastu minut). Ludzie w przeszłości prawie w ogóle nie podróżowali, a już na pewno nie publicznymi środkami komunikacji, bo tych przecież nie było; dokładna godzina nie była więc tak istotna. Mieli też znacznie bardziej łagodny stosunek do czasu – trochę na zasadzie „co się odwlecze, to nie uciecze”.

Wszystko zmieniło się wraz z narodzinami kolei – bo co jak co, ale pociąg uciec mógł. Kiedy w połowie XIX w. kolej stała się powszechna, okazało się, że brak jednolitego, uniwersalnego czasu przysparza wielu problemów. Łatwo można było nie zdążyć na pociąg, skoro każde przedsiębiorstwo kolejowe działało według swojego własnego czasu! Jedynie w Wielkiej Brytanii ustalono, że wszystkie stacje kolejowe muszą podawać ten sam czas – londyński. W innych krajach nadal trwało zamieszanie.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Kiedy słynny kanadyjski inżynier i wynalazca Sandford Fleming w 1878 r. spóźnił się na pociąg, wpadł na rewolucyjny pomysł – żeby stworzyć czas uniwersalny. Koncepcja nie była zupełnie nowa, ale wcześniej nikt nie traktował jej poważnie. Dopiero kiedy Fleming przedstawił na konferencji Kanadyjskiego Instytutu Królewskiego ideę podziału na strefy czasowe i uzasadnił konieczność wprowadzenia czasu uniwersalnego, pomysłem zainteresowali się naukowcy. Oficjalnie system przyjęto dwa lata później, dzieląc ziemię na 24 strefy o szerokości 15 stopni, wyznaczane przez południki. W praktyce jest tak jednak tylko na morzach, natomiast na lądzie strefy przebiegają po prostu według granic państw. Londyn ze słynnym obserwatorium w Greenwich znalazł się w strefie zerowej, a reszta Europy w strefie o godzinę wcześniejszej. Na początku jednak i tak niektóre zegary publiczne miały dwie wskazówki minutowe – jedną dla czasu „kolejowego”, drugą dla oficjalnego. W 1884 r. pomysł Fleminga został zaakceptowany na całym świecie.

CZAS NA ZYSK

Gdy w końcu udało się ustalić czas uniwersalny, zaczęto dostrzegać jego duży minus – godziny standardowej dziennej aktywności człowieka niekoniecznie przypadały na najsłoneczniejszą część dnia. I tak pojawił się kolejny pomysł – żeby latem przesunąć wskazówki zegara o godzinę do przodu.

Jako pierwszy napomknął o tym w humorystycznym tonie amerykański polityk i wynalazca Benjamin Franklin – i to już w 1784 r. W artykule zatytułowanym „Ekonomiczny projekt zminimalizowania kosztów oświetlenia” i zamieszczonym w paryskim dzienniku żartował, że paryżanie mogliby sporo zaoszczędzić na zużyciu świec, gdyby latem wcześniej wstawali i w ten sposób od świtu wykorzystywali światło słoneczne. Jednak na poważne potraktowanie takiego postulatu trzeba było jeszcze długo poczekać.

Sto lat później George Vernon Hudson, entomolog i astronom mieszkający w Nowej Zelandii, wrócił do tego pomysłu już na serio. Choć i z jego nazwiskiem wiąże się anegdota – badacza denerwowało ponoć to, że z powodu szybko zapadającego latem zmroku nie może po pracy zbierać owadów. Zaproponował więc na konferencji, by wprowadzić dwugodzinne przesunięcie czasu. Propozycja spotkała się z zainteresowaniem, ale nic z tego ostatecznie nie wynikło. Hudson jednak za pomysł otrzymał nagrodę, choć dopiero wiele lat później, w 1933 r.

Tymczasem to znowu Kanadyjczycy okazali się prekursorami, tym razem we wprowadzeniu zmiany godziny. W lipcu 1908 r. w miejscowości Thunder Bay w Ontario po raz pierwszy zmieniono czas na letni. W następnych latach powoli inne miasta tego kraju wprowadzały odpowiednie zarządzenia o zmianie czasu, ale władze Kanady nie zdecydowały się na taki krok w stosunku do całego państwa.

W Europie natomiast uwagę o oszczędnościach paliwa służącego do produkcji energii bardzo poważnie potraktowali Niemcy, co łatwo zrozumieć, zważywszy, że działo się to podczas I wojny światowej. To pierwszy kraj na świecie, w którym zmieniono czas na letni, a stało się to 30 kwietnia 1916 r. Do czasu zimowego powrócono zaś 1 października. Pomysł podchwycili szybko Brytyjczycy i Amerykanie – i tak to się zaczęło.

CZAS TO PIENIĄDZ

Obecnie ocenia się, że oszczędności energii są raczej znikome, ale jedno jest pewne – latem dłużej możemy cieszyć się światłem słonecznym. Według statystyk rzadziej też wtedy dochodzi do włamań i wypadków drogowych. Jednak podczas zimowej zmiany jest dokładnie na odwrót – zdarza się więcej wypadków na drogach i w pracy. W dodatku ekonomiści twierdzą, że korekta godziny nie ma już żadnego uzasadnienia – większość fabryk pracuje obecnie w trybie 24-godzinnym i przy sztucznym oświetleniu, dlatego przesunięcie wskazówek zegara w tył lub w przód nie przynosi żadnych oszczędności energetycznych. Wręcz przeciwnie – oznacza dla całej gospodarki gigantyczne koszty ekonomiczne i społeczne. Transport kolejowy, autobusowy czy lotniczy ma godzinne opóźnienie, jeśli przechodzimy na czas letni, natomiast jesienią ruch pasażerski zostaje na godzinę wstrzymany; często konieczne są zastępcze rozkłady jazdy. Nie tylko powoduje to ogromny stres i zamieszanie wśród pasażerów i przewoźników, ale także generuje ogromne koszty.

Podobne problemy mają banki, bo wiele z nich musi wyłączać na kilka godzin systemy bankowości internetowej. Firmy są zmuszone do przeorganizowania pracy (i oczywiście do zapłacenia za nadliczbową godzinę przy zmianie na czas zimowy), a w dodatku badania pokazują, że pracownicy są mniej efektywni po weekendach ze zmianą czasu. Obserwatorzy amerykańskiej i kanadyjskiej giełdy twierdzą ponadto, że przestawianie zegara ma negatywny wpływ na notowania.

Z BIEGIEM CZASU

Coraz więcej mówi się też o tym, że zmiana czasu wcale nie wychodzi nam na zdrowie, zwłaszcza jeśli prowadzimy ustabilizowany tryb życia. Godzinę, którą „dorzucamy” zimą, „odbieramy” wiosną. Ale tylko w teorii wszystko przebiega tak prosto. W rzeczywistości ta drobna modyfikacja pociąga za sobą ogromne zmiany dla naszego organizmu, ponieważ powoduje rozregulowanie zegara biologicznego. Można żartować z osób, które nie potrafią rano wstać z łóżka, a potem przez cały dzień są senne lub rozdrażnione, jednak w przypadku wielu to wcale nie lenistwo. Lekarze są zgodni, że za kłopoty z bezsennością, koncentracją i spadkiem nastroju można obwiniać zmianę czasu. Problemy te wynikają z zachwiania homeostazy, czyli samoregulacji organizmu i równowagi pomiędzy nim a środowiskiem zewnętrznym, i mają poważne konsekwencje. Właściwa temperatura ciała i ciśnienie krwi czy odpowiedni przebieg procesów trawiennych mogą zostać zaburzone właśnie z powodu zmiany rytmu dobowego. Wszystko to zaś wpływa na kondycję psychiczną.

Żeby nie być gołosłownym – odpowiednia produkcja kortyzolu i melatoniny jest zapewniona tylko wtedy, gdy prowadzimy regularny tryb życia. Wszelkie zmiany zakłócają ich wytwarzanie, co nie pozostaje bez konsekwencji. Kortyzol, zwany hormonem stresu, wpływa na nasz układ odpornościowy i odpowiada za metabolizm oraz hamowanie reakcji alergicznych i zapalnych. Regularne pory wstawania z łóżka przekładają się na wydzielanie tego hormonu już na godzinę przed pobudką – po to, by rano zapewnić nam zastrzyk energii. Gdy zaś godzina rannego wstawania się zmienia, kortyzol nie jest odpowiednio wydzielany, a my czujemy się niewyspani.

Z kolei melatonina, czyli „hormon nocy”, przypomina naszemu organizmowi o tym, że pora spać. Jest produkowana przez szyszynkę i odpowiada za dobrą pracę naszego zegara biologicznego. Szyszynkę łatwo jednak oszukać – zarówno podczas pochmurnego dnia, jak i zmiany czasu (lub strefy czasowej) może zacząć produkować melatoninę znacznie wcześniej, niż powinna. To także skutkuje sennością i złym samopoczuciem. Konsekwencje niedoboru melatoniny czasem są długofalowe – oprócz uczucia ciągłego zmęczenia i problemów ze snem może wtedy dojść do rozregulowania metabolizmu i np. przybierania na wadze.

Podczas jesiennej zmiany czasu wcale nie jest łatwiej. Owszem, śpimy trochę dłużej, ale dla organizmu to duży szok, ponieważ musi się najpierw przestawić na nowy rytm. Zanim to nastąpi, możemy czuć wręcz wzmożoną senność i spadek nastroju, a jeśli chodzi o objawy somatyczne – brak apetytu oraz problemy żołądkowe. W każdym przypadku organizm potrzebuje przynajmniej około tygodnia na dostosowanie się do zmian.

DO CZASU…

Tylko w około 70 państwach na świecie używa się czasu letniego, m.in. w całej Unii Europejskiej. Decyzję o zmianie podejmują indywidualnie poszczególne kraje Unii – w Polsce kwestię te reguluje specjalne rozporządzenie, które w każdej chwili zmienić może premier. Wiele państw zmiany jednak nie przeprowadza – np. Islandia, Rosja (od niedawna), Białoruś, Chiny, Indie oraz kraje tropikalne (w okolicach równika różnice w długości dnia i nocy są praktycznie niezauważalne, dlatego mijałoby się to z celem). Niektóre kraje ze zmiany zrezygnowały, w innych nie zawsze ona obowiązywała – w Polsce czasu letniego nie wprowadzono np. w latach 1949–1957 i 1964–1977. Przeciętni obywatele też nie są zmianami zachwyceni. Według 76 proc. Europejczyków przesuwanie godziny jest uciążliwe. Zwłaszcza Hiszpanie skarżą się na zbyt długie dnie – w Galicji ciemno robi się latem praktycznie dopiero koło północy, co nie ułatwia porannego wstawania, dyskutuje się więc nad ewentualnym przeniesieniem się do strefy, w której jest Portugalia (tam zmrok zapada o godzinę wcześniej). Czy coś się zmieni? Czas pokaże.

 

Halina Szołtysik

Gazetka 159 – marzec 2017


REKLAMA

PARTNERZY



WSPÓŁPRACA



Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line: