KOBIETA, CZYLI KTO?

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 159 marzec 2017

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Obejrzałam niedawno bardzo krótki, ale niesamowicie wymowny film o tym, w jaki sposób „skonstruowane” są magazyny dla kobiet. Na filmiku można zobaczyć nie tylko, jak bardzo zmanipulowany jest obraz kobiety, ale też jak bardzo czytelniczki takich magazynów są okłamywane.

FOTOALBUM

Kupując jakąkolwiek gazetę, oczekujemy dobrze napisanych, ciekawych tekstów, które zagwarantują nam rozrywkę, pozwolą się odprężyć, a przy okazji nauczą nas czegoś nowego o świecie i pozwolą skonfrontować nasze poglądy z opiniami innych. Jednak większości autorów magazynów dla kobiet wyraźnie wydaje się, że płeć piękna albo nie potrafi czytać, albo nie ma wystarczających kompetencji do tego, żeby przyjąć na siebie więcej niż cztery linijki tekstu.

Na filmie, który zainspirował mnie do napisania tych słów, widać magiczną rękę, która z jednego z najpopularniejszych pism dla kobiet zaczyna wyrywać strony z reklamami. Okazuje się, że w magazynie, który ma 426 (!) stron, 364 strony, czyli 85 proc., to reklamy z uśmiechniętymi modelkami i celebrytami! Płacimy zatem 8 zł za możliwość obejrzenia dziesięciu fotografii Davida Beckhama rozłożonego w majtach na kanapie, piętnastu Anji Rubik, która leży na plaży w towarzystwie Belli Hadid czy tej czy innej blogerki całującej tubkę kremu albo wzdychającej do buta. Nie wiem jak wy, ale ja nie miałabym ochoty wydawać na tę przyjemność aż tyle pieniędzy. 364 strony zdjęć butów, spodni i sukienek, najczęściej bez żadnego komentarza, np. o tym, gdzie można je kupić i ile to będzie kosztować.

Reklama w prasie jest całkowicie normalna, czasem bywa też niezbędna, ale czy musi ona zdominować całą resztę? Jeśli mam ochotę obejrzeć katalog wiosna/lato z tego czy innego sklepu, nie muszę w tym celu kupować w kiosku czegoś, co teoretycznie powinno być magazynem, gazetą, pismem czy jak by to inaczej nazwać.

Autorka filmu stwierdza, że cała ta reklamowa papka potrzebna jest tylko po to, by pokazać kobiecie, jak bardzo jest beznadziejna. Mnie wydaje się, że w przypadku stron komercyjnych chodzi raczej o to, żeby skonfrontować ją z wymyślonym, sztucznym i zakłamanym światem tego, co jest modne. Ona, bardzo często zwykła, przeciętnie zarabiająca kobieta, będzie patrzyła na te piękne zdjęcia i marzyła o podobnym życiu, będzie odkładała każdą złotówkę, żeby móc – za jakieś pół roku głodówki – kupić sobie torebkę z wielkim LV na froncie.

DLACZEGO JEDNAK JESTEŚ BEZNADZIEJNA

Prasa kobieca to prawdziwa kopalnia pomysłów na „udany związek”, „udane święta”, „udane zakupy”. Powie ci też, „jak dobrze wyglądać nago”, „jak dobrać spodnie do kształtu pupy” oraz „jak sprawić przyjemność sobie i swojemu mężczyźnie”. Wszystkie te kompaktowe i napisane odpowiednio prostym językiem teksty – nie można przecież wymagać od kobiety, że zrozumie zdanie złożone – mają być lekiem na całe zło. Gazeta powie ci, jak urządzić dom, by był stylowy, i przy okazji doradzi, żebyś wywaliła wszystko, co było modne w ostatnim numerze. Nie wiesz, że w tym sezonie królują pompony?! Jeszcze nie kupiłaś żadnego? Na co czekasz? Stoisz w miejscu, nie wiesz, co jest na czasie, nie potrafisz sama dobrać dodatków do domu, nie jesteś dość dobra, jesteś nijaka, smutna i oderwana od rzeczywistości. Wszystkie te dobre rady podane są w taki sposób, by delikatnie zasugerować zagubionej czytelniczce, że nie jest w stanie sobie w życiu poradzić i potrzebuje pomocy gazety.

Mechanizm jest dość prosty – autor artykułu pozornie docenia starania czytelniczki, by za chwilę pokazać jej, że w niczym nie potrafi dorównać określonemu ideałowi. Najpierw więc kobieta słyszy jeszcze raz, że zupełnie nie ma znaczenia, że jest grubsza niż wskazana dla niej norma BMI. Za chwilę jednak mówi się jej, że jednak powinna się wziąć za siebie, bo stanie się nieatrakcyjna i chłop ją zostawi, a w pracy będzie miała problemy, ponieważ zgrabna koleżanka wyda się prezesom bardziej kompetentna.

Jednak nie takie teksty irytują mnie najbardziej – na pierwszym miejscu stoją te o chirurgii plastycznej i różnych botoksach. Niby znajdziemy pośród morza reklam artykuł o tym, że „naturalne znaczy piękne”, ale zaraz dwie (dosłownie dwie) strony dalej przeczytać można wyznanie celebrytki o tym, jak bardzo jest szczęśliwa, że zoperowała nos i wygładziła zmarszczki, bo teraz podoba się sobie bardziej i nagle ma udane życie erotyczne.

Ja, czytając takie bzdury, mam po prostu ochotę wyrzucić taką gazetę przez okno, ale nie robię tego, bo mi szkoda 8 zł. Jestem jednak w stanie wyobrazić sobie panią, która widząc to, spogląda w lustro i dostrzega oznaki upływającego czasu. Widzi zmarszczki i opadające powieki, nagle jej zupełnie normalnych rozmiarów nos zaczyna w jej oczach rosnąć i brzydnąć. Widzi siebie starą, nieatrakcyjną i beznadziejną, bo nie potrafi się dobrze ubrać, a jej dom wygląda jak skansen. Postanawia więc zafundować sobie botoks, by znów być młodą i piękną, idzie do sklepu i kupuje owe pluszowe pompony, idzie do drogerii i kupuje „rubinową szminkę must have”, ale niestety nie zdaje już sobie sprawy z tego, że wszystko to kłamstwo, które chcą nam sprzedać magazyny dla kobiet. W filmie, o którym mówiłam, pojawia się też zdanie o tym, że jedna z odzieżowych sieciówek już od dawna używa w swoich reklamach modelek i modeli stworzonych online w odpowiednich programach komputerowych (!).

TAJEMNICE ALKOWY

Najpopularniejszym obecnie tematem prasy kobiecej nie jest jednak uroda i moda, ale erotyka. Nie ma dosłownie ani jednego czasopisma bez mniej lub bardziej rozbudowanej kolumny o sprawach „sypialnianych”. Z wywiadów, których bardzo chętnie udzielają redaktorzy pism dla pań, można się dowiedzieć, że to reakcja na szowinistyczny świat mężczyzn, gdzie kobieta jest sprowadzana jedynie do pozycji przedmiotu, a dzięki stronom o seksie czuje się ona równa mężczyźnie, doceniona i szczęśliwa.

Czy można stworzyć jeszcze większy nonsens? W jaki sposób tekst o tym, „czy można uprawiać seks z przyjacielem” (prawdziwy tytuł artykułu w jednym z pism), ma pomóc w walce o prawa kobiet? Czy pomysł, że kobieta myśli jedynie o kosmetykach, „wzdycha do nieosiągalnych mężczyzn” (prawdziwy tekst z pracy kobiecej) i marzy o romansie z szefem, nie jest właśnie upraszczaniem jej, banalizowaniem i uprzedmiotawianiem?

Straszne jest to, że te ekspertki i znawcy erotyki nie myślą o tym, iż pisma dla pań kupują nie tylko dorosłe i wiedzące już to i owo o życiu kobiety. Dużą grupę stanowią nastoletnie dziewczyny, które uważają, że z takich lektur dowiedzą się, jak być kobietą. Takie piętnasto- czy szesnastolatki uczą się zatem, że aby pójść z kimś do łóżka, nie potrzeba miłości, że to, co się dzieje w sypialni, nie ma nic wspólnego z uczuciami, że powinny nieustannie flirtować, prowokować i uszczęśliwiać mężczyzn. Za przewodnik po świecie miłości i erotyki ma im (i wszystkim pozostałym kobietom) służyć gniot zatytułowany „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, a idealnym partnerem powinien być zupełnie nieosiągalny ideał.

KOBIETO, JAKA JESTEŚ?

Oczywiście w oczach redaktorów pism dla pań. Po pierwsze – kobieta nie jest zbyt inteligentna, nie trzeba jej zatem fatygować mądrzejszym i dłuższym tekstem, którego jej zajęty sprawami erotyki umysł nie będzie w stanie przerobić. Po drugie – jest zupełnie nieporadna, jak mały szczeniak, którego trzeba nauczyć, że nie gryzie się buta. Nie jest w stanie sama niczego zaplanować, kupić czy ocenić, trzeba zatem podać jej na tacy wszystkie rozwiązania – i to w sposób gotowy do podania dalej. Przetrawiona papka, którą dostaje pani X, jest pozbawiona większych kawałków, żeby się przypadkiem nie zatrzymała nad nią na dłużej. Po trzecie, kobieta bez przerwy myśli o seksie, flirtowaniu, uwodzeniu kolegów z pracy i o pięćdziesięciu twarzach niejakiego Greya. Jej głowa zajęta jest ciągłym wymyślaniem najbardziej zaawansowanych pozycji w grach dla dorosłych. Nie jest nigdy zmęczona, zawsze dba o skórę, wciera kremy, masuje uda i jest nieustannie gotowa na szaloną imprezę z koleżankami. Kobieta jest też idealna, ale nie do końca – powinna być wyzwolona, mądra i feministycznie nastawiona do świata, ale jednak lepiej, żeby czytała o butach i oglądała ciała przerobione w komputerze. Warto jej pokazać, jak bardzo idiotycznie potrafi się zachowywać i jak bardzo potrafi być naiwna.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że taka „prasa” reklamuje się bardzo często jako opiniotwórcza i poważna, podczas gdy tak naprawdę najczęściej jest płytka i nie ma nic wspólnego z tworzeniem prawdziwego obrazu rzeczywistości. Jeśli, tak jak ja, nadal od czasu do czasu czytasz taki rodzaj prasy, pamiętaj, że wszystko, co ci tam pokazują, ma jeden cel – i nie jest to twoje szczęście i podniesienie samooceny. Te pisma mają za zadanie zrobić z ciebie posłusznego klienta. Konsumenta, który ślepo ufając każdemu ich słowu, będzie żył pod ich dyktando.

 

 

Anna Albingier

Gazetka 159 – marzec 2017

WYDARZENIA


REKLAMA

PARTNERZY



WSPÓŁPRACA



Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line: