MODA NA ODCHUDZANIE

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 159 marzec 2017

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Nadchodząca wiosna po raz kolejny obudzi w wielu kobietach pragnienie posiadania idealnej, czyli szczupłej, sylwetki. Lansowana w mediach już od wielu lat moda na chudość może jednak prowadzić do poważnych kłopotów zdrowotnych, a niekiedy nawet zakończyć się utratą zdrowia lub życia. Dlatego warto z rozsądkiem przyjmować wszelkie nowości, zwłaszcza takie, które obiecują łatwą i szybką utratę wagi.

DRAKOŃSKIE DIETY

Ideały kobiecego ciała zmieniały się na przestrzeni wieków. Wystarczy wspomnieć chociażby o średniowiecznych wychudzonych sylwetkach kobiet i ich przeciwieństwie – renesansowych i barokowych bujnych kobiecych kształtach. Bardziej współcześnie także bywało z tym różnie. Lata 20., 60. i 90. to moda na bezkształtne chudzielce, niekiedy bardziej przypominające mężczyzn niż kobiety. Z kolei w latach 40., 50. i 80. ideałem kobiecego piękna było ciało mocno zaokrąglone, z podkreślonymi pośladkami, piersiami i szerokimi biodrami. Wystarczy chociażby wspomnieć wielbioną przez miliony mężczyzn amerykańską aktorkę Marilyn Monroe, która nosiła ubrania w rozmiarze 42 i z pewnością nie należała do szczupłych.

Współcześnie lansowana kobieca figura to po raz kolejny chuda (wręcz chorobliwie) piękność, królująca na światowych pokazach mody. Złośliwi określają te uznane za ideał modelki mianem „wieszaków na ubrania”, pozbawionych kobiecych kształtów kosztem głodówek, wyrzeczeń i drakońskich diet przypłacanych zdrowiem. Nie ulega jednak wątpliwości, że te przesadnie szczupłe modelki silnie oddziałują na kobiecą wyobraźnię, wpędzając w kompleksy i budząc chęć posiadania podobnej figury. Stąd już krok do dążenia do ideału, m.in. przez stosowanie nie zawsze sprawdzonych i potwierdzonych przez lekarzy diet odchudzających. Cudowne głodówki, mające oczyścić organizm i pomóc schudnąć, dieta Montignaca, makrobiotyczna, dr Dąbrowskiej, kopenhaska, Chodakowskiej, 1000 kalorii, Dukana, 80/20, South Beach itd. Wymieniać by można praktycznie bez końca, rozwodząc się nad zaletami i wadami każdej z nich. Można by także pisać o niespełnionych obietnicach i zawiedzionych nadziejach, jakie diety te dawały kobietom szukającym pomocy w walce z nadwagą i otyłością. Zamiast tego warto wspomnieć o często przemilczanym efekcie ubocznym długotrwałego odchudzania się. Chodzi o rozchwianie metabolizmu, powodujące łatwiejsze przybieranie na wadze i coraz trudniejszą utratę kilogramów, przed którą broni się głodzony latami organizm. O rezultacie stosowania diet odchudzających opowiada pani Dorota (l. 45):

– Należę do pokolenia dzieci przekarmianych przez nadgorliwe mamy i babcie. Już jako małe dziecko byłam tzw. słodkim bobaskiem, czyli w rzeczywistości spasionym maluchem, który od pójścia do szkoły narażony był na drwiny kolegów i koleżanek. Słabe oceny na lekcjach WF-u, ostatnia wybierana do grupy podczas gier, bo nikt nie chciał mieć w zespole – jak to mnie nazwał kolega z klasy – „chodzącej masarni”. W wieku dojrzewania zaczęłam się intensywnie odchudzać. To były inne czasy. Mało wiadomości na temat zdrowego żywienia, a niedojadanie nakładanych na talerz porcji uważane było za fanaberie. W domu królowała tradycyjna kuchnia, dania smażone na smalcu, śmietana w zupach. Pamiętam ciągłe kłótnie z mamą o to, że nie chcę jeść. Mama – sama ważąca dobrze ponad 100 kg – nie rozumiała, że dla młodej dziewczyny najważniejsza jest szczupła sylwetka i znalezienie chłopaka, a nie pożarcie góry ziemniaków z kotletem i kapustą na zasmażce. Od 15. roku życia próbowałam rozmaitych diet – od kapuścianej przez owocową aż do tygodniowej głodówki polegającej wyłącznie na piciu wody. W końcu już tutaj, w Belgii, trafiłam do lekarza dietetyka i po raz pierwszy chudłam pod okiem specjalisty. Straciłam 18 kg i czułam się naprawdę dobrze. Potem urodziłam dzieci i znów przytyłam. Niestety, lata naprzemiennego odchudzania się i tycia zaburzyły mój metabolizm. Teraz wiem, że walka z dodatkowymi kilogramami będzie trwać całe życie. I muszę przyznać, że nie warto się było odchudzać. A już na pewno nie warto było głodować czy stosować inne drakońskie diety.

Poza pułapką odchudzania na walczących z nadmiarem kilogramów czyhają także inne niebezpieczeństwa, których nie wszyscy są świadomi. Jedne z nich opróżniają portfel, inne prowadzą do opłakanych skutków.

NIE ZAWSZE LIGHT

Określenie light („lekki”), przejęte z języka angielskiego, oznacza produkty o obniżonej kaloryczności, czyli zaniżonej wartości energetycznej. Moda na szczupłą sylwetkę, która zaczęła dominować w kulturze Zachodu, doprowadziła w ostatnich latach do niebywałego rozwoju branży spożywczej, oferującej te właśnie wyroby, mylnie uznawane przez wielu za cudowne produkty pozwalające schudnąć. Owszem, jedzenie typu light może być wykorzystywane w diecie, ale wcale nie jest ani konieczne, ani szczególnie zalecane przez dietetyków. Wręcz przeciwnie. Potwierdza to pani Edyta (l. 43), która od lat znajduje się pod opieką lekarza dbającego o jej wagę: – Mój lekarz dietetyk od początku przestrzegał mnie przed produktami light, które w rzeczywistości wcale nie są takie lekkie, jak by się mogło wydawać. Najlepszym przykładem są jogurty. Usunięcie z nich tłuszczu oznacza dodatkowe słodzenie, bo przecież muszą mieć jakiś smak, żeby były „do zjedzenia”. W dodatku w wyrobach typu light brakuje wielu cennych dla organizmu witamin, bo usuwane są wraz z tłuszczem czy naturalnym cukrem, a zastępowane sztucznymi barwnikami, ulepszaczami i dodatkami wszelkiej maści, niezdrowymi lub wręcz szkodliwymi dla zdrowia. Lepiej więc zastanowić się, czy warto po nie sięgać czy nie.

Co w rzeczywistości zawierają produkty reklamowane i sprzedawane pod hasłem: light, slim („szczupły”), fit („w dobrej formie”)? Przede wszystkim sporo konserwantów, ulepszaczy i rozmaitych sztucznych substancji. Usuwanie z produktu tłuszczu czy cukru powoduje konieczność zastąpienia tych składników czymś innym. Najczęściej brakujące elementy wypełniane są wodą i substancjami zagęszczającymi. Z kolei duża zawartość wody sprawia, że produkty o obniżonej kaloryczności są mniej trwałe, co prowadzi do używania rozmaitych konserwantów pozwalających przedłużyć przydatność do spożycia. Spożywanie produktów odcukrzonych lub odtłuszczonych nie ma pozytywnego wpływu na organizm. Wręcz przeciwnie: jedząc wyroby light, pochłania się więcej szkodliwych substancji chemicznych. Dlatego też warto dokładnie czytać etykiety i sprawdzać, czy dany produkt jest naprawdę niskokaloryczny. Przykładowo, „dietetyczny” batonik może w rzeczywistości okazać się istną bombą kaloryczną, w której cukier został zastąpiony tłuszczem. Podobnie jest z gazowanymi napojami słodzonymi aspartamem, po których wcale się nie chudnie. Cola light to około 100 kcal mniej w szklance niż w coli tradycyjnej. Jednak ani jedna, ani druga nie jest napojem zdrowym. Obie wersje napoju zawierają kwas fosforowy, zakwaszający organizm i zaburzający gospodarkę wapniową.

Konsumpcja tego typu produktów okazuje się także pułapką psychologiczną. Osoba na diecie sięga po nie o wiele łatwiej niż po tradycyjne wyroby, mając zakodowane w psychice magiczne słowo light. Skoro produkt ma mniej kalorii, wydaje się, że bezkarnie można się nim zajadać. Nic bardziej mylnego. Utrata kontroli nad spożywaną ilością jedzenia, także light, prowadzi do zahamowania procesu chudnięcia, a nawet i ponownego przybierania na wadze. Należy pamiętać, że cokolwiek zjadane w nadmiernych ilościach staje się przyczyną nadwagi lub nawet prowadzi do otyłości. Także wyroby typu light, slim i fit. Dodatkowym problemem jest brak prawnie określonej definicji tego, co rozumie się pod pojęciem light. Sprzedaż tego typu wyrobów nie podlega żadnej kontroli ani certyfikacji. Oznacza to, że producenci na własną rękę dopasowują etykiety przetworów „dietetycznych” do własnych produktów.

NIEBEZPIECZNE TABLETKI

Pogoń za idealną figurą nie kończy się na stosowaniu wykańczających organizm diet czy zajadaniu się wyrobami bez cukru i tłuszczu. Powszechnie panująca dyktatura zgrabnej sylwetki sprawia, że wiele kobiet, zwłaszcza młodych, sięga po produkty chemiczne mające pomóc im w walce ze zbędnymi kaloriami i zapewnić szybsze osiągnięcie wymarzonego wyglądu. Nic bardziej mylnego. Dietetycy, lekarze i trenerzy sportowi jednoznacznie zaprzeczają skuteczności tabletek odchudzających. Ich stosowanie powoduje szybki spadek wagi, zwłaszcza na początkowym etapie, ale jest on spowodowany utratą wody. Po jakimś czasie organizm odzyskuje równowagę w gospodarce płynami i powraca do normalnego stanu. Tak więc poza krótkotrwałym efektem chudnięcia widocznym na wadze tabletki nie prowadzą do trwałej utraty tkanki tłuszczowej. Każdy, kto chce naprawdę schudnąć, nie ma innego wyjścia, jak tylko więcej się ruszać, a także mniej – lub inaczej – jeść.

Mimo apeli specjalistów do spraw żywienia wciąż wiele zdesperowanych osób sięga po środki odchudzające, spodziewając się cudów. W internecie aż roi się od wszelkiej maści handlarzy oferujących tabletki odchudzające, nie zawsze sprawdzone i dopuszczone do zażywania. Naiwność i wiara w cudowne środki mające zastąpić zdrowe odżywianie i sport dla jednych kończy się utratą zdrowia, dla innych nawet śmiercią. Tak tragiczny koniec spotkał kilka lat temu 20-letnią mieszkankę Warszawy, która marzyła o karierze modelki. Zakupione w sieci tabletki odchudzające okazały się zwyczajną trucizną, która doprowadziła młodą kobietę do śmierci w straszliwych męczarniach. Pastylki DNP (Dinitrofenol), drastycznie przyspieszające metabolizm, spowodowały, że jej organizm zaczął się gwałtownie spalać od wewnątrz, przekraczając temperaturę 40 stopni, co doprowadziło do jej ugotowania się.

Podejmując walkę ze zbędnymi kilogramami, należy pamiętać o tym, że podstawą utraty masy ciała jest dostarczanie mniejszej ilości kalorii niż wynosi zapotrzebowanie organizmu. To właśnie deficyt kaloryczny sprawia, że organizm zaczyna spalać nagromadzony w nadmiarze tłuszcz, co z kolei prowadzi do chudnięcia. Chcąc trwale stracić zbędne kilogramy i ustrzec się efektu yoyo, czyli ponownego przybrania na wadze, i to z nadwyżką, należy przede wszystkim zmienić nawyki żywieniowe. Trzeba nauczyć się zdrowo odżywiać: sięgać po produkty wartościowe i właściwie przygotowywane do spożycia – gotowane na parze, pieczone w piekarniku lub gotowane w wodzie z niewielką ilością soli. Należy także zadbać o codzienną aktywność fizyczną, której nie zastąpi żadna dieta cud czy jakiekolwiek środki chemiczne, reklamowane jako skuteczne i bezpieczne. Zamiast ufać hasłom reklamowym i żądnym zarobku dystrybutorom tabletek odchudzających oraz producentom wyrobów light, lepiej zaufać własnej intuicji, zdrowemu rozsądkowi i wiedzy specjalistów do spraw żywienia. Trzeba też uzbroić się w cierpliwość i zdobyć na wytrwałość, bo lepiej chudnąć powoli, ale zdrowo i skutecznie, niż cieszyć się spektakularnymi, ale krótkotrwałymi sukcesami, które mogą kosztować nas zdrowie czy życie.

 

Elżbieta Kuźma

Gazetka 159 – marzec 2017

WYDARZENIA


REKLAMA

PARTNERZY



WSPÓŁPRACA



Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line: