DRUGIEJ NIE BĘDZIE…

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 160 kwiecień 2017

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

23 lata temu w polskiej telewizji można było obejrzeć serial o bardzo wymownym tytule „Ziemia 2”. Opisywał on perypetie jednej z wielu grup ludzi, którzy w poszukiwaniu lepszego jutra wyruszyli na podbój kosmosu. Jeśli mam być dokładniejsza, to nie tyle o szczęście i przygodę chodziło, co przede wszystkim o znalezienie nowej planety, na której możliwe będzie osiedlenie się. Co stało się ze „starą” Ziemią? To, co dzieje się teraz na naszych oczach – została zniszczona, zatruta, odarta z dóbr naturalnych i w końcu porzucona jako zupełnie niepotrzebna. Nie będę się wdawać w szczegóły akcji serialu, powiem tylko, że na planecie, na której wylądowali bohaterowie, wszystko było bardzo do Ziemi podobne, oczywiście nie licząc jej kosmicznych mieszkańców, wśród których nasi ziemscy bracia znaleźli oddanych przyjaciół i zaciętych wrogów. Po kilku odcinkach pełnych przygód, napięcia i podziwu nad nowym miejscem odpowiednim do życia Ziemianie zabili i zjedli Grendlera, jedną z najbardziej rozwiniętych społecznie i duchowo, niewinnych, przyjacielskich i ufnych istot zamieszkujących nieznaną planetę, po czym, jak to już wcześniej bywało, zdetonowali bombę atomową. I już po chwili na nowej Ziemi zapanował stary nieporządek.

„I widział, że wszystko, co stworzył, było bardzo dobre”

Ziemia, na której przyszło nam żyć, istnieje już od kilku ładnych miliardów lat. Przez ten czas wiele przeszła. Bywało gorąco i zimno, był potop, asteroidy zmieniające radykalnie jej oblicze, wyginięcie dinozaurów i wreszcie – pojawienie się człowieka. „Korona stworzenia” jednak zamiast opiekować się światem zaczęła go coraz bardziej wykorzystywać i niszczyć. W swojej chciwości rzuciliśmy się do łopat i wydarliśmy Ziemi wszystko, co w sobie skrywała. Chwyciliśmy za siekiery i wycięliśmy Eden; każdego roku z powierzchni Ziemi znikają kolejne połacie lasów i puszczy. Ostatnio nawet w Polsce rząd podjął decyzję o masowej wycince drzew – nie tylko w miastach, ale i na terenach objętych ochroną.

Na temat wylesiania mówi się ostatnio bardzo dużo i dlatego niezwykle ważne jest, żebyśmy wiedzieli, co jest prawdą, a co nie, i do czego tak naprawdę potrzebne nam są lasy. To, że drzewa produkują tlen, wiedzą już przedszkolaki, ale nie każdy zdaje sobie sprawę, że roślinność pochłania także z atmosfery pył, metale ciężkie i inne niebezpieczne dla naszych płuc zanieczyszczenia. Drzewa filtrują je i zatrzymują w liściach, dzięki czemu ty nie musisz ich przechowywać w swoim układzie oddechowym. Korzenie natomiast utrzymują grunt w miejscu, dzięki czemu nie osuwa się nam spod nóg po każdym deszczu, tak jak się to obecnie dzieje w Indiach i Amazonii. A jeśli już o deszczu mowa, to wielkie połacie lasów (podobnie jak góry, wulkany i niektóre wyspy) tworzą nie tylko swój własny ekosystem, ale też kreują pogodę. Na przykład puszcza czy las deszczowy dzięki procesom wegetacji, fotosyntezy i „oddychania” jest w stanie „stworzyć” chmury deszczowe, które bardzo często są źródłem wody nie tylko dla samego lasu, ale też dla regionów bardzo od niego oddalonych. Problemy z suszą w niektórych regionach są zatem jedną z konsekwencji zmniejszania się pokrywy leśnej, podobnie jak pustynnienie i postępująca erozja.

Wycinka chorych egzemplarzy bądź tzw. gatunków inwazyjnych (sprowadzonych) bywa czasem ratunkiem dla całego ekosystemu, należy jednak pamiętać, by tego argumentu nie nadużywać, usprawiedliwiając wycinkę komercyjną, w której chodzi tylko o zysk, najczęściej zysk jednego wysoko postawionego urzędnika.

Holo czy antropo?

Oficjalną naukową nazwą ery geologicznej, w której żyjemy, jest holocen, jednak niektórzy naukowcy twierdzą, że może powinniśmy zacząć mówić o antropocenie – erze człowieka. Pojawienie się homo sapiens stało się zapalnikiem zmian, które zmieniły wygląd, klimat i życie na naszej planecie. W wielu przypadkach były to zmiany na lepsze (wprowadzenie ochrony zagrożonych gatunków, regulacja rzek, osuszanie obszarów malarycznych), jednak nie wszystkie były pozytywne. Człowiek przyczynił się do wyginięcia ogromnej liczby gatunków zwierząt i roślin. Swoimi działaniami doprowadziliśmy również do wyniszczenia pradawnych kultur, które doskonale funkcjonowały w całkowitej zgodzie z naturą.

Rewolucja przemysłowa, dążenie do nieustannego rozwoju, rozbudowy i panowania sprawiły, że staliśmy się niesamowicie zachłanni i butni w przeświadczeniu, że naszym prawem i obowiązkiem jest „wyciśnięcie” Ziemi jak cytryny, do ostatniej kropli oleju i ostatniej grudki węgla. Zapomnieliśmy, że miejsce, na które zostaliśmy posłani przez Boga czy naturę, jest jak na razie jedynym, gdzie tak naprawdę możemy funkcjonować. Planet „ziemiopodobnych” jest we wszechświecie wiele, ale ciągle jeszcze są one dla nas nieosiągalne. Czasem wydaje mi się, że to może i lepiej, bo gdybyśmy mogli się przemieszczać w kosmosie, stalibyśmy się jak szarańcza, która niszczy wszystko na swojej drodze, po czym spokojnie odlatuje dalej.

Żyjemy wspólnie na Ziemi, która powoli staje się dla nas zbyt mała – nie tylko dlatego, że jest nas zbyt wielu, ale też dlatego, że coraz większe jej obszary stają się dla nas niedostępne: pustynie się rozszerzają, miejsca, na których działały bądź działają kopalnie i szyby są zbyt zanieczyszczone, a topnienie lodowców, które to my spowodowaliśmy, powoduje podniesienie się poziomu wód.

Czas działa zdecydowanie na naszą niekorzyść; już za chwilę może okazać się, że nie ma dla nas na Ziemi nie tylko miejsca do życia, ale też skrawka gruntu zdatnego do produkcji żywności. Musimy już teraz zadać sobie pytanie, czy chcemy, by nasze dzieci i wnuki jadły mięso wyprodukowane w laboratoriach oraz warzywa i owoce uprawiane na wodzie z odpowiednią dawką nawozów. Czy chcemy, by jedyną zielenią, jaką będą mogły zobaczyć, był widoczek z Windowsa? Bycie dominującym gatunkiem, gatunkiem obdarzonym inteligencją, zdolnością do oceniania i przewidywania konsekwencji, zobowiązuje nas do odpowiedzialnego zarządzania tym, co zostało oddane pod naszą opiekę.

In vino veritas, in aqua sanitas

„W winie prawda, w wodzie zdrowie” – nasi rzymscy przodkowie wiedzieli, co w trawie piszczy. Ale czy myśleliby tak nadal, gdyby dziś mogli zobaczyć, co wala się po naszych plażach i pływa w oceanach? Kilka tygodni temu wszystkie belgijskie media pokazały najnowsze wyniki badań muszli, ostryg i langustynek, które każdego roku królują na tutejszych stołach. Z badań tych jasno wynikało, że wszystkie one zawierają znaczne ilości mikroplastiku, który trafia też do naszego organizmu i odkłada się w nim. Woda, którą pijesz, może również zawierać cząsteczki tworzyw sztucznych. Morza i oceany pełne są plastiku, który nie tylko staje się pokarmem organizmów w nich żyjących, ale też zaplątuje się w płetwy i skorupy albo wrasta w ciała ryb i żółwi, sprawiając im niewyobrażalny ból.

Ochrona wód stała się dla wielu organizacji priorytetem przede wszystkim dlatego, że mikroorganizmy, rafy i algi produkują na dłuższą metę nawet więcej tlenu niż lasy. Niestety wraz z ocieplaniem się klimatu zmienia się też ekosystem mórz i oceanów, co sprawia, że znikają z niego kolejne gatunki, których rola w funkcjonowaniu naszej planety jest nie do przeceniania. Wymieranie raf koralowych i planktonu pociąga za sobą śmierć kolejnych gatunków, ryby i morskie ssaki powoli nie mają wystarczającej ilości pożywienia. Zaburzenia odradzania się populacji połączone z sukcesywnym i masowym połowem powodują, że wody pustoszeją. Niedługo może się okazać, że wspaniała niebieska planeta jest zanieczyszczonym pustkowiem, zamieszkałym przez ludzi, którzy sami ją zniszczyli.

Ciepło, cieplej, za gorąco

Kolejnym problemem, z jakim przychodzi nam się obecnie zmierzyć, jest sukcesywne ocieplanie klimatu. Może od razu informacja dla wszystkich niedowiarków: to, że zimą pada śnieg, a niektóre dni są zimne, nie oznacza, że efekt cieplarniany jest mitem. Chyba wszyscy widzimy, że pory roku zaczynają wariować, jednego dnia jest -1, a już tydzień później +20. Lato jest bardzo często zbyt suche i za gorące, nawet w Polsce. Pamiętacie, jak Wisła w niektórych miejscach zmieniła się w smutny ciek? Owszem, odzyskaliśmy skarby z potopu szwedzkiego, ale straciliśmy miliony, które powinny przynieść zbiory. Topnienie pokrywy lodowej powoduje niewyobrażalne zmiany klimatyczne, które odczuwamy wszyscy. Nie chodzi tylko o to, że Szczecin może zniknąć z powierzchni Ziemi, ani o to, że Bruksela znajdzie się na wybrzeżu. Każda zmiana poziomu wody i zanikanie lądów sprawiają, że podnosi się ryzyko występowania nagłych zmian pogody, takich jak huragany i orkany.

Ziemia nie jest prezentem, który można wymienić, nie jest czymś, na co powinniśmy patrzeć z lubieżną zachłannością. To coś, co zostało nam dane „na przechowanie”. Nie możemy myśleć o naszej wspaniałej planecie w kategoriach tu i teraz, ponieważ takie myślenie doprowadziło nas na skraj przepaści. Zanieczyszczenie wód, powietrza i gleb jest tak ogromne, że może się okazać, iż nie mamy już czego przekazać kolejnym pokoleniom.

Warto zatem już dziś zacząć dbać o środowisko na rodzinną i sąsiedzką skalę. Idąc do sklepu, bierz ze sobą własną siatkę; segreguj śmieci, oddawaj butelki do recyklingu. Przemieszczając się, staraj się wybierać transport publiczny lub rower – trochę ruchu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Nie zostawiaj po sobie śmieci na plaży czy w lesie. Plastik, który wrzucisz do rzeki, trafi do ciebie w rybie, którą zjesz na wigilię. Oszczędzaj energię, wybieraj opakowania przetworzone, a kupując ubrania, staraj się wybierać materiały przyjazne środowisku. Wiem, że czasem bycie „trochę bardziej eko” kosztuje nieco więcej wysiłku, ale może się okazać, że dzięki temu twoje dziecko lub wnuk będą mogli cieszyć się jeszcze długo zielonymi wzgórzami nad Soliną.

 

Anna Albingier

Gazetka 160 – kwiecień 2017

WYDARZENIA


REKLAMA

PARTNERZY



WSPÓŁPRACA



Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line: