DUMA I UPRZEDZENIE, CZYLI CO NAM DAŁA UNIA EUROPEJSKA

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 161 maj 2017

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

1 maja to nie tylko Święto Pracy, ale przede wszystkim dla współczesnych Polaków to święto o wiele bliższe, o demokratycznym, liberalnym, rozwojowym charakterze, będące symbolem naszej wolności i dążenia do stabilnej, zrównoważonej Europy i świata. 1 maja 2004 r. Polska weszła w skład Unii Europejskiej, stając się jednocześnie pełnoprawnym członkiem tej wspólnoty. Pomimo wielu kontrowersji związanych z naszą obecnością w tej organizacji jedno jest pewne – działo się! Wiele rzeczy na plus, parę na minus. Wszystko zależy oczywiście od punktu widzenia; niektóre sprawy jedna część Polaków uzna za sukces, inna część – za porażkę. Jeśli jednak wyjdziemy poza demagogię, populistyczne hasełka i pozbawione obiektywizmu opinie, spojrzymy na konkretne liczby i zjawiska, to na pewno będzie nam łatwiej ocenić naszą obecność w Unii Europejskiej.

13 LAT NA PEŁNYM GAZIE

Większość z nas nie ma problemu z oceną stanu życia przeciętnego Polaka. Pomimo tego, że Polska jest ponoć w ruinie, żyje nam się całkiem wygodnie i dostatnio. Czas spędzony w Unii Europejskiej nasz kraj wykorzystał, wydawałoby się, do maksimum – ilość zmian, które nastąpiły w wielu dziedzinach życia, jest nieprzeciętnie wysoka. I nie chodzi tutaj tylko o pieniądze – liczą się też możliwości rozwoju dla obywateli państwa członkowskiego, i to na wielu płaszczyznach. Liczy się również to, że poczuliśmy się dumnie i pewnie nie tylko w swojej polskości, ale i w swojej europejskości.

Nie oszukujmy się – członkostwo w Unii Europejskiej pod względem wymiernych, finansowych korzyści bardzo się Polsce opłaciło. Przez ten czas nasz kraj otrzymał ponad 90 mld euro bezzwrotnej pomocy. To o wiele więcej niż tegoroczny całościowy budżet Polski na wszystkie dziedziny życia. Co dajemy w zamian? Płacimy z własnego budżetu składki na szereg różnych celów: Unii Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego, Europejskiego Banku Inwestycyjnego, rabatu brytyjskiego, programów dostosowawczych, wykorzystania funduszy strukturalnych, pomocy innym państwom itp. W ciągu 13 lat Polska dostała łącznie 135 mld euro, z czego składki wyniosły prawie 44 mld euro. Pozostało 90 mld euro, czyli około 400 mld zł. Bilans finansowy wychodzi Polsce bez wątpienia na plus. Choć są w Europie kraje, które procentowo otrzymały wyższą pomoc (np. Węgry, Estonia czy Litwa), to jednak Polska była jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się państw wspólnoty. Poświadczała to m.in. sytuacja Polski na tle innych krajów w trakcie kryzysu finansowego trwającego na świecie od 2008 r.

W PRZELICZENIU NA ZŁOTÓWKI

Na co wykorzystano wszystkie dotacje? Intensywnie rozwijano wiele dziedzin gospodarczych i społecznych – od transportu i telekomunikacji po małe i średnie przedsiębiorstwa, przemysł, usługi i rolnictwo, energetykę, rozwój obszarów miejskich, gospodarkę wodno-kanalizacyjną, gospodarkę odpadami stałymi, szkolnictwo, badania, rozwój oraz zdrowie. Praktycznie każda dziedzina życia przeciętnego Polaka korzystała przez minione 13 lat z funduszy unijnych – pośrednio bądź bezpośrednio. W przełożeniu na konkrety można powiedzieć, że już po dekadzie w Unii Europejskiej ukończono prawie 1000 km autostrad, zbudowano lub zmodernizowano około 50 tys. sieci kanalizacyjnej, postawiono ponad 800 oczyszczalni ścieków. Powstało blisko 200 tys. nowych firm, ponad pół miliona gospodarstw domowych skorzystało z dofinansowania do Internetu. Sfinansowano zajęcia dla blisko 150 tys. dzieci w przedszkolach, ponad 60 tys. studentów kształcono na nowych, zamawianych kierunkach.

Sympatycy unijni najbardziej szczycą się kilkoma rzeczami niezmiernie ważnymi dla przeciętnego Polaka. W minionych 13 latach bezrobocie spadło prawie o 15 pkt proc., co jest wynikiem wybitnym. W tym czasie powstało w Polsce aż 2,5 mln nowych etatów. Co jeszcze bardziej satysfakcjonujące – odnotowano w ciągu tych 13 lat bardzo duży skok w wynagrodzeniach. Podwyżki nie były symboliczne – ktoś, kto w 2003 r. zarabiał np. 30 tys. zł rocznie, w 2017 r. zarabia już 55 tys. zł rocznie. Faktem jest, że w tym czasie wiele produktów zdrożało nawet o 100 proc. (znacznym podwyżkom uległy np. ceny produktów spożywczych), ale w ostatecznym rozrachunku w przeciętnym portfelu pojawiły się wolne środki na inne niż dotychczas cele. Nie mniej ważne okazało się otwarcie granic Polski – dzięki temu możliwości rozwoju, pracy, edukacji za granicą znalazły się w zasięgu ręki wielu z nas. Polak może podjąć pracę i naukę we wszystkich krajach członkowskich Unii, a jednocześnie polskie firmy zyskały dostęp do rynku gospodarczego liczącego 500 mln konsumentów. To spowodowało rozkwit wielu inwestycji na terenie naszego kraju, np. w sektorze motoryzacyjnym, elektronicznym, meblowym.

NIE WSZYSTKO ZŁOTO

Jeśli chodzi o inwestycje w Polsce oraz rozwój wielu sektorów gospodarki, wydaje się, że nasz kraj wygrał los na loterii. Jeśli jednak spojrzymy na inne aspekty, nie na każdej płaszczyźnie notujemy zawrotny sukces. Mimo zdynamizowania gospodarki krajowej Polska nie ma strategicznego znaczenia wśród unijnych partnerów. Wielu uważa, iż dopuszczając do Polski kapitał zagraniczny, wyparła się swojej polskiej przedsiębiorczości, a korzyści z tego płynące są pozorne i krótkotrwałe. Wśród negatywnych punktów członkostwa wymienia się także problemy z korupcją (szczególnie te między administracją rządową a firmami), zaawansowaną biurokrację, marnotrawienie funduszy na cele zupełnie bezsensowne, stosowanie unijnych dyrektyw (związanych np. z ekologią), które niekoniecznie służą polskiej gospodarce (w tym rolnictwu i lokalnemu przemysłowi), a także utratę środków płynących z cła granicznego oraz gwałtowny wzrost cen towarów importowanych według nowych umów z partnerami. Dodajmy do tego utratę odrębności i konieczność dostosowania się do decyzji unijnych nie tylko w czasach pokoju i dobrobytu, ale także konfliktów zbrojnych czy problemów gospodarczych. Stąd w wielu Polakach obudziły się ogromne uprzedzenia względem wspólnoty, niejednokrotnie podsycane skomplikowanymi teoriami spiskowymi. Jest jeszcze wiele, wiele innych minusów, które według licznych Polaków przysłaniają plusy płynące z członkostwa w Unii Europejskiej.

POKÓJ I TERRORYZM

Jak pokazują sondaże, z poprawy jakości życia zadowolona była do tej pory większość Polaków. Jednak gospodarka i korzyści materialne nie są w tym wszystkim najważniejsze. Gdy już wyjdziemy poza kalkulacje finansowe, warto przytoczyć kilka spornych kwestii dotyczących bardziej „metafizycznych” kwestii. Oczywiście nie o metafizykę sensu stricto tu chodzi, choć dla wielu mieszkańców Unii Europejskiej sprawy takie jak stabilizacja militarna, pokój oraz spokojne warunki do życia mają nieco filozoficzny charakter. Wielu Polaków i mieszkańców wspólnoty zgodnie uważa, że Unia daje poczucie bezpieczeństwa. Dla wielu jest ona kolebką tolerancji, otwartości, praw człowieka, równouprawnienia i wzajemnego partnerstwa różnych kultur i mentalności. Dla innych stanowi zagrożenie właśnie z tych samych powodów, szczególnie w kontekście kryzysu migracyjnego. Większość uważa, że imigranci (włączając w to grono również uchodźców) są zagrożeniem dla porządku publicznego w krajach, gdzie zostają przyjęci.

Wielu z przekonaniem ocenia, że polityka unijna sprowadza na Europę stabilizację i pokój, inni uważają, że wręcz przeciwnie – terroryzm, wojnę, prześladowania. Jedno jest pewne – we wspólnocie siła. Każde europejskie państwo, pozostawione same sobie, bez Unii Europejskiej, jest w międzynarodowej grze pionkiem – szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę potęgę Chin, Rosji i Stanów Zjednoczonych, a także zachwianą równowagę pokojową czy to na Bliskim Wschodzie, czy za naszą wschodnią granicą.

PRZEZ CZARNO-BIAŁE OKULARY

25 marca br. w Rzymie reprezentanci państw członkowskich wspólnoty podpisali deklarację, w której określają przyszłą i wspólną politykę dla wszystkich członków. Podpisali wszyscy, pomimo że w wielu krajach członkowskich zarówno w rządach, jak i wśród obywateli panują antyunijne nastroje. Zapisy deklaracji może nie są odkrywcze, są nieco ogólnikowe, ale stanowią symbol wspólnoty, porozumiewania się jednym językiem, dążenia do tych samych celów. Przywódcy deklarują chęć budowania takiej Europy, w której bezpieczeństwo (również to wykluczające terroryzm i przestępczość zorganizowaną), równowaga (i gospodarcza, o jednolitym, dynamicznym rynku, i ekologiczna), siła (przede wszystkim ta globalna) i dbałość o obywateli (w tym ograniczanie dyskryminacji i ubóstwa, dążenie do równouprawnienia) będą na pierwszym miejscu we wzajemnych stosunkach. Szczególnie budujące powinno być hasło deklaracji mówiące o tym, że Unia jest niepodzielona i niepodzielna – jednak w kontekście atmosfery panującej w wielu europejskich rządach, choćby we Francji, w Polsce czy na Węgrzech, jest ono trochę karykaturalne. W dniu podpisania deklaracji w całej Europie zorganizowano marsze poparcia dla Unii Europejskiej. Swoje zaangażowanie demonstrowali zazwyczaj entuzjaści, dla których zdobycze wspólnoty są podstawą do prowadzenia jakiegokolwiek dialogu na temat przyszłości Europy.

Tak już jakoś mamy, że jesteśmy zazwyczaj albo wielkimi miłośnikami Unii Europejskiej, albo jej zagorzałymi przeciwnikami. Jednak ta organizacja międzynarodowa nie jest ani ideałem, ani biczem na Europę – dużo jest w niej do dopracowania, polepszenia, przewartościowania, ale wiele fundamentalnych działań gwarantuje także stabilną sytuację w naszej części świata. Nie można na Unię patrzeć tylko przez czarne lub przez białe okulary – chyba każdy z nas wie, ile pomiędzy tymi skrajnymi punktami widzenia jest odcieni szarości. Warto więc znaleźć swój.

 

Ewelina Wolna-Olczak

Gazetka 161 – maj 2017

WYDARZENIA


REKLAMA

PARTNERZY



WSPÓŁPRACA



Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line: