ROZMOWA Z ANDRZEJEM LEDEREM, FILOZOFEM KULTURY I PSYCHOTERAPEUTĄ

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 161 maj 2017

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

„Prześniona rewolucja, czyli polskie zmagania z nowoczesnością” – wykład Andrzeja Ledera zorganizowany w Brukseli przez Uniwersytet Trzech Pokoleń odbył się w marcu br.

Pana wykład nosi tytuł „Prześniona rewolucja, czyli polskie zmagania z nowoczesnością”. Odsyła on m.in. do pana książki. Co oznacza dla pana słowo „prześnić”? Dlaczego właśnie takie słowo, z pogranicza jawy i… czego właśnie? (Uwaga: osobiście szalenie mi się to słowo podoba i dlatego zadaję takie pytanie).

Sny, śnienie są doświadczeniem własnych pragnień bez podmiotowej odpowiedzialności za nie. Tak w każdym razie uważa psychoanaliza. Ale, już poza teorią, każdy ma wspomnienie snów, w których był obecny, coś robił, coś się działo, a jednak bez poczucia sprawczości, bez poczucia, że „tak, ja tak zdecydowałem, zdecydowałam”. Do takich doświadczeń nawiązuje właśnie określenie „prześniona”. W tym sensie ogromne zmiany, rewolucyjne w swej istocie, polegające na wymordowaniu Żydów przez Niemców i unicestwieniu ziemiaństwa jako klasy przez Rosjan, choć były spełnieniem pragnień wielkich odłamów polskiego społeczeństwa, nie były aktem podmiotowym dla żadnej zorganizowanej i instytucjonalnie reprezentowanej z tych grup. W taki czy inny sposób dotknęły prawie wszystkich – czasem przez współudział, a czasem przez bierne przeżywanie przerażenia albo satysfakcji, ale bez wzięcia podmiotowej odpowiedzialności za to wszystko.

Idąc tropem tytułu: czy obecnie Polska to kraj nowoczesny?

W sensie struktury społecznej i miejsca w międzynarodowym podziale pracy – tak. Polska jest krajem, w którym dominuje politycznie mieszczaństwo, albo inaczej – klasa średnia. Uczestniczy w zglobalizowanej gospodarce światowej, zajmując w niej umiarkowanie peryferyjną pozycję. Jest jednak raczej beneficjentem przemian globalizacyjnych, przede wszystkim dzięki włączeniu w obręb gospodarki unijnej. W sensie mentalnym jednak Polska nie jest nowoczesna. Przede wszystkim dlatego, że nie wypracowała własnej nowoczesnej kultury mieszczańskiej. Również – nie wypracowała nowoczesnej kultury politycznej. Nadal w Polsce dominuje narracja ukształtowana w XIX w. przez inteligencję pochodzenia ziemiańskiego. Brak miejsca, na przykład, na opowieść emancypacyjną „ludu chłopskiego”, w ciągu 150 lat wychodzącego z dawnego poddaństwa do dzisiejszego statusu „klasy średniej”. Taka opowieść byłaby fascynująca. W kulturze politycznej brak zrozumienia dla demokratycznie rozumianego antagonizmu politycznego. Takiego, który nie jest „lukrowany” pozorną wspólnotą, a jednocześnie nie zamienia się w wojnę domową.

Czy był taki moment w historii, kiedy Polska była nowoczesnym krajem (w stosunku do wymagań danej epoki)?

Pewnie w XV i może XVI w. Od XVII coraz bardziej odstaje i coraz słabiej uczestniczy w wielkiej przygodzie nowoczesności. Fatalny zbieg okoliczności – utrata własnej dynastii i hegemonia polityczna szlachty, kolonizacja wschodu po zniszczeniu ruskiej państwowości przez najazdy mongolskie, rozwój kapitalizmu w Europie Zachodniej, tworzący rynek dla polskiego zboża i pozwalający się bogacić latyfundystom, wreszcie kontrreformacja – wszystko to zepchnęło Polskę z drogi modernizacyjnej.

Jeśli tak, to dlaczego pana zdaniem nie udało się tej „nowoczesności” utrzymać? Dlaczego wciąż na nowo z niej wypadamy?

To typowy los państw cywilizacyjnie „peryferyjnych”. Ciekawym tropem jest przyłożenie do Polski narzędzi analizy postkolonialnej. Okazuje się wtedy, że raczej powinniśmy porównywać się do takich krajów jak Argentyna czy inne państwa, które od XVII w. były koloniami produkującymi jakieś surowce w warunkach gospodarki latyfundystycznej, często niewolniczej, późno odzyskały niepodległość i od tego czasu „nadganiają”, mniej lub bardziej skutecznie, te kilka krajów, które dominują w cywilizacji Zachodu. Porównywanie się do nich – Niemiec, Anglii czy Francji – jest w tym kontekście błędem poznawczym. Elementem tego peryferyjnego położenia jest też typ religijności – familijny, hierarchiczny, ukształtowany w okresie kontrreformacji.

Jakie cechy należałoby wzbudzić lub wypracować w narodzie, by osiągnąć status nowoczesnego państwa?

Najważniejsze wydają mi się: kult pracy wchodzący w miejsce kultury cwaniactwa, poczucie odpowiedzialności w miejsce roszczeniowości (do kultury cwaniactwa zresztą przynależnej), odwagę cywilną w miejsce bojowego wrzasku. Co do pierwszego – wydaje mi się, że to się dzieje. Ciekawe – znajomi Włosi, przyjeżdżający od czasu do czasu do Polski (Warszawy, Krakowa, Wrocławia), twierdzą, że Polska w klimacie stosunków międzyludzkich coraz bardziej upodabnia się do Niemiec. I ja traktowałbym to jako komplement. W drugiej sprawie – poczucia odpowiedzialności – społeczeństwo polskie jest coraz bardziej podzielone. Podobnie w trzeciej, choć w stosunkach codziennych – pracodawcy i pracownika, ucznia i rodzica oraz nauczyciela, pacjenta i lekarza, itd. – tej odwagi cywilnej bardzo brakuje. I często kompensowane jest to wrzaskami.

Jeśli pokusiłby się pan o prognozowanie, w jakiej sytuacji społeczno-geopolitycznej widzi pan Polskę i Polaków za, powiedzmy, 10 lat?

Myślę, że jesteśmy na rozstaju. Optymistyczny scenariusz oznacza powolne uwalnianie się od rządów prawicowo-nacjonalistycznych, przy zrozumieniu wagi postulatów socjalnych, których liberałowie nie doceniali i nie doceniają. Pesymistyczny – zapadanie się w kontrreformacyjną stagnację, społeczeństwo coraz bardziej hierarchiczne, zamknięte, wychodzące z Unii i wzorujące się na wschodnioeuropejskich satrapiach.

 

rozmawiała Anna Kiejna

Gazetka 161 – maj 2017

WYDARZENIA


REKLAMA

PARTNERZY



WSPÓŁPRACA



Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line: