OPOWIEŚĆ WIGILIJNA NA BIS

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 167 grudzień 2017

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Londyn, 22 grudnia. Spadł śnieg. Wszystkie ulice pokrywa biały puch. Pogoda nie sprzyja wyjściu na dwór. W tej chwili setki tysięcy ludzi zajmuje się przygotowaniami do świąt Bożego Narodzenia. Jest pełno dekoracji, zapalonych kolorowych światełek, ubrane choinki, a w galeriach, wraz z tegoroczną modą, ubrania w kolorze czerwonym i zielonym. Większość ludzi właśnie szuka prezentów dla swych bliskich, lecz nie pan Dawson! Był on mężczyzną w podeszłym wieku. Nie posiadał zbyt dobrej pamięci, słuchu ani wzroku. Był powolny i niezdarny. Nie należał również do ludzi sympatycznych. Był mrukiem.

Jak co roku od ucieczki swojego syna, spędzał Wigilię zupełnie sam. Jego żona zmarła, a reszta rodziny się od niego odwróciła. Codzienne sam chodził na długie spacery po londyńskich uliczkach i rozmyślał o swoim życiu. Nie mógł sobie wybaczyć, że był tak złym ojcem dla swojego syna. Dlaczego go nie wspierał, tylko uparcie stawiał na swoim? To pytanie ciągle go trapiło.

Gdy syn pana Dawsona miał 13 lat, z całego serca pragnął śpiewać. Nie dla sławy czy dla pieniędzy, po prostu śpiew był jego największą pasją i chciał rozwijać się w tej dziedzinie. Natomiast jego ojciec (wspomniany wcześniej pan Dawson) nalegał, by ten wybrał sobie bardziej ambitny zawód. Chciał, by jego syn miał dobrą reputację. Marzyło mu się, że junior zostanie lekarzem, prawnikiem, adwokatem, politykiem lub chociaż dentystą, ale nie jakimś piosenkarzem, który nawet nie skończył studiów!

Lata mijały, ale jego syn nadal miał swoje zdanie i nie zamierzał go zmieniać. Po lekcjach uczęszczał na zajęcia z wokalu, o czym nie wiedział jego ojciec. Wygrywał również rozmaite konkursy szkolne typu „Młode talenty”, ale jego tata nie miał nawet najmniejszej ochoty, by przyjść na któryś z nich. W wieku 16 lat postanowił uciec z domu. Miał dość ambicji swojego ojca i wiecznych zakazów, pomimo że był bardzo dobrym uczniem. Chciał zacząć żyć po swojemu. Spakował kilka potrzebnych rzeczy i po cichu opuścił rodzinny dom. Od tamtej pory minęło już dobrych kilkanaście lat, a ojciec nadal nie wiedział, gdzie podziewa się jego syn.

Szedł po ośnieżonej ulicy, podziwiał piękno pobielonych budynków i rozmyślał. Ciągle rozpamiętywał. Gdy tak szedł, zauważył coś, co przykuło jego uwagę. Zatrzymał się i popatrzył na ogromny plakat. Była na nim czwórka muzyków, ten na pierwszym planie pewnie był wokalistą. Prawdopodobnie tworzyli zespól. Pan Dawson przystanął i długo się mu przyglądał. Gdy tak patrzył, zdał sobie sprawę, że jego syn miał rację. On mógł osiągnąć naprawdę wiele, ale przede wszystkim mógł zajmować się tym, co sprawiało mu kiedyś taką przyjemność.

Po dłuższej chwili, gdy starzec miał już się odwrócić, zauważył pewne podobieństwo w jednym z piosenkarzy. Sam nie dowierzał własnym chorym oczom. Zobaczył na czole artysty z plakatu bliznę. Zdawało mu się, że gdzieś już ją widział. Nagle zaczął sobie przypominać fakty i powoli doszedł do wniosku, że na plakacie widniała sylwetka jego sąsiada. Tak! To był on! Te same włosy, oczy, rysy twarzy! Pomimo ulepszeń w Photoshopie, nietrudno było go rozpoznać. Mężczyzna bardzo się zdziwił, ponieważ znał swojego opiekuna. Ten codziennie przynosił mu obiad, pomagał wnosić zakupy, a czasami po prostu przychodził, by porozmawiać ze staruszkiem i upewnić się, że wszystko jest w porządku. Nigdy nie wspominał ani słowa o swojej pracy, osiągnięciach czy pasjach. Pan Dawson postanowił z nim porozmawiać, gdy tylko ten przyjdzie go odwiedzić. Dziarsko pomaszerował do domu.

Robiło się ciemno, ale londyńskie ulice wciąż były wypełnione ludźmi. Panował świąteczny nastrój. Ludzie byli uśmiechnięci, a kolorowe ulice wyglądały przepięknie. Pan Dawson szedł i coś mruczał pod nosem, a padający z nieba miękki puch zagłuszał szept starego człowieka.

Nazajutrz, gdy tylko się obudził, zszedł do kuchni i zrobił sobie śniadanie. Usiadł ciężko na kanapie i próbował myślami przywrócić wczorajszą sytuację. Wszystko dokładnie przemyślał i wpadł na pewien pomysł. Postanowił napisać zaproszenie dla swojego sąsiada. Nie wiedział o nim nic, poza tym, że miał na imię Clarck. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że w ogóle się nim nie interesował, nawet nie był dla niego specjalnie miły, a przecież jego opiekun wiele rzeczy robił zupełnie bezinteresownie. Dlaczego właściwie to robił? No i proszę, znalazł temat do przegadania na planowanej wieczornej kolacji: porozmawiajmy o naszych pasjach i talentach! Staruszkowi wydawało się, że Clarck mieszka sam. Przesiadując zazwyczaj w oknie, podczas ciepłych dni, nie zauważył, by ktoś go tu odwiedzał.

Wrzucił zaproszenie do skrzynki sąsiada i poszedł na codzienny spacer. Oczekiwał, że po powrocie zastanie odpowiedź. Tak też się stało! Drżącymi rękoma wyjął ze swojej skrzynki zaadresowaną kopertę. Zaczął czytać: „Szanowny panie Albercie Dawsonie, serdecznie dziękuję za zaproszenie na wigilijną kolację. Z chęcią przyjmuję i potwierdzam moje przyjście. Do jutra więc. Clarck”.

Natychmiast zabrał się do pracy. Cieszył się, że w te święta nastąpią jakieś zmiany. Zrobił trochę chaotyczne zakupy, dawno już zapomniał, co właściwie podaje się na święta. Było to długie popołudnie pełne gotowania, przypominania sobie starych babcinych przepisów, jak również przemyśleń i odpoczynku. Nadchodził czas jutrzejszego spotkania…

W wigilijny wieczór w mieszkaniu rozległo się głośne pukanie do drzwi. Pan Dawson otworzył i zastał tam oczekiwanego gościa. Po przywitaniu weszli do środka i zasiedli do kolacji. Po modlitwie i posiłku zaczęli rozmawiać. Clarck pierwszy raz opowiadał o swojej karierze i o tym, jak to jest być w zespole. Pan Albert wyjął album ze starymi zdjęciami. Postanowił opowiedzieć historię swojego syna. Łzy napłynęły mu do oczu. Tak bardzo chciałby naprawić swoje błędy!

Sąsiad bardzo uważnie przysłuchiwał się opowieści o relacjach ojca i syna. Gdy dotarli na koniec albumu, była tam przyklejona ostatnia fotografia chłopca. Miał wtedy 13 lat. Było to zdjęcie szkolne, pod którym znajdował się podpis „Christopher Dawson”. Podczas opowieści staruszek znów zobaczył znajomą mu bliznę na zapomnianej fotografii sprzed lat. Spojrzał ponownie na zdjęcie, a następnie na twarz Clarcka. W tym momencie w oczach obydwu mężczyzn pojawiły się łzy. Przez chwilę w salonie słychać było tylko cichy, tłumiony płacz. Mężczyźni wpadli sobie w ramiona. Każdy z nich wiedział, co się właściwie wydarzyło… Dom wypełnił się radością i przebaczeniem.

Wiktoria Prokopczuk

Polskie Centrum Kształcenia im. Jana Pawła II w Brukseli

Gazetka 167 – grudzień/styczeń 2018

WYDARZENIA


REKLAMA

PARTNERZY



WSPÓŁPRACA



Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line: