ZERO WASTE, CZYLI CO ZROBIĆ, ŻEBY NIE PRODUKOWAĆ ŚMIECI


ZERO WASTE, CZYLI CO ZROBIĆ, ŻEBY NIE PRODUKOWAĆ ŚMIECI

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 168 luty 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

W ostatnim czasie coraz modniejszy staje się minimalizm – ludzie starają się ograniczyć ilość mebli w domu, ozdób i dodatków do strojów, w sztuce coraz popularniejsze są proste formy, odchodzi się od przesady, przesytu i przepychu. Co ciekawe, trend ten zaczyna też z każdym rokiem śmielej sobie poczynać w ruchach eko. Najnowszą jego formą jest zero waste (zero odpadów), czyli ograniczanie produkowanych przez gospodarstwo domowe odpadów do minimum. Brzmi strasznie, skomplikowanie, dziwnie i nieprawdopodobnie, ale to tylko pozory. W rzeczywistości przy odrobinie wysiłku wszystko jest możliwe.

Z CZYM TO SIĘ JE?

Zero waste to nic innego, jak trzymanie się pięciu zasad:

1. Odmawiaj.

2. Ograniczaj.

3. Używaj ponownie, zużywaj.

4. Przetwarzaj (odzyskuj).

5. Kompostuj.

Jeśli nauczysz się mówić „nie” za każdym razem, kiedy ktoś chce ci wręczyć ulotkę czy foliową torebkę, to będziesz na dobrej drodze do oczyszczenia swojego domu i natury z zupełnie niepotrzebnych gór śmieci. Ograniczenie ma w ruchu eko wiele twarzy – z jednej strony chodzi np. o zmniejszenie zużycia energii i wody, z drugiej także o redukcję marnowanego jedzenia czy kupowanych rzeczy. Punkty trzeci i czwarty można ze sobą połączyć, bo mówią mniej więcej o tym samym – o przetwarzaniu i dawaniu „nowego życia” przedmiotom. Sortując odpady i wykorzystując maksymalnie rzeczy, które już masz, nie tylko ograniczasz produkcję śmieci, ale też dbasz o swój portfel.

Słoiki, butelki, stare ubrania przy odrobinie wyobraźni mogą zmienić się w wazony, świeczniki, kosze czy zabawki. Internet jest prawdziwą kopalnią pomysłów na to, jak ponownie użyć czegoś, co „wala się” po domu. Jeśli jednak nie masz czasu czy ochoty na prace ręczne, to ważne jest, żebyś wiedział, co możesz oddać do recyklingu. Szkło, plastik, metal i papier to podstawa, ale pamiętaj też o opakowaniach po tuszu (za które czasem w sklepach dostaje się zniżki na kolejny „kartridż”), korkach po winie, bateriach i farbach. W Belgii przetwarza się niemal wszystko.

Punkt ostatni, czyli kompostowanie, jest chyba najbardziej skomplikowany, przede wszystkim dlatego, że nie każdy może sobie pozwolić na zamontowanie odpowiedniej paki na odpady. Ale i z tego jest wyjście, a właściwe dwa wyjścia: po pierwsze – zielone i pomarańczowe worki, które co jakiś czas odbiera służba oczyszczania miasta, a po drugie – sąsiedzkie ogródki. W Belgii (ale nie tylko tu) miasta pozwalają swoim mieszkańcom na zakładanie na trawnikach i w parkach małych grządek, gdzie można siać i sadzić do woli. Niemal zawsze przy takim ogródku znajduje się kompostownik, do którego bez ograniczeń wyrzucać można zielone odpady. Jeśli masz ogródek, może najwyższy czas założyć kompostownik zamiast wydawać pieniądze na kompost ze sklepu?

Teoria jest dość prosta, wykonanie, owszem, wymaga nieco wysiłku, ale jeśli będziesz starać się trzymać tych reguł i małymi kroczkami wprowadzać do swojego życia konkretne zmiany, to okaże się, że przejście do zera – albo niemal do zera – nie jest aż takie przerażające.

W WERSJI HARD

Najbardziej zagorzali zwolennicy ruchu zero odpadów potrafią tak zorganizować swoje życie i konsumpcję, że przez rok gromadzą śmieci, które są w stanie zmieścić w słoiczku po dżemie. Nie, nie żartuję – dzięki recyklingowi, świadomym zakupom i prawdziwemu zużywaniu rzeczy, które posiadają, na końcu zostaje im bardzo niewiele śmieci, których nie są w stanie przerobić czy zutylizować. Sieć pęka w szwach od przeróżnych filmów i blogów, gdzie widać ludzi, którzy zdołali ograniczyć odpady do minimum, co wcale nie wpłynęło negatywnie na ich życie. Oczywiście taka metamorfoza nie może odbyć się z dnia na dzień – trzeba ją zaplanować i rozłożyć w czasie. Nie chodzi bowiem o to, by nagle postanowić, że wyrzucimy wszystkie środki chemiczne i plastik do worka na śmieci, ale o to, by świadomie przejść do redukcji odpadów.

Wróćmy jednak do tych najbardziej radykalnych członków ruchu no waste. Wielu z nich przeszło też na wspomniany już minimalizm. W ich filmach można zatem zobaczyć niemal puste wnętrza, z kilkoma tylko niezbędnymi meblami, najczęściej z drugiej ręki, w kuchni króluje ład i porządek, ponieważ menu na cały tydzień jest już bardzo skrupulatnie zaplanowane i nie ma w nim miejsca na zbędne produkty. Wielu z tych najbardziej oddanych (radykalnych?) członków społeczności zero waste nie używa papieru toaletowego i środków higieny, jeśli nie są w stu procentach ekologiczne, co nie oznacza jednak, że są brudni i śmierdzą. Peelingi, szampony i pasty do zębów dostępne w sklepach najczęściej zawierają masę związków chemicznych szkodliwych dla zdrowia i środowiska – jak mikroplastik – i zawsze są pakowane w coś, co trudno poddać recyklingowi. Do łask wracają więc naturalne kremy, pasty i dezodoranty oraz szare mydło. Dzisiaj możesz kupić nawet kosmetyki zero waste, wystarczy tylko dobrze poszukać.

W tej radykalnej wersji zero odpadów oznacza też, że nie obieramy warzyw, które tego nie potrzebują (marchewka, ogórek, ziemniaki), ale zjadamy (wykorzystujemy) możliwie cały produkt. Podobnie jest z mięsem – nie wyrzuca się skóry i kości, ale zamraża i wykorzystuje do ugotowania bulionu.

Mimo zrozumiałych i nieuniknionych niedogodności, taki sposób życia przyciąga coraz więcej osób. Ja nie chcę jednak namawiać nikogo do aż tak drastycznych zmian. W zamian za to proponuję kilka bardzo prostych zmian, które w widoczny sposób pozwolą ograniczyć ilość produkowanych odpadów i wpłyną pozytywnie na stan naszego portfela.

IM MNIEJ, TYM LEPIEJ

W najostrzejszej wersji zero waste może być dla większości osób nieosiągalne, trudno bowiem, jeśli ma się, dajmy na to, czteroosobową rodzinę (w tym dwoje nastolatków) przerzucić się z papieru toaletowego na tetrowe chusteczki albo nagle przestać używać zmywarki. Jednak każdy może np., zamiast codziennie kupować zapakowaną w plastikowe pudełko sałatkę, przygotować sobie lunch w domu i zapakować w pudełko na kanapki. Specjalna mata śniadaniowa czy (jeśli chcesz być zupełnie eko) specjalne chusteczki nasączone woskiem pszczelim sprawdzą się w każdym domu.

Zainwestuj w termos, metalową butelkę albo w kubek, żeby nie kupować kawy, wody czy soku w plastiku. Te wszystkie kartoniki i buteleczki są prawdziwą zmorą; trudno się je utylizuje, a do ich produkcji używa niebezpiecznych dla zdrowia substancji. Argument ekologiczny do ciebie nie przemawia? To może przekona cię ten ekonomiczny: robiąc kawę czy herbatę w domu, oszczędzasz nawet do 500 euro rocznie, jeśli założymy, że kawa kosztuje średnio 2 euro, a dni roboczych jest w roku około 250. Szok, niedowierzanie, jak mówi mój przyjaciel, a to tylko kawa. Jeśli policzyć kanapki, wychodzi nawet 1000 euro!

Bardzo dobrym pomysłem na zmniejszenie odpadów jest też korzystanie z tego, co już masz w domu – nie musisz np. kupować słoika na makaron, jeśli w mieszkaniu poniewiera się słój po ogórkach, nie kupuj ścierek do podłogi, jeśli masz masę starych T-shirtów i ręczników. Staraj się dawać nowe życie starym przedmiotom. Jeśli szyjesz, zmieniaj stare ciuchy w coś nowego – pomoże ci to zredukować odpady, a jeszcze możesz na tym zarobić, bo produkty wykonane własnoręcznie są teraz w modzie. Chcesz kupić nową kurtkę? Wydaj nieco więcej pieniędzy i ciesz się nią dłużej, zamiast kupować coś, co po miesiącu się rozpadnie i trafi do śmieci.

Nie zapominaj, że możesz ograniczyć odpady, przechodząc na produkty eko, czyli z jednej strony takie, które zostały wyprodukowane bez chemii, a z drugiej te, które – zużyte – nie produkują czegoś, co nie ulega biodegradacji lub nie może zostać oddane do recyklingu. Coraz więcej mówi się np. o orzechach do prania zamiast proszku, farbach, które zawierają naturalne pigmenty i nie są toksyczne, czy też o ubraniach, które powstały z materiałów „z odzysku”. Zasada małych kroków odnosi się też do sposobu robienia zakupów, ponieważ to ze sklepu biorą się w naszym domu śmieci i odpadki.

STOP OPAKOWANIOM

Bardzo dużym szokiem było dla mnie zobaczenie na własne oczy, jak bardzo jesteśmy zalewani każdego dnia przez plastik, a stało się to, kiedy przynieśliśmy do domu pierwszą rolkę różowych worków na śmieci. Zgodnie z regulaminem wrzuca się do nich plastik, który nie może lądować w niebieskich workach, czyli foliówki, folie z opakowań, zabawki, opakowania po serkach i maśle, itp. Już po tygodniu nasz różowy worek był pełny (mieszkamy w dwójkę), i choć nie mamy manii kupowania, to większość z tego, co tam wrzuciliśmy (i nadal wrzucamy), to opakowania. Zawsze mamy ze sobą własne torebki, ale bardzo często nie możemy uniknąć kupienia ogórka zassanego w folię albo sięgnięcia po woreczek, żeby spakować do niego owoce.

Dobrą alternatywą jest zabieranie własnych małych szmacianych siateczek na warzywa i owoce. Można je kupić albo zrobić samemu z cienkiego i lekkiego materiału. Obecnie nikogo już nie dziwi, że ludzie wybierają inne niż plastik rozwiązania. W Lidlu można pakować orzechy i pestki do własnych pudełek czy słoików (wystarczy je przed zakupami zważyć i zapisać wagę na wieczku), co znacznie ogranicza śmieci, które przynosimy do domu. Coraz więcej jest też sklepów, w których prawie nie używa się opakowań, a jeśli się je stosuje, to niemal zawsze są szklane albo wytworzone z materiałów z recyklingu. W Leuven można np. odwiedzić Content (Tiensestraat 259), gdzie poza żywnością znajdziemy też ekologiczne środki czystości. Jeśli masz własną butelkę, możesz sam zdecydować, ile mydła czy szamponu potrzebujesz.

Takie miejsca są niestety nadal nieco droższe od hipermarketów (bo ich produkty są lepszej jakości) i mniej dostępne. Jeśli nie możesz sobie pozwolić na zakupy w takim sklepie, zawsze możesz wybrać się na targ albo na wieś, żeby uzupełnić zapasy. „Od chłopa” (ewentualnie „baby”) dostaniesz zdrową i bardzo często tańszą żywność, która nie będzie opakowana w celofan i spryskana chemią, żeby wyglądać ładnie i wytrzymać w sklepie, jak najdłużej się da. Im mniej folii przyniesiesz do domu, tym mniej będziesz musiał wyrzucić. To bardzo proste.

W całym tym krzyku o dziurze ozonowej i ociepleniu klimatu nadal bardzo mało słyszy się o tym, co my sami możemy dziś zrobić we własnych domach, żeby pomóc. Dlatego ważne jest, aby każdy z nas zrobił mały wysiłek i poszukał informacji o tym, jak można ograniczyć odpadki. Świat tonie w śmieciach, które wypływają z naszych kuchni i salonów, i to my musimy zakasać rękawy i posprzątać bałagan, który sami stworzyliśmy.

 

Anna Albingier

Gazetka 168 – luty 2018


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA