PAN Z PANIEŃSKIM NAZWISKIEM

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 169 marzec 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Czy przybranie nazwiska żony to objaw poddania czy oddania?

Coraz częściej panowie decydują się przyjąć po ślubie nazwisko żony. Dla niektórych to przejaw poddaństwa czy nawet pantoflarstwa. Dla innych – uznania niezależności małżonki i męskiej solidarności z prawami kobiet, które właśnie przybierają nową, wyjątkowo werbalną formę. Ale nadal w zdecydowanej większości przeważają opinie, że zwyczaju nie należy w żadnym wypadku zmieniać.

 

NIGDY

– Nie było w ogóle takiej opcji, żebym przyjął nazwisko żony. To by było wbrew tradycji, a przede wszystkim wbrew przekonaniom rodziny, w której się wychowałem. To coś naturalnego, że ród jest przedłużany choćby w ten sposób – mówi Marek. – Pamiętam, że kiedyś ktoś w naszej rodzinie myślał o przyjęciu nazwiska żony. Bardzo szybko zmienił zdanie po rodzinnej naradzie.

Ale czy w takim razie ma znaczenie fakt, że Marek jest jedynakiem i ma 17-letnią córkę, jedynaczkę? Czy to nie oznacza końca rodu? Czy to znaczy, że zmusi ewentualnego zięcia do przyjęcia nazwiska żony? – To trudne pytanie. Oczywiście, nie chcę nikogo do niczego zmuszać. Ale przyznam, że zależałoby mi na zachowaniu ciągłości nazwiska. Czy to samolubne? Nie wiem – dodaje.

 

ZAWSZE

– Zawsze bym to zrobił. To przejaw szacunku dla rodziny mojej żony – mówi Wojtek. – Moja decyzja nie podlegała żadnej dyskusji w rodzinie. Rodzina mojej małżonki jest po prostu fantastyczna. Przyjmowanie jej nazwiska nie oznacza, że moja rodzina taka nie jest. To moja decyzja i moi bliscy ją rozumieją i szanują – dodaje.

Podobnego zdania jest Artur, który wziął ślub zaledwie dwa miesiące temu. – O swojej decyzji powiedziałem Kasi, kiedy się jej oświadczyłem. Moi koledzy początkowo śmiali się. Potem stwierdzili, że jestem „odważny”. Nie bardzo widziałem, na czym ta odwaga miałaby polegać. Ale potem szybko się zorientowałem, że przynajmniej w mojej niewielkiej miejscowości to ja stałem się obiektem żartów. Nie zwracam już na to żadnej uwagi.

 

TYLE POWODÓW, ILE DECYZJI

Powodów, z jakich mężczyźni przyjmują po ślubie nazwiska żon, jest tak wiele, jak wiele jest okoliczności. Nie tak dawno użytkownicy aplikacji Whisper wzięli udział w anonimowej sondzie, w której podali swoje, a zatem prywatne, powody takiej a nie innej decyzji.

Jeden z ankietowanych przyznał, że łatwiej było przybrać panieńskie nazwisko wybranki, która ma już kilkoro dzieci z wcześniejszego małżeństwa, niż zmieniać ich nazwiska. Inny dość otwarcie opowiedział o konflikcie we własnej rodzinie: – Nie chciałem już mieć niczego wspólnego z moim ojcem. Zmiana nazwiska okazała się niewykle wyzwalająca – stwierdził. – Moja rodzina mnie wydziedziczyła. Jej rodzina przyjęła mnie z otwartymi ramionami. Tylko tak mogłem się odwdzięczyć – wtórował kolejny ankietowany. Jeszcze inny uznał, że przyjmowanie nazwiska żony to po prostu zabieg kosmetyczny, jeśli własne nazwisko brzmi, delikatnie mówiąc, źle albo źle się kojarzy.

Wielu mężczyzn przyznaje, że nawet w XXI wieku ich rodziny niechętnie akceptują taką decyzję. Najbardziej konserwatywni krewni nie chcą żadnych zmian. Domagają się, by zwyczaj został zachowany. Żeby nie było też żadnych niedomówień i nieporozumień. Neil i Anna podbrali się w roku 1980. Dziewiętnaście lat później Neil zmienił nazwisko i przybrał panieńskie swojej małżonki, ale para miała już wtedy dzieci. – Najczęściej powtarzające się wtedy pytania ze strony kompletnie obcych ludzi dotyczyły tego, czy na pewno jesteśmy małżeństwem, czy żyjemy w grzechu, czy jestem ojczymem dzieci. Owszem, taka od wieków była tradycja, ale ona nie ma żadnego zastosowania w dzisiejszych czasach – stwierdza Neil.

 

Z KOBIECEJ PERSPEKTYWY

Kobiece głosy w tej kwestii też wydają się coraz donośniejsze. Amerykańska aktorka Zoe Saldana nie tak dawno broniła publicznie decyzji męża o przyjęciu jej nazwiska. – Panowie, męski ród nie zginie, jeśli przyjmiecie nasze panieńskie nazwiska. Co w tym złego, zaskakującego czy nawet szokującego? – pytała retorycznie na swoim profilu społecznościowym. Coraz więcej kobiet błyskawicznie osiąga sukces zawodowy lub powszechny szacunek i uznanie ze względu na swoją działalność. Trudno się im dziwić, kiedy nie chcą przekreślać swojego nazwiska, wychodząc za mąż. Mimo to nadal panuje przekonanie, że kobieta powinna przyjąć nazwisko męża. Ale jeśli nie do końca działa to tak, jak powinno?

– Wybierając człowieka i decydując się na małżeństwo, zakładamy, że bierzemy go na całe życie. Ufamy mu przecież na tyle, żeby chcieć je z nim dzielić. Przybieranie nazwiska męża nazwałabym pragnieniem przynależności i wspólnoty. Teraz wybrałabym opcję dwuczłonową. Wtedy przyjęłam nazwisko męża. Ale w moim przypadku było jednak tak, że to małżeństwo się nie udało. Byliśmy chyba zbyt młodzi na zakładanie rodziny. Miałam trzy miesiące na powrót do panieńskiego nazwiska. Byłam na mojego eks wściekła, ale miałam też dziecko. Pojechałam do urzędu stanu cywilnego, ale tak szybko, jak wbiegłam po schodach, tak szybko z nich zbiegłam. Przez myśl przeszło mi wtedy, że przecież moja córka miałaby inne nazwisko niż ja. No i jak ona by się z tym czuła? – opowiada Patka. – Zostałam przy nazwisku byłego męża. Mam wspaniałych teściów, którzy są niezwykle ważnymi ludźmi w moim i mojej córki życiu. Zawsze mogę na nich liczyć. Każdy ma swoje własne, prywatne powody do takich czy innych decyzji. Każda panna młoda ma prawo decydować, czyje nazwisko przyjmuje i przy jakim zostaje. Owszem, kobiety pracują na swoje nazwisko, ale czy mężczyźni nie? Nie mogę tego oceniać i generalizować – dodaje.

 

A MOŻE PODWÓJNE?

Dla wielu złotym środkiem wydaje się też łączenie nazwisk. O ile u nas mogłoby to wydać się nieco kłopotliwe, o tyle w anglosaskiej kulturze jest to coraz bardziej popularne. I nie chodzi o łącznik (nie myślnik!) między nazwiskami, czyli o coś raczej dla świętego spokoju niż poświęcenie. Kiedy jeden z producentów korporacji BBC, Andy Brown, poślubił Helen Stone, oboje zdecydowali się na zmianę nazwiska na… Brownstone.

Statystyki w Polsce są jednoznaczne – zdecydowana większość kobiet przyjmuje nazwisko męża. Niemniej ta tendencja zdaje się zmieniać, aczkolwiek powód jest bardziej racjonalny niż sentymentalny czy romantyczny. – Dzisiaj kobiety wychodzą za mąż później. Najpierw skupiają się na karierze zawodowej. Z tej przyczyny nie chciałabym przekreślać swojego dorobku, zmieniając nazwisko. Jeśli mój przyszły mąż zgodzi się przyjąć moje nazwisko, będę mile zaskoczona. Jeśli nie, będę się upierać przy łączniku albo pozostaniu przy naszych nazwiskach rodowych. A o nazwiska dzieci będę się martwić, kiedy przyjdzie na to czas – mówi Iza.

Dzisiaj, w dobie mediów elektronicznych, nie jest to aż takie trudne, żeby poznać opinie na temat przyjmowania nazwisk panieńskich swoich wybranek przez mężczyzn. Wydawać się może, że zaczynamy się z tym oswajać na tyle, aby uznać to za coś absolutnie naturalnego. – Każdy ma prawo robić to, co mu pasuje – mówi jeden internauta. – Bo u nas taka chora tradycja, że to żona musi przybrać nazwisko męża – dodaje inny. „To tylko zwyczaj, ludzie, dorośnijcie…”, „Ludziom tak wiele rzeczy przeszkadza, uwłacza, tak wiele ich bulwersuje, że aż żal…”, „Motywacje muszą przeważać nad oporem społeczeństwa”, „Zbyt wiele hałasu o nic” – piszą inni.

 

Filip Cuprych

OKIEM PSYCHOLOGA

Agnieszka Major, psycholog i terapeuta traum o międzynarodowej renomie, założycielka Antah Ocean:

– Wszystko zależy od wielu czynników i przyczyn, z jakich mężczyźni podejmują takie a nie inne decyzje. To niekoniecznie przejaw poddaństwa, ale w pewnym momencie podświadomość może zacząć płatać figle i ten, który przyjął nazwisko żony, ten „facet”, który się na to zdecydował, może się nagle zorientować, że coś jest nie tak. Tradycje, zwyczaje i kultura, w której akurat jesteśmy wychowani – to wszystko w naszej głowie tkwi i pracuje. Na tym jest zbudowany nasz system przekonań, nasz światopogląd. Jeśli mężczyzna i kobieta wcześniej nie określili, nie opracowali własnych ról w związku, to może być to problemem.

Zupełnie inaczej jest w przypadku, kiedy i kobieta, i mężczyzna mają bardzo silne poczucie tożsamości, spójności. Nawet nieprzychylne komentarze ze strony czy to rodziny, czy środowiska nie mają wtedy żadnego znaczenia. Ale do tego jest potrzebny bardzo silny rdzeń, silny kręgosłup. A czy wielu mężczyzn go ma? Ludzie zawsze będą uderzać w nasze najsłabsze punkty, nasze niepewności, nasze lęki. Jeśli jesteśmy na to gotowi, to nikt nie ucierpi. Oczywiście, niektórzy powiedzą „pantoflarz”, ale inni powiedzą „co za silny i odporny facet”. Wiele zależy więc od siły nie tylko mężczyzny, ale i kobiety, od której też można oczekiwać wsparcia psychicznego.

Owszem, tradycja jest silna i zawsze będzie. Ja nie widziałabym niczego złego w jej zmienianiu czy też ustanawianiu nowej. Przyjmowanie nazwiska panieńskiego małżonki przez mężczyznę staje się coraz bardzie popularne. Byle tylko było to uzasadnione i silnie obsadzone w naszej psychice, żeby nie ucierpiały na tym nasze wzajemne relacje, bo wtedy nie jest to najlepszy pomysł.

 

Gazetka 169 – marzec 2018

WYDARZENIA


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA