NAGI PROTEST

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 169 marzec 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Zawsze zastanawiała mnie popularność rozbieranych protestów wśród aktywistek walczących o równouprawnienie, zaprzestanie przedmiotowego traktowania kobiet i o ich równy start w społeczeństwie. Patrząc na rozebrane panie, które z rozwianym włosem i okrzykiem na ustach usiłują szturmem zdobywać mównice i przyciągnąć uwagę mediów, zawsze czułam pewien niesmak, podobny do tego, który pojawia się w chwili, gdy ktoś pożerający trzeciego hamburgera zwraca ci uwagę, że powinieneś się zdrowo odżywiać. Zanim jednak odezwie się w was wojująca feministka czy dzielny feminista i zaczniecie mi w myślach wymyślać, przeczytajcie do końca.

PRZYCHODZI GOŁA BABA NA PROTEST

Tak mógłby się zaczynać niejeden soczysty szowinistyczny dowcip, jednak w ostatnim czasie to raczej nieco smutna rzeczywistość. Najbardziej aktywny w organizowaniu nagich protestów jest Femen – założona na Ukrainie organizacja, która sprzeciwia się prostytucji i przemocy. Ruch stał się dość szybko popularny na całym świecie, a jego hasła przypadły do gustu sporemu gronu zwolenników walki z pornobiznesem i wykorzystywaniem kobiet.

Działaczki Femenu określają swoje działania mianem „seksi-feminizmu”, zrywają bowiem ze stereotypowym obrazem nieco zaniedbanej emancypantki na rzecz pięknej, wyzwolonej wojowniczki, która dosłownie wypisuje głoszone hasła na własnej piersi. Członkinie Femenu w najmniej oczekiwanym momencie obnażają się – ku uciesze oglądających je osób – w sejmach, na spotkaniach z politykami, na meczach i w kościołach, a wszystko pod osłoną walki o zaprzestanie przedmiotowego traktowania kobiet.

I tu rodzi się we mnie z kilku powodów sprzeciw, a czasem nawet rzeczywisty gniew. Nie pojmuję na przykład, jak można wznosić hasła o szacunku dla kobiecego ciała i o zaprzestaniu jego uprzedmiatawiania, stojąc goło przed kamerą i pokrzykując coś zupełnie niezrozumiale.

Nagość, owszem, skupia na sobie uwagę, ale trzeba też pamiętać, że odciąga od tego, co się chce powiedzieć. Z tych nagich protestów nie zapamiętuje się sloganów, ale piersi. Zapytałam moich znajomych mężczyzn o Femen i właściwie jedyne, co mogli o dziewczynach powiedzieć, to to, że – cytuję – „latają goło i się drą”. Ale co krzyczą i dlaczego, tego już nie zapamiętał nikt i jakoś nie umiem się im nawet dziwić. Ja sama przestałabym słuchać, gdyby nagle przed oczy wyskoczył mi jakiś nagi Adonis.

MÓW, SŁUCHAJ

Słowo, nawet najbardziej wzniosłe i godne uwagi, zawsze przegra z golizną. Przeglądając internet w poszukiwaniu materiałów do innego tekstu, natrafiłam na „artykuł” na stronie „Polska The Times”, który (jak się domyślam) miał być w założeniu redakcji relacją z protestu feministek w Brazylii przeciw homofobii, przemocy, rasizmowi i seksizmowi. Z ciekawości kliknęłam w link i okazało się, że o samym proteście i jego hasłach nie ma tam ani słowa, jest za to galeria pełna roznegliżowanych pań. Owszem, mają w dłoniach transparenty, ale co na nich stoi, pozostaje dla mnie tajemnicą. Redaktorzy nie zadali sobie trudu, by o nich napisać, poświęcili jednak czas na wybranie zdjęć robionych ze zbliżenia.

Już miałam zrównać „artykuł” z ziemią, kiedy przez głowę przeszła mi myśl: a co, jeśli oni nie mieli o czym informować, bo przekaz był nieczytelny? Dziewczyny, które biorą udział w akcjach Femenu, są nagie i głośne; krzyczą, wymachując transparentami, ale czy rzeczywiście starają się nam coś powiedzieć? I kiedy o tym myślę, zaczynam się denerwować, bo czy kobieta nie jest w stanie stanąć do dyskusji na forum z tym, co ma w głowie, a nie z tym, co chowa w staniku?

Sufrażystki i emancypantki walczyły o głos, o prawo do decydowania o sobie, o własne zdanie, o to wreszcie, by kobiety były wysłuchane i traktowane jak godny partner w dyskusji i życiu. Czy zatem zamiast udowodnić coś słowem, musimy biegać goło przed zdziwionym Władimirem Putinem (zdjęcie godne wygooglowania) i tłumaczyć po czasie, że to było przeciwko temu czy czemuś innemu? Ile osób w zebranym tłumie pamięta transparenty i okrzyki, a ile tylko to, że był pokaz za darmo?

Moją uwagę w czasie takich nagich protestów dawno już przestały zwracać piersi, a zaczęły reakcje obserwatorów. We wspomnianej galerii na stronie „Polska The Times” widać wyraźnie, że chyba poza rozebranymi niewiele osób zdaje się interesować walką z seksizmem czy przemocą. Kobiety w tle chichoczą albo odwracają głowę z wyraźnym niesmakiem, mężczyźni zaś albo gapią się na aktywistki jak szczerbaty na suchary, albo zamieniają się w Jerzego Hoffmana i studiują możliwości kamery w telefonie.

CIAŁO CIAŁU NIERÓWNE

Ostatnio świat sportu musiał przełknąć gorzką pigułkę zakazu pojawiania się urodziwych i czasem skąpo odzianych modelek podczas wyścigów Formuły 1. Feministki odtrąbiły tryumf, a modelki skarżą się, że straciły pracę. Rebecca Cooper, jedna z kobiet zatrudnionych przy F1, napisała: „To śmieszne, że kobiety, które twierdzą, że walczą o prawa kobiet, mówią innym, co wolno, a czego nie wolno robić, uniemożliwiając nam (kobietom) tym samym wykonywanie pracy, którą lubimy i z której jesteśmy dumne. Poprawność polityczna stała się szaleństwem!”.

Modelki zostały bez pracy, a internauci wygrzebali tysiące zdjęć działaczek feministycznych, które używały swoich ciał jak tablic ogłoszeniowych, i zaczęły się przepychanki. Modelka nie może pozować przy samochodzie, ale feministka ma prawo stać goła pod sejmem – komentowali co bardziej dowcipni.

Rzeczywiście coś w tym jest – jeśli wyzywający strój albo nagość stają pod szyldem równouprawnienia i feminizmu, to wszystko jest OK, gorzej, jak się pod nim nie mieszczą – wtedy lincz i kamienowanie. Chyba to mnie najbardziej denerwuje w nagich protestach feministek – swego rodzaju hipokryzja. Nie chodzi mi o to, by pokazać, że feministki są złe, nie, nie, nie, z hipokryzją mamy do czynienia zawsze i wszędzie! Sama jestem feministką i staram się, na ile to możliwe, działać na rzecz równości, robię to jednak w sposób, który nie krzywdzi innych. Staram się też zawsze być ostrożną i krytyczną, nie można przecież przyjmować wszystkiego bezrefleksyjnie tylko dlatego, że należy się do jakiejś grupy. Moje zdanie nie zawsze jest najważniejsze, moje poglądy nie muszą stać się poglądami innych na siłę. Nie o to w tym wszystkim chodzi. Wszystko kręci się wokół dyskusji i dialogu; w walce używam argumentów, a nie piersi.

Nie chciałabym, żeby feministki kojarzono z krzykiem pozbawionym merytorycznego podłoża i „argumentem biustu”. Jeśli chcemy, by ciało znów szanowano, same musimy zadbać o to, by nie wykorzystywać go jak narzędzia. Kobieta to nie tylko piersi, nie musimy ich wyrzucać na stół za każdym razem, kiedy toczy się debata na temat praw kobiet. Wygrywa się słowem, a nie nagością; jesteśmy wystarczająco inteligentne i silne, by zabrać głos. Nie musimy się w tym celu obnażać, bo właśnie to nas redukuje do przedmiotu ciała. Same siebie stawiamy w pozycji, z której tak bardzo chcemy się uwolnić. Ciało może być środkiem przekazu, ale nie może go zastępować czy zasłaniać. Nie można traktować go jak ostatecznego, czy może lepiej: jedynego argumentu – „voilà, biust, wygrałam, koniec”.

ALE O CO CHODZI!?

Za każdym razem, kiedy podnosi mi się ciśnienie na widok Femenu, staram się pamiętać, że każdy orze jak może i one też starają się na swój sposób zwrócić uwagę na niezwykle ważne problemy społeczne. Nawet hasła o szacunku do ciała wypisane na gołym brzuchu jestem w stanie przeanalizować i chyba odpowiednio odczytać, ale udaje mi się to tylko dlatego, że sama je akceptuję i wyznaję. Dla osoby, która jest niezdecydowana albo przeciwna działaniom Femenu, która powie, że to farsa i hipokryzja, „argument ciała” jest bez znaczenia. Ona nie zada sobie trudu poszukania informacji na temat tej czy innej akcji, ale pozostanie na etapie golizny i najczęściej oceni wszystko negatywnie, właśnie przez to, że przekaz zasłoniły nagie piersi.

Wszystko powinno być wyważone i przemyślane, tylko wówczas będzie skuteczne. Wydaje mi się, że więcej powinno być działaczek w dyskusjach, na uniwersytetach, w szkołach i w polityce niż na nagich protestach. Feministki i zwolennicy akcji na rzecz równości powinni jeszcze aktywniej pojawiać się w mediach, mówić, stawiać pytania i udowadniać swoje racje. Protest to też jedna z form „wyjścia do ludzi”, ale musi mieć sens. Nie można wyjść na ulicę pokrzyczeć bez ładu i składu, pokazać to i owo i pójść do domu. Wszystkim nam chodzi przecież tylko (i aż) o to, by nas słuchano i szanowano.

Anna Albingier

Gazetka 169 – marzec 2018

WYDARZENIA


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA