NANGA PARBAT – SZCZYT SZCZYTÓW

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 169 marzec 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Pod koniec stycznia żyliśmy wydarzeniami, które rozegrały się na jednym z himalajskich ośmiotysięczników – Nanga Parbat. Przez kilka dni tragedię z zapartym tchem śledziły miliony ludzi. Wywoływała ona wiele skrajnych emocji – przede wszystkim wielką nadzieję, wielkie współczucie i wielką solidarność. Znalazło się jednak mnóstwo głosów krytycznych, nienawistnych, wrogich. Nad dwojgiem himalaistów pastwili się nie tylko hejterzy, ale i media, które brały udział w wyścigu o liczbę wyświetleń, klików, emisji i odbiorców. Tymczasem tam, w górze, rozgrywał się dramat.

TRAGEDIA NA SZCZYCIE

Na Nanga Parbat (polskie tłumaczenie: Naga Góra, dziewiąty co do wysokości szczyt świata, 8126 m n.p.m.) 26 lutego, w piątek, utknęło dwoje himalaistów – Polak Tomasz Mackiewicz i Francuzka Élisabeth Revol. Po udanym ataku szczytowym (dokonanym późnym popołudniem poprzedniego dnia) ze względu na stan zdrowia Polaka musieli szybko schodzić w dół. Revol wezwała pomoc i otrzymała informację, że zostanie zorganizowana akcja ratunkowa, muszą tylko zejść niżej. Kondycja Mackiewicza pogarszała się błyskawicznie – choroba wysokościowa, ślepota śnieżna i liczne odmrożenia pozwoliły mu dojść jedynie do wysokości ok. 7200 m. Tam jego partnerka zostawiła go w szczelinie (pozostawiając mu namiot, śpiwór, gaz i całą żywność) i zeszła do wysokości ok. 6000 m, gdzie odnalazła ją w sobotę w nocy polska ekipa ratunkowa – Adam Bielecki i Denis Urubko.

Polscy himalaiści pokonali w tempie dwa razy szybszym, niż zakładano, odległość dzielącą ich od Revol, dokonując jednocześnie wyczynu niespotykanego we wspinaczce, i to w skali światowej. Szczególnie wspinaczka po zmroku po tzw. ścianie Kinshofera, przy -40°C i bardzo silnym wietrze, wymagała od niezaaklimatyzowanych do tej wysokości Polaków nadludzkiego wysiłku. Psująca się pogoda, pogarszający się stan Revol oraz wyczerpanie ratowników – wszystko to wpłynęło na zaniechanie akcji ratowania Mackiewicza. Po czterech Polaków i Francuzkę na wysokość ok. 4800 m przyleciał w niedzielę helikopter. Cała akcja ratunkowa trwała ok. 30 godzin. Revol przewieziono do szpitala w Islamabadzie, Polaków – do obozu pod K2, skąd mieli kontynuować zimowe wejście na szczyt.

SHOW NA ŻYWO

Dramat Revol i Mackiewicza śledziły miliony. O sytuacji himalaistów, zorganizowaniu akcji ratunkowej i o jej bezpośrednim przebiegu byliśmy informowani na bieżąco. Każdy detal był błyskawicznie nagłaśniany. Smutne jest to, że z tej wielkiej tragedii urządzono sobie medialny wyścig po odbiorcę. Próżno było szukać dziennikarskiej etyki. Z każdej informacji robiono news na skalę najważniejszego, podając chwytliwe hasła, sięgając do sztuczek dezinformowania bądź podsycania napięcia. Wiodące portale internetowe prowadziły relacje na żywo, co kilka minut wrzucając aktualizacje – wszystko w tonie wielkiej sensacji.

A „sensacji” nie brakowało – roztrząsano opieszałość zorganizowania akcji ratunkowej, interesowność władz pakistańskich, zbiórkę pieniędzy, moralność Revol, bezmyślność wspinania się bez tlenu, aklimatyzację polskich ratowników, którzy zgłosili się do akcji, przygotowując się do ataku na K2, opinię ekspertów, dramat rodzin… Każda informacja była bezcenna – każdy szczegół wyciągany, komentowany i rozkładany na czynniki pierwsze. W tym czasie tam, na górze, Revol walczyła o życie, Mackiewicz prawdopodobnie konał. Ratownicy ryzykowali własne życie, by uratować cudze. Media kręciły biznes, póki jeszcze mogły liczyć na zainteresowanie mas. Szczyt bezczelności. Szczyt bezduszności.

STRUMIEŃ HEJTU

Kolejnym szczytem podczas nagłaśniania wyprawy była postawa części polskiego społeczeństwa, a po powrocie Revol do Francji – także francuskiego, co widać było szczególnie w internetowych komentarzach. Czytając je, niejednokrotnie można było zwątpić w człowieczeństwo. Poza wytykaniem himalaistom głupoty pojawiały się życzenia śmierci, obelgi, wyzwiska. Opinie, że sami sobie winni, należały do tych łagodniejszych zarzutów. Dostało się Revol, że porzuciła towarzysza. Dostało się członkiem ekipy ratunkowej za dawne wypadki w górach. Dostało się całemu środowisku za brak wyobraźni i realizmu. Dostało się Mackiewiczowi… za wszystko. Język tych wypowiedzi, negatywne emocje i brak jakiejkolwiek empatii porażały. Głos nienawiści w naszej rzeczywistości nie ma żadnych zahamowań. Poza dramatem rozegranym na Nanga Parbat to kolejny dramat, tym razem moralny, dotyczący całego społeczeństwa.

SKAZANY NA NANGA

W sytuacji, która spotkała Mackiewicza i Revol, najmądrzej byłoby się wyzbyć oceniania. Większość śmiertelników nie ma pojęcia o wspinaczce wysokogórskiej – jest to dla nich abstrakcja, podobnie jak miłość do gór, dla której nie zaryzykowaliby włosa na głowie, a co dopiero życia. Jeśli więc czegoś nie rozumiesz – zmilcz, nie oceniaj.

Tomasz Mackiewicz nie był żadnym bohaterem. Był himalaistą. Miał świadomość zagrożeń. Na Nanga Parbat wyruszył po raz pierwszy w 2010 r. Tegoroczna wyprawa była jego siódmą, a w towarzystwie Élisabeth Revol podejmował próbę zdobycia szczytu po raz trzeci. Za każdym razem atak szczytowy okazywał się niemożliwy, zawsze były to wejścia zimowe, zazwyczaj bez dodatkowego tlenu, bez specjalistycznego sprzętu i sponsorów. W styczniu w końcu udało mu się wejść na szczyt, chociaż nie miał czasu nacieszyć się tą chwilą ze względu na pogarszający się stan zdrowia. Nanga Parbat wyzwalała w nim nie tylko wielką fascynację, ale też niebywałą wytrwałość i determinację. Prawdopodobnie zostanie z nią związany już na zawsze.

 

Ewelina Wolna-Olczak

Gazetka 169 – marzec 2018

WYDARZENIA


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA