DANIEL JACOB DALI: JA PROJEKTUJĘ I NARZUCAM, ALE LUDZIE MAJĄ PRZECIEŻ WYBÓR

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 173 lipiec 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Z rodzinnego Krakowa wyjechał w wieku 16 lat. Prosto do Paryża. Stolica mody wydawała się wtedy najlepszym wyborem. Później najróżniejsze doświadczenia i kręte drogi zaprowadziły Daniela do Madrytu i Manchesteru, gdzie przybrał rozpoznawalne dziś imię. Ostatecznie osiadł na Ibizie. To właśnie tu rozpoczął swoją niezwykłą karierę, która przyspiesza z każdym rokiem, każdym planem, marzeniem, pokazem i każdym nowym kontaktem. Dziś kreacje Daniela noszą tak znane osoby, jak Paris Hilton, Lady Gaga, Naomi Campbell czy Kelly Osbourne, a na naszym rodzimym podwórku – Michał Szpak, Magdalena Gessler czy Iwona Węgrowska.

Co spowodowało, że to właśnie ciuchy, dodatki (celowo nie używam jeszcze sformułowania „moda”) zainteresowały nastoletniego Daniela?

To wszystko stało się za sprawą mojej ciotki, która non stop podróżowała po świecie. Ubierała się niezwykle wytwornie i szykownie. Ze swoich podróży przywoziła wiele kreacji niemal dla całej rodziny. Mój tata, który pracował wtedy na Zachodzie, bardzo często przywoził katalogi z ubraniami, do tego moja mama szyła, więc te „ciuchy” i „dodatki”, o których mówisz, zawsze były dookoła mnie. Miałem też rodzinę w Austrii, która przysyłała nam wiele ubrań, i to zawsze było u mnie na pierwszym miejscu.

Kiedy zdałeś sobie sprawę z tego, że twoja fascynacja to właśnie to, co określa się mianem mody?

Chyba kiedy miałem 13–14 lat. Wtedy do Polski weszła telewizja kablowa, więc można było oglądać mnóstwo programów, w tym Fashion TV. Oglądałem go wręcz z religijnym namaszczeniem. Wtedy zrozumiałem, że moda to nie tylko koszule, spodnie, ale też wiele innych rzeczy – dodatki, kolory, fryzury. Jednym słowem – wszystko to, co i jak nosimy.

Można powiedzieć, że projektant to osoba, która sobie wymyśla co i jak powinno – jej zdaniem – być noszone. Ktoś inny powie, że narzucanie trendów to ogromna odpowiedzialność. Wymyślasz sobie czy bierzesz odpowiedzialność za to, co kto nosi?

Jestem projektantem, więc wymyślam coś i automatycznie to narzucam. Taka jest moja rola. Ale ludzie mają też przecież wybór – czy chcą po to sięgnąć czy nie. Niemniej, dostają pewną opcję, ale według mojej wizji. Czyli ja daję pomysł, a ktoś decyduje, czy chce z niego skorzystać. Jeśli ludzie zgadzają się z moją wizją, to sięgają po moje projekty.

Czy w świecie projektantów można mówić o konkurencji? Wydaje się, że tak.

Jak i w każdym innym zawodzie. Rynek jest tak wielki, że konkurencja jest po prostu ogromna.

A na czym polega? Projekty, kolekcje wynikają przecież z wizji danego człowieka. Dwóch różnych projektantów nie ma takich samych pomysłów.

Tak, ale zauważ, że kiedy ktoś robi pokaz i ma doskonałe recenzje, to ktoś inny chce być lepszy. Analizuje się pokazy, projekty, propozycje, pomysły. I to jest ta rywalizacja. Zawsze chce się przygotować lepszą kolekcję. Chce się pozyskać tych samych – albo i nowych – klientów swoimi pomysłami.

Z pewnością jest tak, że oceniacie się wzajemnie. Patrzysz na czyjeś propozycje i myślisz sobie: „Na litość boską! Co to jest???”

Oj, wiele razy. Czasami zastanawiam się, dlaczego ktoś nazywa siebie samego projektantem, proponując coś, co nie jest ani praktyczne, ani po prostu realne. Wielokrotnie ja sam nie akceptuję wizji tej osoby. I najczęściej jest tak, że ci ludzie nie mają ani klientów, ani pomysłów na to, żeby się utrzymać.

A czy w twoim kierunku poleciały też takie komentarze?

Oczywiście. Ale nie możemy zapominać o jednym. Jeśli krytyczna opinia pochodzi od kogoś, kto zna się na modzie i ma jakieś doświadczenie, to biorę ją pod uwagę. Analizuję, zmieniam coś. Słucham. Ale jest wielu ludzi po prostu zazdrosnych, znudzonych albo zakochanych w hejtowaniu. To mnie wtedy w ogóle nie interesuje.

Powiedziałeś, że patrzysz na niektóre pokazy i twierdzisz, że propozycje nie są praktyczne. A tymczasem jesteśmy bombardowani pokazami, podczas których modelki i modele noszą coś, z czego wszyscy się śmieją. Zakładają na przykład jakieś… kosze czy gniazda na głowy. Jakim cudem TO jest praktyczne?

Zgadza się. Ale musimy pamiętać o tym, że są dwa rodzaje pokazów mody. Jest haute couture – i te projekty nie nadają się do normalnej, masowej sprzedaży. Ale są też pokazy prêt-à-porter (inaczej ready-to-wear) – skierowane do wszystkich, praktyczne. Owszem, kosze we włosach to raczej prezentacje dla gwiazd, na publiczne wystąpienia. One pokazują to, jak ktoś może być twórczy w swojej pracy. Ale, oczywiście, tacy projektanci też potrafią ubrać każdego, i to w coś praktycznego.

A kto jest twoim klientem? Jaka grupa wiekowa? Jaka grupa docelowa?

Każdy między 25 a 45 lat.

Masz w swoim portfolio całkiem sporo celebrytów. Czy są dla ciebie istotni? Fakt, że wielu nosi twoje projekty, jest dla ciebie trampoliną czy po prostu słodkim dopiskiem w CV?

Takie znajomości i tacy klienci pomagają. Media społecznościowe odgrywają ogromną rolę w XXI wieku. Jeśli ktoś znany nosi twoją kreację i to publicznie pokazuje, to oczywiście ma to znaczenie. To niezwykła trampolina do sukcesu.

A co takiego bierzesz pod uwagę, tworząc nową kolekcję i sugerując, co powinno się nosić?

Bardzo uważnie obserwuję to, co ludzie kupują, co na siebie zakładają, co noszą w miejscach publicznych. Obserwuję trendy i układam sobie to wszystko w głowie. Zastanawiam się, co może być następnym krokiem. Jeśli w danym czasie za dużo było koloru żółtego, to staram się to stonować. Wtedy kupuję materiały i zaczynam projektować.

A czy zdarzyło ci się, że po iluś tam miesiącach przygotowań po prostu wyrzuciłeś całą kolekcję do śmieci i zacząłeś od nowa?

Nie. Jeśli już siadam do projektowania, to jestem tego w 100 proc. pewien. Mogę zmienić jakieś detale, ale całości nie. Jeśli kolekcja jest już gotowa, to znaczy, że to jest to, czego ja chcę.

Na koniec jeszcze jedna sprawa: co i jak nosić w sezonie letnim?

Nie bać się rzeczy wygodnych. Niezależnie od tego, co kto o tym myśli. Ale też nie bać się kolorów. Lato jest kolorowe samo w sobie. My sami jesteśmy szczęśliwsi. Polecam kolory jaskrawe, żeby lato czy każdą inną porę roku po prostu ożywić. Nie bać się!

Daniel, dziękuję za rozmowę.

 

rozmawiał Filip Cuprych

Gazetka 173 – lipiec – sierpień 2018


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA