KOCHANE CZERWONE DIABŁY

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 174 wrzesień 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Belgię przecina na pół tzw. granica językowa – Walonowie mówią, myślą i zachowują się na francuską modłę, a Flamandowie dbają o to, by absolutnie nie być do nich podobni. Różne są przyzwyczajenia, preferencje polityczne i język, jednak w tym belgijskim kociołku można znaleźć kilka płaszczyzn porozumienia. Wszyscy kochają frytki, piwo, kolarstwo i ponad wszystko narodową drużynę piłkarską. Kim są Czerwone Diabły i dlaczego, kiedy wychodzą na boisko, w niemal każdym oknie powiewa belgijska flaga, podczas gdy w święta narodowe czasem próżno ich szukać?

ZŁOTA GENERACJA

Belgijska jedenastka startowała w rozgrywkach Mistrzostw Świata 13 razy (1930, 1934, 1938, 1954, 1970, 1982, 1986, 1990, 1994, 1998, 2002, 2014, 2018) i trzykrotnie kończyła swój udział na 1/8 finału (1990, 1994, 2002), a raz na ćwierćfinale (2014). W 1986 r. na mistrzostwach w Meksyku Belgia przegrała w półfinale z Argentyną (0:2) i ostatecznie zajęła czwarte miejsce po porażce z Francją. Prawdziwy sukces przyniósł Belgom rok 2018 – właśnie na zakończonych niedawno mistrzostwach Czerwone Diabły zdobyły 3. miejsce, zapisując się złotymi zgłoskami na kartach historii futbolu. W rozgrywkach o Puchar Europy Belgowie w pięciu występach (1972, 1980, 1984, 2000, 2016) dwukrotnie kończyli swój udział w najlepszej trójce (1972 i 1980) i raz w ćwierćfinale (2016). Mimo że statystyki nie wydają się jakoś specjalnie negatywne, to wielu ekspertów uważa, że dopiero teraz Belgowie grają razem, mają styl i mogą osiągnąć znacznie więcej niż kiedykolwiek.

Zawodnicy grający dla Diables Rouges są w sile piłkarskiego wieku i regularnie zdobywają gole dla klubów, w których na co dzień ćwiczą swoje nieprzeciętne umiejętności. Kevin De Bruyne, Eden Hazard, Romelu Lukaku, Thibaut Courtois i spółka, mimo wielu różnic (tych w stylu gry, ale też prywatnych) pokazali, że są w stanie zbudować zespół silny i jednorodny. Chłopaki nawet w obliczu widma sromotnej porażki, tak jak z Japonią, potrafią wziąć się w garść i zagrać dla siebie nawzajem, a nie każdy sobie. Wielkie indywidualności schodzą z piedestału, tworząc zespół, któremu przyświeca jeden cel – zwyciężać dla swoich kibiców. Właśnie tego, zdaniem wielu, brakowało drużynom, które wcześniej zakładały czerwone koszulki – prywatne interesy często przysłaniały całościowy obraz. Oczywiście i na zakończonym niedawno mundialu każdy gracz chciał się pokazać z jak najlepszej strony, bo taki turniej to przepustka do transferu, ale tym razem widać było i chęć gry w ogóle (czego np. zabrakło naszym piłkarzom), i chęć grania dla siebie nawzajem. Drużyna z takim zapałem do pracy i głodem zwycięstwa nie bierze się oczywiście znikąd. Wszyscy – i piłkarze, i kibice – powinni pamiętać, że dużo zawdzięczać mogą opanowaniu i taktyce Roberto Martineza.

TRENER JAK OJCIEC

O trenerze reprezentacji Belgii powiedziano dużo, także dużo złego. Krytyka spadała na niego ze wszystkich stron – piłkarze zarzucali mu, że ich nie słucha i podejmuje niezrozumiałe decyzje kadrowe. Najbardziej dostało mu się za odstawienie na boczny tor utalentowanego, ale lubiącego rozrywki i alkohol Radji Nainggolana. Po kolejnym ostrzeżeniu od trenera piłkarz pokazał się w sieci ze szklanką i papierochem i tym sam wykopał się z reprezentacji. Fala krytyki po tej decyzji zalała trenera tuż przed mistrzostwami, co z pewnością nie ułatwiło mu zadania, ale Martinez poradził sobie ze wszystkim koncertowo. Odciął się od zoili i robił swoje. Kiedy patrzy się na trenera w otoczeniu piłkarzy, ma się wrażenie, że ogląda się ojca, który wychowuje swoje dzieciaki. Za wykroczenie jest kara, za sukces – nagroda; Martinez nie boi się karcić i nagradzać – tego powinni się od niego uczyć inni trenerzy.

Budowanie dobrej atmosfery w zespole, utrzymywanie dobrych relacji z piłkarzami jest ważne, ale chyba ważniejszy jest szacunek i posłuch – na szczęście belgijski trener ma to wszystko. Martinez pokazał, że warto ufać talentom swoich podopiecznych, nie należy jednak nigdy wychodzić na boisko bez planu i tylko pozwalać im grać. Mistrzostwa to nie mecz pod trzepakiem o skrzynkę coli. Za każdym razem trzeba być skupionym na piłce, wypoczętym i w formie. Picie piwa, zabawa do rana i robienie sobie zdjęć do kolejnej kampanii reklamowej nie pomagają w koncentracji. Dziennikarze i eksperci jakby bardziej ufają trenerowi i jego piłkarzom, patrzą na całą drużynę jak na całość – jeden organizm, który robi wszystko, by zwyciężyć. Zbudowanie tak silnego i zgranego zespołu z indywidualności, gwiazd i głodnych sukcesu indywidualistów to niewątpliwy sukces Martineza, którego mogą mu pozazdrościć inni trenerzy.

KOGUT, LEW I KRÓL FILIP

Dziennikarz Olivier Hanrion powiedział w jednym z wywiadów: „Jedność w belgijskim narodzie utrzymują dziś głównie dwie rzeczy. Pierwszą jest monarchia. Drugą – reprezentacja piłkarska. Tym bardziej odkąd stała się ona konkurencyjna dla najlepszych europejskich nacji”. Mundial stał się dla wielu okazją, by wyjść z domów i wspólnie z sąsiadami obejrzeć mecz. Zawisły belgijskie flagi, które często ustępują miejsca tym regionalnym, przestano mówić „my” i „oni”. Walonowie i Flamandowie zgodnie dopingowali drużynę, która zapewniła im emocje i powody do świętowania; wszyscy znowu mówili o sobie „my, Belgowie”. Ze względu na zaszłości historyczne wielu mieszkańców Belgii bardziej identyfikuje się z miejscem zamieszkania (miastem lub wsią) lub z Unią Europejską niż z krajem jako całością, jednak dzięki królowi Filipowi i Czerwonym Diabłom wszyscy są jakby bliżej zjednoczenia. „Ta drużyna tworzy obraz nowej Belgii” – pisze w „Het Laatste Nieuws” Jan Segers i dodaje jeszcze: „To grupa utalentowanych, zdyscyplinowanych, kreatywnych, odważnych, otwartych i ambitnych młodych ludzi. Kto by nie chciał żyć w takim kraju?”

Patrząc na atmosferę wokół belgijskiej jedenastki oraz zapał, z jakim do gry podchodzą jej gwiazdy, możemy być pewni, że o Czerwonych Diabłach będzie w piłkarskim świecie jeszcze nieraz głośno.

 

Anna Albingier

Gazetka 174 – wrzesień 2018


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA