JASIO GARBUSEK

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 174 wrzesień 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Kilogram mąki, pół kilo papryki, 2 litry wody mineralnej, kilogram cukru, pół kilo winogron i jeden duży arbuz. To dość ciężkie zakupy jak na jeden raz. A teraz wyobraź sobie, że musisz dźwigać taki bagaż dwa razy dziennie. Na własnych plecach. Już cię łupie w krzyżu? To teraz wyobraź sobie, że takie obciążenie mają często na własnych plecach uczniowie! Bo tornister szkolny wydaje się nie mieć dna. Musi pomieścić zarówno zeszyty, podręczniki, jak i pełen zestaw farb akwarelowych, nożyczki, klej, strój do gimnastyki, dwa pojemniki z drugim śniadaniem i butelkę wody. Gdzie zatem postawić granicę, za którą kończy się zdrowy rozsądek, a zaczyna szaleństwo? Jakie podjąć działania, by oszczędzić dziecku wczesnej rehabilitacji kręgosłupa?

BOHATER ROKU

Wybierasz szkołę dla dziecka, konsultujesz opinie o pedagogach, rozważasz zasadność doboru podręczników, ale często zapominasz o cichym bohaterze, który każdego dnia towarzyszy twojemu potomkowi w zmaganiach na każdym szczeblu edukacji. To od ciebie zależy, czy będzie go wspierał czy mu doskwierał. Mowa o tornistrze. Przeglądając szeroką ofertę produktów dostępnych w sklepach, nie zapominaj o dziecku, które powinno asystować przy wyborze ekwipunku. Nie ma jednego ideału dla wszystkich, więc obecność ucznia jest obowiązkowa. I nie chodzi tu tylko o kompozycję koloru, wzoru czy nadruku, który jest w jego guście, ale o dobór fasonu, który będzie na nim leżał jak skrojony na miarę, adekwatny do wieku, wzrostu, budowy i masy ciała. Przede wszystkim zwróć uwagę na nazewnictwo, o którym często wspominają sami nauczyciele, prosząc rodziców o dokonanie właściwego wyboru. Tornister, plecak, torba i walizka na kółkach mogą pełnić taką samą funkcję, ale ich funkcjonalność jest zdecydowanie odmienna.

Jeśli twoja pociecha zaczyna przygodę ze szkolną ławą, postaw na tornister. Jego odpowiednio usztywniona konstrukcja pomoże uczniowi utrzymać prawidłową postawę. Jednak tak solidna budowa sama w sobie sporo waży. Dlatego pytaj sprzedawców o wagę produktu – w przypadku tornistra nie powinna przekraczać jednego kilograma bez obciążenia. Przyjrzyj się także wielkości tobołka. Nie może być on ewidentnie większy od swego właściciela. Kluczem jest tu idealne rozstawienie szelek, tak by były dopasowane do szerokości ramion dziecka. Zwróć uwagę na możliwość ich regulacji. Paski nie mogą być wąskie – przy większym ładunku mogą wpijać się w ciało. Najlepiej, gdy są podszyte miękką gąbką, pianką lub fizeliną krawiecką. Fajnie, gdy ich producent zadbał o odpowiednie certyfikaty i atesty potwierdzające bezpieczeństwo użytkowania. Sztywne ściany tornistra z pewnością ułatwią pakowanie niewprawnym rączkom, a liczba przegródek uprości segregowanie przedmiotów. Małe nóżki-podpórki zdają egzamin podczas postoju na mokrym podłożu.

Waliza na kółkach to rozwiązanie kontrowersyjne. Sprawdza się przy pokonywaniu większej odległości między szkołą a domem. Jeśli jednak uczeń zmienia klasy z lekcji na lekcję, będzie zmuszony wciągać ten majdan po schodach za sobą. Po upomnieniach nauczycieli (umówmy się, nieznośny turkot jest akceptowalny tylko na lotniskach i dworcach) zarzuci bagaż na ramię, a tym samym dociąży się dodatkowym stelażem, który w założeniu miał być dobroczynny i superkomfortowy.

Plecak, podobnie jak tornister, jest dobrym rozwiązaniem, o ile zachowuje te same normy co tornister (usztywnione plecy, szerokie paski). Dla starszych uczniów, lepiej obytych w życiu szkoły, wydaje się praktyczniejszy. Jego wielka zaleta to waga – z reguły plecaki są lekkie, z nieprzemakalnego materiału, a dzięki niezobowiązującej konstrukcji pomieszczą dużą ilość przedmiotów – nie tylko podczas roku szkolnego, ale także przy okazji wypraw rowerowych czy pieszych wycieczek.

Torba na ramię odpada w przedbiegach. Obciąża tylko jedną stronę kręgosłupa, jest nieergonomiczna i niefunkcjonalna.

POMYSŁOWY DOBROMIR

Aby zredukować wagę tornistrów, zastosuj proste triki. Być może na początku ich wygodę podasz w wątpliwość, ale po zmianie nawyków twoje dziecko odczuje widoczną ulgę.

  • Wybieraj zeszyty w miękkich okładkach – waga okładki jest często większa niż stron przeznaczonych do notowania. Poproś wychowawcę, by wyraził zgodę na zakup zeszytów cienkich, a nie wielokartkowych. Nic nie stoi na przeszkodzie, by wymienić je na nowe po dwóch miesiącach, za to nie ma racji bytu noszenie opasłych brulionów, które do czerwca uda się zapełnić jedynie do połowy.
  • Fikuśne pojemniki na drugie śniadanie zamień na zwykłe torebki foliowe lub – w nurcie ekologicznym – na bawełniane sakiewki z opcją prania. Za moich czasów wszyscy dostawali jabłko do kieszeni fartucha, a kanapkę mama owijała w szary papier (celofan to był rarytas!). Nikt nie robił rabanu o higienę ani o estetykę.
  • Zweryfikuj także zawartość piórnika. W pojemniku na przybory szkolne Tosi z bajki Marii Kownackiej był jedynie ołówek, pióro, scyzoryk, gumka myszka, temperówka i Plastuś jako pasażer na gapę. Tymczasem współczesne piórniki są konstruowane jak małe parkingi. Mają cztery poziomy, dziesięć miejsc i dodatkowe przegrody dla gości. Doprawdy, tylko w szkole plastycznej uczeń potrzebuje zielonej kredki w pięciu odcieniach i zestawu 86 flamastrów. Do standardowej pracy na lekcji wystarczą pisadła w kilku kolorach i dwa długopisy. Taki minimalistyczny zestaw zmieści się w dyskretnym, lekkim jak piórko etui.
  • Namów także potomka na pozbycie się wszelkich breloków upiększających plecak (doczepiana maskotka to zbędny balast). Wystarczy odblaskowy pasek na zewnątrz i nieskomplikowana wizytówka z imieniem wewnątrz (nie afiszuj się z danymi osobowymi!).
  • Ponadto postuluj w szkole o montaż pomocniczych szafek, w których uczniowie mogliby przechowywać podręczniki i przybory szkolne. Fakt, wydatek jest duży i pewnie da po kieszeni także rodzicom, ale może wśród osób związanych z placówką znajdzie się hojny sponsor, który w zamian za wielkoformatową reklamę na fasadzie budynku zapewni zgrabne mebelki. Cóż, cel uświęca środki. Jeśli jednak ten postulat nie przejdzie z powodu braku nadprogramowego budżetu, na pewno znajdą się skromniejsze fundusze na niewyszukane, konwencjonalne szafy, w których nauczyciel mógłby składować zebrane od uczniów podręczniki i rozdawać podczas zajęć, gdy zajdzie taka potrzeba.
  • Negocjuj też z dyrekcją szkoły kwestie liczby wykorzystywanych do pracy skryptów. Owszem, podstawa programowa jest przeładowana, ale nie zapominajmy, że to nauczyciel jest głównym źródłem wiedzy, a nie zestaw trzech podręczników, pięciu tomów kart pracy i trzech ćwiczeniówek. Książka to jedynie suplement, bonus, wsparcie. Nie zastąpi pedagoga. Nie musimy od razu wracać do jednego „Elementarza” Falskiego, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby poskromić nieco rozbuchaną wyobraźnię wydawnictw szkolnych.
  • Warto także wnioskować przed radą pedagogiczną o rozsądne ustanowienie planu lekcji. Dobrze, by jednego dnia nie kumulowały się wszystkie przedmioty wymagające pracy z podręcznikami i, co ważniejsze, żeby zajęcia odbywały się jeśli nie w jednej klasie, to chociaż na tym samym poziomie.
  • Podpytaj również dyrekcję, czy istnieje możliwość zainstalowania w klasach lub na korytarzu kranów z wodą filtrowaną, zdatną do picia lub wręcz wielolitrowych pojemników z wodą niegazowaną. Pozwoli to wyeliminować z plecaków pojemne i ciężkie bidony, które nawet bez płynów stanowią całkiem niezłe ciężarki. Organizacja pracy szkoły to tylko pozornie oderwana od tematu kwestia. W trosce o proste plecy ma ona niebanalne znaczenie.

KU PRZESTRODZE

Jeśli myślisz, że problem nie dotyczy twojego dziecka, natychmiast zważ jego plecak. To, co rodzic podniesie bez zająknięcia, dla pierwszoklasisty może być wyczynem sportowym. Uważa się, że waga tornistra nie powinna przekraczać 10–15 proc. masy ciała ucznia. Tymczasem z badań wynika, że co drugi tornister wymagałby rewizji! Bo z tornistrem jest trochę jak z damską torebką – pomieści wszystko to, czego właściciel potrzebuje dzisiaj, wczoraj i za miesiąc. Dlatego rodzicielska kontrola pomaga ulokować w plecaku tylko te przedmioty, które faktycznie są potrzebne do nauki. Inaczej uczeń wyląduje w szkole z toną zabawek, stosem wyschniętych flamastrów i albumem z podobiznami piłkarzy.

Stąd pilna potrzeba, by już w pierwszych dniach roku szkolnego wyrobić w dziecku (i w rodzicu także) nawyk, aby co wieczór pobawić się w detektywa i wyłowić z tornistra wszystkie skarby, które nie mają nic wspólnego z zajęciami edukacyjnymi. We wrześniu zabawa będzie z pewnością atrakcją, kiedy to piórnik lśni czystością i żaden uczeń nie chce zaplamić fantazyjnie obłożonych zeszytów. Schody zaczynają się w połowie roku szkolnego – wtedy połamaną temperówkę łatwo pomylić z ogryzkiem, a boczne kieszenie wypełniają kasztany i kamienie (o niebywałych kształtach, niemniej jednak kamienie…). Miejmy więc nadzieję, że do tego czasu lustrowanie wnętrza bagażu szkolnego stanie się rutyną.

 

Skrzywienia kręgosłupa, przykurcze, bóle kolan i stawów to tylko niektóre z konsekwencji przeciążania kręgosłupa w okresie intensywnego wzrostu. Długotrwały ucisk utrwala wady postawy. Dlatego ja – przyznaję bez bicia – usunęłam z tornistra syna trzy spinnery (bo koledzy też mają z nich frajdę), dwa jo-jo (prezent od młodszych koleżanek), cztery linijki („Mamo! Ale są przecież innej długości!”), klucz (nie potrafię zidentyfikować adekwatnego zamka) i dwie książki z przeznaczeniem do oddania do biblioteki (za tydzień). Aż strach pomyśleć, co znajdę w czeluściach plecaka córki. O swojej torebce nie wspominając…

 

Sylwia Znyk

Gazetka 174 – wrzesień 2018


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA