UWAŻAJ, CO PAKUJESZ DO PODRĘCZNEJ WALIZKI!

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 174 wrzesień 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Bagaż podręczny to nie Las Vegas. Są reguły, których trzeba przestrzegać. Nie ma znaczenia, czy pakujemy się na ostatnią chwilę, czy też mamy wszystko zaplanowane. Zawsze istnieje ryzyko, że do bagażu podręcznego wrzucimy coś, co potem na lotnisku zostanie nam zabrane. A po co się wściekać?

Co kraj, to regulacje. Ale chyba każdy klient linii lotniczych widział na polskich czy zagranicznych lotniskach gabloty z przedmiotami zabranymi pasażerom z bagaży podręcznych, a to regulowane jest przez zasady unijne. Rzecz jasna, wspomniane gabloty nie pełnią funkcji wystawy, ale ostrzeżenia. A mimo to zabronionych przedmiotów ciągle przybywa. – Jak można zabrać ze sobą metalowy tłuczek do mięsa? Tego chyba nigdy nie zrozumiem. – mówi Angelika. – Jeśli mogę wnieść na pokład zapalniczkę i po kontroli kupić dezodorant, czyli w samolocie mieć miotacz ognia, ale nie wolno mi zabrać ze sobą 150 ml płynu do dezynfekcji rąk, to zastanawiam się, co stwarza większe zagrożenie – dodaje ironiczne Patryk.

DZIWNE, GŁUPIE... CELOWE?

Na całym świecie pasażerowie próbują wnieść na pokład samolotu tak dziwne przedmioty, że czasami można odnieść wrażenie, że prześcigają się w jakiejś globalnej konkurencji. I zawsze każdy tłumaczy, że „zapomniał” umieścić dany przedmiot w bagażu nadawanym. Ale nie wszystko by się do tego nadawało. Na lotnisku w Melbourne pewien 23-latek próbował wnieść na pokład dwa gołębie – ukryte w spodniach. Pechowy turysta miał też przy sobie dwa gołębie jaja w pojemniku na lekarstwa i ziarna w saszetce na pieniądze. Inny turysta próbował przewieźć cegłę z hotelu, w którym się zatrzymywał. 15-latek z Toronto miał przy sobie zabawkową bombę zegarową. „Dzięki” niemu na miejsce przyjechała jednostka saperów, na trzy godziny ewakuowano całe lotnisko i wiele lotów zostało opóźnionych. Z kolei na jednym z lotnisk w Chinach 8-latek próbował przeszmuglować żółwia. Schował go w bieliźnie. Zwierzak jednak ruszał się na tyle intensywnie, że nawet prześwietlenie nie było potrzebne, by go znaleźć.

ZAKAZANE

Zgodnie z unijnymi rozporządzeniami na pokład samolotu nie wolno wnieść pojemników z płynami przekraczającymi 100 ml. Przy czym regulacje te dotyczą pojemników, a nie ich zawartości. Oznacza to, że nawet jeśli, powiedzmy, butelka o pojemności 150 ml będzie tylko w połowie pełna, nie zostanie ona przepuszczona podczas kontroli. Liczy się jej fabryczna pojemność. Dotyczy to żeli, dezodorantów, past, balsamów, pianek, kremów i wszelkich innych towarów klasyfikowanych jako płyny. Niemniej przepisy unijne to jedno, a wewnętrzne regulacje przewodnika to drugie. Płynne leki dopuszczane są do przewozu w większych pojemnikach niż 100 ml, ale pasażer ma obowiązek udowodnić, że taka ilość jest mu niezbędna. Wszelka elektronika musi być umieszczona w bagażu podręcznym, a podczas odprawy – w plastikowych tackach, poddana prześwietleniu. Oprócz tego nie wolno pakować do bagażu podręcznego: samochodowych części zamiennych, sprzętu kempingowego i do nurkowania, ostrych przedmiotów oraz broni palnej i przypominających ją zabawek. Pełne dane znaleźć można na stronie internetowej Urzędu Lotnictwa Cywilnego.

No dobrze. W takim razie co dzieje się z tym, co zostało nam zabrane? Niezależnie od tego, czy są to perfumy w zbyt dużej butelce, niedozwolone jedzenie czy zakazane przedmioty?

WSZYSTKO MA BYĆ ZNISZCZONE

Nad bezpieczeństwem podróżnych w czasie lotu czuwają Służby Ochrony Lotniska. To one wprowadzają w życie adekwatne postanowienia, które od wielu lat implementuje Unia Europejska. Jednak pięć lat temu głośno było o dochodzeniu dziennikarskim prowadzonym na gdańskim lotnisku przez tygodnik „7 Dni Puls Tygodnia” i TVP. Materiał składał się z zapisu monitoringu i ukrytej kamery. Pojemniki z zarekwirowanymi przedmiotami, zgodnie z procedurami, mają być przekazywane zamknięte firmie utylizacyjnej, a ich zawartość oficjalnie i w całości niszczona. Jak donosi portal Trojmiasto.pl, tak się nie działo. Pojemniki miały być otwierane, skonfiskowane rzeczy dzielone między pracowników SOL, a dopiero bezużyteczna reszta poddawana zniszczeniu. Sprawą zajęły się wtedy władze lotniska. Rzecznik prasowy portu miał stwierdzić, że „z punktu widzenia prawa te rzeczy to śmieci, więc nie można mówić o kradzieży, ale o przywłaszczeniu. Sprawa została zgłoszona do prokuratury i prowadzone jest też wewnętrzne śledztwo”.

Generalnie pojemniki są plombowane i zabierane przez zewnętrzną firmę, która utylizuje ich zawartość. Zgodnie z przepisami należy ją zniszczyć komisyjnie, bo prawo nie przewiduje przekazania jej organizacjom (np. charytatywnym), które mogłyby tylko na tym skorzystać.

MOŻNA TO ODZYSKAĆ

Po pierwsze, można wyjść ze strefy kontroli i przekazać odebrane przedmioty osobie, która nas odprowadza. Można też umieścić odebrane przedmioty w bagażu nadawanym, o ile jest jeszcze na to czas. Ostatecznie, można skorzystać z serwisu pocztowego na lotnisku, czyli odesłać zarekwirowane przedmioty do siebie lub pod wskazany przez siebie adres.

Każdy z nas może zastanawiać się, gdzie naprawdę trafiają zabrane nam przedmioty. Wspomniany wcześniej gdański przypadek może wzmagać przypuszczenia, że ktoś dzieli się tym, co umknęło naszej uwadze. Dlatego, żeby uniknąć nie tylko stresu, ale i podejrzewania wszystkich o najgorsze, lepiej po prostu zastosować się do przepisów. Bo po co zaczynać wakacje czy krótki wypad od złości?

 

Filip Cuprych

Gazetka 174 – wrzesień 2018


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA