LEKARZ JEST W SZPITALU, W INTERNECIE GO NIE ZNAJDZIESZ!

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 175 październik 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Kiedy przychodzi co do czego, okazuje się, że wszyscy, ilu nas Matka Ojczyzna na swoim łonie wykarmiła, jesteśmy z pasji i powołania lekarzami. Każdy ma ciotkę, która sama sobie co jakiś czas stawia diagnozę i „wypisuje” recepty, ba, chętnie też „obleci” rodzinę i przyjaciół, sypiąc poradami jak z rękawa. Wydaje się, że w dobie niezwykłych dokonań medycyny i powszechnego dostępu do lekarzy i specjalistów niewielu słuchaczy znajdą ciotki i sąsiadki popisujące się w autobusie znajomością tajników leczenia. A jednak coraz więcej osób idzie na łatwiznę i po poradę kieruje się nie do gabinetu, ale na fora internetowe, Wikipedię oraz do domorosłych psychologów-pasjonatów, coachów i szarlatanów nazywających siebie specjalistami medycyny.

Z DOMOWEJ APTECZKI

Zacznę od tego, że absolutnie nie uważam, iż dobre babcine sposoby na rozmaite dolegliwości można sobie włożyć między bajki! Wręcz przeciwnie, wielokrotnie sama sięgałam po rumianek, pokrzywę i wódkę z pieprzem, piłam grzecznie pół litra gorącego mleka z masłem i miodem, zagryzając czosnkiem, bo wiadomo, że to lepsze na zimowe wzmocnienie niż tony leków. Lekarze potwierdzili wielokrotnie, że niektóre zioła i korzenie zawierają substancje, które, ODPOWIEDNIO dawkowane, pomagają złagodzić niektóre symptomy, wzmocnić odporność, a czasem zapobiegać niektórym bolączkom. Kora dębu na problemy dróg moczowych, żyworódka na wypryski, a jaskółcze ziele na kurzajki.

Nie oznacza to jednak, że zjadanie na przykład tony czosnku uchroni nas przed katarem, co więcej, może spowodować negatywną reakcję organizmu, jeśli przesadzimy. Nawet zwykła mięta może być szkodliwa, jeśli na przykład mamy uczulenie albo jeśli przedawkujemy. Nie można też ot tak brać tabletek na bazie ziół, ponieważ możemy się mylić co do źródła bólu i odpowiedniej dla nas dawki. Moja babcia mawiała, że nawet wodą się można zatruć, warto zatem pamiętać o umiarze i o tym, że każdy lek może w dużej dawce być trucizną, a każda trucizna może być w małych dawkach lekiem.

Skoro mamy jasność, że nie neguję mądrości ludowej, a jedynie zalecam ostrożność, rozwagę i CZYTANIE ULOTEK, przejdźmy do tego, co mnie mierzi, wzbudza moje oburzenie i doprowadza do białej gorączki – do forów pseudomedycznych i wszelakiej maści domorosłych specjalistów od wszystkiego.

CZY JEST NA SALI LEKARZ?

Na sali to może i nie zawsze, ale w internecie jakiś nieustannie dyżuruje, wyciągając „dobre rady” jak króliki z kapelusza, a jednym z bardziej obleganych jest ostatnimi czasy Jerzy Zięba. Absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej, który po ukończeniu kilku kursów z zakresu hipnozy klinicznej postanowił zaistnieć w świecie medycyny bardzo alternatywnej. Postawmy sprawę jasno: pan Zięba z medycyną ma tyle wspólnego, co ja z aktorstwem – czyli niewiele. Nie ukończył studiów medycznych, nie prowadzi praktyki, przetłumaczył za to książkę o cholesterolu propagującą teorię spiskową, jakoby koncerny farmaceutyczne zaniżały normy, by sprzedawać więcej leków. Przestrzega też przed szczepieniami: „Skuteczność szczepionek nie jest jeszcze udowodniona, a każda z nich ma zawarte w sobie substancje niezwykle toksyczne”.

W zdaniu tym roi się od bzdur: po pierwsze, szczepionki jak najbardziej działają, co widać na każdym kroku – na przykład nie mijamy na ulicach wozów przewożących zwłoki zmarłych na epidemię ospy. Niemal całkowicie wyeliminowano polio i błonicę, dzieci nie duszą się, chorując na krztusiec, i coraz mniej odnotowuje się zachorowań na gruźlicę, także w krajach rozwijających się. Badania i terapie dowodzą, że dzięki szczepieniom można skutecznie walczyć z HPV i HIV, gdzie zatem ten „brak skuteczności”?

Po drugie, istotą szczepionki jest to, że zawiera osłabione wirusy, czyli coś, co w większej dawce jest dla organizmu szkodliwe. Skład szczepionek nie jest toksyczny, nie ma w nich ołowiu, kadmu i tajemniczych substancji wywołujących autyzm. Weźmy na przykład ulotkę szczepionki przeciw ospie: poza osłabionymi wirusami zawiera siarczan neomycyny, która jest naturalnym antybiotykiem, albuminę ludzką, czyli białko występujące na przykład w osoczu krwi, laktozę, która występuje też w mleku, sorbitol, który jest cukrem występującym na przykład w jabłkach, mannitol, który pomaga w przyswajaniu węgla i działa moczopędnie, oraz wodę i aminokwasy – te ostatnie występują w niemal każdym rodzaju pożywienia i płynów, jakie codziennie przyjmujemy. Nie wszystko, co ma trudną chemiczną nazwę, musi być od razy zabójcze – chlorek sodu niech posłuży tu za przykład. Niby skomplikowana nazwa, która może śnić się po nocach, budząc lęk, ale to przecież tylko sól.

Wszystkie swoje teorie Zięba opiera na wyssanych z palca, nigdzie niepotwierdzonych „badaniach”, których bardzo często nigdy nawet nie przeprowadzono lub które są sfałszowane albo niemiarodajne. Wiele w jego wypowiedziach nawiązań do spisków i moim zdaniem czarnej magii, bo jak inaczej opisać twierdzenie, że: „Można wpłynąć na kobietę w hipnozie w taki sposób, że zaczyna się jej powiększać biust i piersi rosną – po 12 tygodniach nawet około 12 cm w obwodzie”. Brawo! Nobel murowany, pytanie tylko, czy na mężczyznę w stanie hipnozy można wpłynąć w podobny sposób, tylko tak, żeby urósł mu, bo ja wiem, na przykład iloraz inteligencji?

Ja też nie jestem lekarzem, moja wiedza o biologii i chemii jest szkolna i to, że ja sama – laik – widzę błędy kogoś, kto z czystej chęci zysku podaje się za znawcę tematu, frustruje mnie najbardziej. Mam ochotę zrównać z ziemią jeszcze kilka innych opinii Jerzego Zięby, ale nie chcę przedłużać. Warto zapamiętać: on nie jest lekarzem, nie zna się na medycynie i jedyne, czego chce, to twoje pieniądze!

NA RAKA I NIE TYLKO

Jerzy Zięba i inni mu podobni twierdzą też, i to chyba najbardziej działa mi na nerwy, że wyleczyć raka można samemu, bez wizyt u lekarza i terapii, przyjmując na przykład jedynie witaminę C w dużych dawkach. W komentarzach pod filmami i „artykułami” na temat alternatywnych metod leczenia nowotworów dziesiątki osób zapowiadają przerwanie chemii i przejście na witaminę C i dietę bogatą w białko, skazując się tym samym na śmierć. Nie ma żadnych dowodów na to, że rak cofa się po witaminie C, są za to badania pokazujące, że niektóre rodzaje raka, „traktowane” nią, szybciej się rozwijają.

Raka nie wyleczy pan Ździsio nacierający guza wodą z bagna i zalecający rzucie chleba z pajęczyną, raka leczy się w szpitalu, czasem chemią. Tak, to straszna terapia, często bolesna, nieprzyjemna, wpływająca na wygląd i samopoczucie, ale ratująca życie, poprawiająca kondycję pacjenta i dająca REALNE szanse na wyzdrowienie. Matka pytająca na Facebooku, „co na raka jajnika u dziewczynki”, i czytająca odpowiedzi: „fasola” (to prawdziwa konwersacja), powinna wyłączyć komputer, pójść z dzieckiem do specjalisty i przestać szukać porad u ludzi, którzy nie mają bladego pojęcia o medycynie.

W internecie znaleźć można tysiące „sprawdzonych domowych sposobów” na wszystko – od kolki u niemowląt po odleżyny. Publikujący najczęściej twierdzą, że sami się wyleczyli, lekarze chcieli ich zamordować, a tradycyjna medycyna to bzdety podszyte grubą kasą.

Wiara, modlitwa i pozytywne myślenie pomagają w terapii, nie mogą jej jednak zastępować. Moja matka podniosła się z łóżka po latach choroby dzięki dwu rzeczom: sztabowi specjalistów z Otwocka i temu, że chciała zobaczyć, jak jej dzieci dorastają, zdobywają wykształcenie i zakładają rodziny. Wszystko razem postawiło ją na nogi, za co każdego dnia wszyscy dziękujemy.

Komentatorzy i „ciocie dobra rada”, znający się na wszystkim, powinni puknąć się w głowę i przestać siać idiotyzmy, które mogą doprowadzić do czyjejś śmierci. Choroba wpędza w stan nieustannego szukania ratunku – na tym żerują rozmaite sieciowe kreatury myślące, że pozjadały wszystkie rozumy. Internet nie jest lekarzem, ludzie wypowiadający się na tych wszystkich forach są pozbawieni nawet podstawowej wiedzy o chemii i biologii, fascynują się spiskami i wierzą, że Ziemia jest płaska.

Okazuje się, że nie tylko raka wyleczyć można samodzielnie! Dzięki książkom Beaty Pawlikowskiej, którą podziwiam jako podróżniczkę, możemy się dowiedzieć, że depresję leczyć można w domu, przed lustrem. Żeby podnieść się z „niemocy” i „pustyni smutku”, wystarczy uśmiechać się do siebie, mówić sobie „kocham cię”, a przede wszystkim „zresetować błędne dane” i zacząć wgrywać pozytywne myślenie. Już kilka stron z książki pani Pawlikowskiej wprawiło mnie w osłupienie, bo wiem z doświadczenia, że osoba w depresji (prawdziwej depresji, a nie zwyczajnie smutna) ma w głębokim poważaniu pozytywne myślenie. Ktoś, kto jak ja ma doświadczenie życia z osobami w depresji, wie, że można godzinami strzępić sobie język o tym, jak pięknie jest na dworze, jakie życie jest cudowne i jak wiele jest do kochania, a chory i tak będzie płakał, marząc o tym, by ten koszmar się już skończył.

Depresja to ciężka, trudna choroba, która, owszem, wymaga pracy nad sobą, ale tylko pod opieką specjalistów. Czasem trzeba brać leki, które wyrównają poziom hormonów, zawsze jednak trzeba spędzać godziny z psychologiem i psychiatrą. Książka Pawlikowskiej może pomóc na jakimś etapie terapii, ale nigdy jej nie zastąpi. Jeśli ktoś twierdzi, że tylko ta i podobna literatura pseudopsychologiczna jest wartościowa i „prawdziwa”, to powinien pójść na oddział leczenia depresji i tam wprowadzać słowo w czyn. Powodzenia.

ODEZWA ZAMIAST ZAKOŃCZENIA

Proszę, jeśli jesteś chory, nie konsultuj się z doktorem Google, nie wchodź na fora internetowe dla laików i nie szukaj tam porad. Internet nie jest lekarzem! Nie wszystko, co czytasz, jest prawdą, nie każdy człowiek, który napisał książkę traktującą o jakimś medycznym zagadnieniu, jest lekarzem! Nie wydawaj pieniędzy na naelektryzowaną wodę i zioła z łąki babci Stasi, jeśli możesz je wydać na prawdziwego lekarza! Zawsze kończ zaczętą terapię, wierz w jej skuteczność, jedz zdrowo, uśmiechaj się, ale chodź na kontrole!

A ty, który masz zamiar dać dobrą radę: spójrz w lustro, potem na ścianę – jeśli nie wisi na niej dyplom z medycyny, zamknij z łaski swojej internet i nie zajmuj się czymś, o czym nie masz bladego pojęcia.

 

Anna Albingier

Gazetka 175 – październik 2018


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA