MOJE DZIECKO, MOJE WYCHOWANIE

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 175 październik 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

„W naszej piaskownicy panuje taka zasada, że dzielimy się zabawkami” – powiedziała obca kobieta do mojej pięcioletniej córki, która nie chciała dać chłopcu swojego pluszaka. Nie zareagowałam, już dawno wycofałam się z przepychanek słownych z innymi mamami. Jednak sytuacja zmusiła mnie do głębokich rozważań. Czy mamy prawo zwracać uwagę obcym dzieciom? W jaki sposób dać do zrozumienia drugiej matce, że jej pociecha zachowuje się niezgodnie z przepisami? I kto takie reguły ustanawia?

DYSCYPLINA TO PODSTAWA WYCHOWANIA?

Gdy mój syn był w wieku przedszkolnym, miałam w sobie przekonanie, że przymus dzielenia się nauczy go budowania prawidłowych relacji międzyludzkich. Namawiałam, argumentowałam, przekonywałam, a nawet wymuszałam. Efekt wydzierania łopatki z ręki uznałam za satysfakcjonujący – w rezultacie zaczął dzielić się wszystkim. Sęk w tym, że kilka lat później moje metody wychowawcze obróciły się przeciwko mnie. Syn wiecznie chodził głodny, bo koledzy w szkole śmiało korzystali z jego dobroczynności, pałaszując wszystko, co mu skwapliwie naszykowałam na drugie śniadanie. Bo przecież kazałam mu się dzielić! I tu spasowałam ze swoim stanowiskiem filantropa. Od tej pory zaczęłam mięknąć (a może właśnie hardzieć?) i stonowałam niepodważalne reguły.

Wspomnianego we wstępie pluszaka moja córka dostała od cioci dzień wcześniej. Prezent był świeży, pachnący i jeszcze w pierwszej fazie testów. Absolutnie nie był to moment, w którym mogłaby go beztrosko oddać w ręce drugiego dziecka, nawet na chwilę. Dziecko nie ma poczucia czasu; chwila równie dobrze może znaczyć dwa dni. Nie winię córki za to, że nie dostosowała się do zasady panującej w piaskownicy. Nie musi. Za dziesięć lat będę też z niej dumna, kiedy odmówi papierosa koleżankom w gimnazjum, bo „takie są zasady w naszej grupie”. Budowanie relacji międzyludzkich najlepiej opierać na pozytywnych doświadczeniach, bo to one pozwalają prawidłowo funkcjonować w społeczeństwie. Negatywne relacje wnoszą w życie wrogość, strach, zależność.

Dzielić się można, ale nie zawsze trzeba. Trzeba wtedy, gdy coś jest nie nasze, ale wspólne i musimy równomiernie korzystać z przedmiotu. Można natomiast (ale nie trzeba), gdy coś jest naszą własnością i mamy pełne prawo decydowania, w jaki sposób i przez kogo przedmiot może być użytkowany. Jeśli ofiarujemy dziecku prezent, często upewnia się, czy aby na pewno to jest jego i czy aby na pewno na zawsze. Maluch ma silne poczucie własności. To, że jest dysponentem bezcennego przedmiotu, nadaje mu rangi. Czuje się ważny. My, dorośli, nie mamy prawa ingerować w jego inwentarz. Tym samym przekazujemy mu informacje o ważnej umiejętności – odmawiania. Ta umiejętność odmowy pozwoli mu w przyszłości być asertywnym (a któż by nie chciał!) i rozważnie dysponować swoimi zasobami, czasem i uwagą. Dzięki temu nauczy się dzielenia bez destabilizacji emocjonalnej. Własnością zarządza właściciel!

OBYŚ CUDZYCH DZIECI NIE WYCHOWYWAŁ…

Bycie rodzicem obliguje cię do odpowiedzialności za dziecko. Swoje dziecko. Dbaj o jego potrzeby, zapewniaj mu poczucie bezpieczeństwa, stwórz mu warunki do bezbolesnego rozwoju i doskonalenia. Wychowywanie własnej pociechy to komediodramat w kilkuset aktach, który wymaga od opiekuna nie lada tężyzny fizycznej i dużych zasobów równowagi emocjonalnej. Dlatego nie daj się zapędzić w kozi róg, „adoptując” na placu zabaw kolejną gromadę nieokrzesanych berbeci. To nie twoja rola. Jeśli nie tolerujesz zachowania obcego ancymonka, który bezkarnie figluje w otoczeniu twojego dziecka, zwyczajnie zabierz swoją pociechę w inne miejsce. Nie wychowuj obcego malca, nie nakłaniaj do zmiany zachowania, nie pouczaj, nie krzycz, nie karz, nie gań. Przedstaw natomiast swoje stanowisko („to mi/mojemu synowi sprawia ból”, „nie lubię, gdy…”). Powiedz, że przekracza granicę. Masz swoje dziecko, które wymaga uwagi. Mylisz się, myśląc, że obce nauczysz zasad podwórkowego savoir-vivre’u między jedną zadeptaną babką z piasku a rozkołysaną huśtawką. Lepiej opuścić towarzystwo dziecka-demolki, skazując je na towarzyski bojkot i izolację, niż wdawać się w kompletnie nieefektywną pogadankę umoralniającą. Każde dziecko przebywa na placu zabaw z opiekunem. To w jego kompetencjach leży kontrola malca i ewentualne korygowanie jego manier.

W każdej grupie, nawet tej dorosłej, znajdzie się jednostka, która burzy zastany ład, wprowadza dysharmonię, wyłamuje się, a niekiedy zieje jadem. Szatan, nie człowiek. Co robisz w tej sytuacji? Zapraszasz na herbatę i przy jabłeczniku z kruszonką wytykasz jej błędy, wskazujesz właściwą drogę i proponujesz listę lektur godnych uwagi? Nie. Unikasz jej spojrzeń i uciekasz, gdzie pieprz rośnie. Nie dajesz się skrzywdzić. Podobną taktykę zastosuj wobec dziecka, które jest narażone na nieprzyjazne środowisko. Zabierz je daleko od potencjalnego miejsca zagrożenia. Zawsze reaguj, gdy ktoś narusza jego dobro. Zapobieganie – to słowo kluczowe.

OBYŚ CUDZYCH RODZICÓW NIE WYCHOWYWAŁ…

Jeśli uważasz się za rodzica ambitnego, wyedukowanego i zaangażowanego, to chwała ci za to. Jednak swoją erudycją, wiedzą, umiejętnościami i fachowością nie musisz się popisywać w każdej piaskownicy, na każdym przystanku autobusowym i pod każdą szkołą. Nie bądź kaznodzieją. Zwłaszcza wobec kogoś, kto nie jest zainteresowany twoimi opiniami, spostrzeżeniami i praktykami rodzicielskimi. Owszem, możesz próbować nawiązać nić porozumienia z rodzicem, który ma na stanie małego wcielonego diabła, ale niewiele wskórasz. Żaden rodzic nie lubi wracać do szkolnej ławy i rozmawiać z rówieśnikiem z pozycji ucznia-nieudacznika. Możesz jedynie zwrócić uwagę na problem, który dotyczy relacji między jego dzieckiem a twoim. Możesz przytoczyć sytuacje, których tamten nie był świadkiem, a które boleśnie dotknęły twoją pociechę. Jednak rozwiązanie problemu należy do prawnego opiekuna. I to on sam ma przeanalizować swoje metody wychowawcze i naprawić własne błędy. Tak samo jak do niego należy wygłoszenie prelekcji swojemu potomkowi, który coś przeskrobał.

Krytyką, pretensjami i morałami świata nie zbawisz. Możesz za to wpłynąć na jego kształt realną pomocą. Pomagaj jednak tylko wtedy, gdy drugi rodzic na to przystanie lub gdy sam o pomoc poprosi. Nie wkraczaj z butami w jego życie, nie wcielaj się w kogoś, kim nie jesteś. Opryskliwym komentarzem wzbudzasz agresję. Empatią – wzbudzasz zaufanie.

MÓJ DOM, MOJE KRÓLESTWO?

Place zabaw to siedliska dzieci-potworów, które często bez konsekwencji zawłaszczają całą przestrzeń publiczną. Zdarza się jednak, że we własnych czterech ścianach można stać się ofiarą ich brutalnych napaści i barbarzyńskich praktyk. Dlatego zanim znajomi z dziećmi przekroczą twój próg, przedstaw tym najmłodszym wizytatorom zwyczaje, do których chciałabyś, by się dostosowali. To twoje prawo, a nawet obowiązek, jeśli chcesz mieć dalej tynk na ścianach i rybki w akwarium.

Pamiętaj, że każda rodzina i każdy dom rządzą się swoimi prawami. To, że świetnie dogadujesz się z koleżanką, nie znaczy wcale, że zajmujecie podobne stanowisko w kwestii wychowania dzieci. Zawsze jasno komunikuj, na co pozwalasz, a na co nie. Dopuszczasz grę na perkusji i gitarze, ale nie zgadzasz się na wyciąganie chomika z klatki. Cenisz sobie prace plastyczne, ale tylko na wyznaczonych do tego celu kartkach, a nie na śnieżnobiałej gładzi na ścianach. Ustalasz łóżko miejscem odpoczynku po harcach i swawolach, ale nie życzysz sobie, by materac służył za trampolinę. Poza tym udostępniasz tylko te zabawki, które dla twoich dzieci nie stanowią drogocennych skarbów. Inaczej zamiast miłego podwieczorku z dorosłymi czeka cię ostra przeprawa z maluchami, które przyczepią się akurat do przedmiotu z listy zakazanej.

Jeśli mali goście nie stosują się do reguł, możesz dyskretnie poprosić swoje dzieci, by przypomniały im wasze wcześniejsze ustalenia. Tym samym dajesz potomkom lekcje na temat konsekwencji i akceptacji zbioru zasad. Zwróć też uwagę na to, czy twoi znajomi kwapią się do reakcji. Jeśli nie – na drugi raz zaproś ich bez dzieci. W sytuacji, gdy znajomi podrzucą ci swoje pociechy, prosząc o tymczasowe przejęcie nad nimi opieki, masz bezsprzeczne prawo do egzekwowania dobrych manier.

Swoją córkę uczę, że może się podzielić, ale nie musi. Zwłaszcza gdy czynność ta powoduje u niej lęk, złość i frustrację. To nie egoizm! To przestrzeganie prawa do własności i własnego zdania. Ja także nie chcę, by koleżanki bez pardonu grzebały w mojej kosmetyczce („podziel się tuszem do rzęs!”), a podczas odwiedzin penetrowały moją garderobę („bo ja też chcę ten żółty płaszczyk!”). Jest jednak pewien haczyk, którego moja córka ma świadomość – niech sama nie wymaga od innych dzieci, by dzieliły się swoimi zabawkami. One też mogą, ale nie muszą. Gdyby kobieta z piaskownicy zamiast przedstawienia bezdyskusyjnego regulaminu pokusiła się o nieuprzedzony dialog z moją córką (a najlepiej ze mną), z pewnością zrozumiałaby emocje trzymające dziewczynkę przy swojej własności, a także poznałaby kryteria, w jakich rozpatrujemy kwestię dzielenia się w naszej rodzinie.

Rodzicu, nie wszystkie dzieci twoje są!

 

Sylwia Znyk

Gazetka 175 – październik 2018


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA