POD LUPĄ: EUTANAZJA NIELETNICH

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 175 październik 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

„Dusza dziecka jest równie złożona jak nasza, pełna podobnych sprzeczności, tragicznie zmagająca się z odwiecznym: pragnę, ale nie mogę, wiem, że należy, ale nie podołam”. (Janusz Korczak)

Nie znam osoby, której nie poruszyłaby choroba lub śmierć młodych ludzi, którzy całe życie mają dopiero przed sobą. Z jeszcze większą niezgodą i potwornym smutkiem przyjmujemy wiadomość o chorobie i umieraniu dziecka. Bunt jest jak najbardziej uzasadniony – cierpienie w powszechnym odczuciu nie jest kojarzone z najmłodszymi. Dzieci powinny przecież być szczęśliwe, broić, zdzierać sobie kolana i domagać się lodów na śniadanie. Są jednak chwile, kiedy maluch albo nastolatek nie myślą już o przyszłości, nie śnią o prezentach, nie proszą o nowe zabawki i nie w głowie im figle.

Dzieci nieuleczalnie chore mają inne marzenia: dzień bez bólu, leki, które przynoszą faktyczną ulgę, możliwość spaceru bez asysty trzymadła na kroplówki. Czasem proszą o cud. W niektórych, najcięższych chwilach, o śmierć. Dla rodzica czy opiekuna nie ma chyba trudniejszego do przepracowania zdania. Bardzo często taka desperacja dziecka wynika z ciągłego cierpienia, na którego końcu nie widać nawet cienia szansy na wyleczenie. Najmłodsi pacjenci terminalni bardzo często są dojrzalsi emocjonalnie niż ich zdrowi koledzy, co oczywiście nie oznacza, że zawsze tak jest. Nie należy jednak traktować dzieci jak pozbawionych refleksji i głębszych uczuć naiwniaczków.

Przytoczone wyżej słowa Janusza Korczaka pokazują, jak powinniśmy patrzeć na dzieci i ich problemy – jak na nasze własne. Najmłodsi mają oczywiście inne priorytety, inne rzeczy stawiają na piedestale, dla nich tragedią jest utrata ukochanego misia tak jak dla nas najlepszego przyjaciela. Śmierć i chorobę też potrafią analizować; wiedzą, że cierpią, słyszą diagnozy, obserwują i uczą się czytać emocje i prawdę z reakcji rodziców, zachowań lekarzy i pielęgniarek. Najmniejsze dzieci nie mają może jeszcze możliwości pojęcia wszystkiego, ale 10- czy 15-latek już tak. Chore terminalnie dzieci doskonale zdają sobie sprawę z tego, że odejdą. Dziecko postawione w obliczu własnej śmierci potrafi racjonalnie myśleć, oceniać; wie, że towarzyszące mu codziennie ból, dyskomfort i smutek same nie miną. Jeśli nie pomagają medycyna i wiara, przychodzi moment, kiedy może pomóc eutanazja.

ODEJŚĆ Z WYBORU

Po wielu latach dyskusji, walk etyków z lekarzami i świeckich z Kościołem belgijscy prawodawcy zgodzili się, by eutanazja była dostępna także dla najmłodszych nieuleczalnie chorych pacjentów, bez względu na ich wiek (dla porównania w Holandii próg wynosi 12 lat). Podstawa prawna weszła w życie w 2002 r., w 2014 została dopracowana i mimo jej dostępności z prawa do odejścia skorzystano trzy razy. Krytycy dowodzili, że dziecko może ulec manipulacji ze strony rodziców czy też prosić o odejście nie tyle z własnego wyboru, co po to, by w swoich własnych oczach ulżyć opiekunom. Istnieje też zawsze szansa, że wołanie o eutanazję podyktowane jest nagłym, silnym bólem, który w danej chwili zaburza widzenie świata i pojmowania rzeczywistości. Żeby zapobiec naciskom i wyeliminować sytuacje, kiedy to stan psychiczny pacjenta wpływa na jego decyzję, ustawę obwarowano kilkoma warunkami. Nieletni musi być w pełni sił umysłowych, a diagnoza musi wskazywać jednoznacznie na nieuleczalną i postępującą chorobę powodującą cierpienie fizyczne, którego dziecko nie jest w stanie znieść. Z ustawy wykluczono cierpienie i choroby psychiczne oraz depresje. Prośba musi być dobrowolna i wypowiedziana w stanie pełnej świadomości umysłowej. Lekarze mają obowiązek rozważyć prośbę pacjenta, jeśli jest ona powtórzona kilkukrotnie. W praktyce oznacza to, że cierpiący prosi lekarza lub rodzinę o śmierć więcej niż raz. Pacjent musi zostać poinformowany o stanie swojego zdrowia, możliwości leczenia i podtrzymywania życia oraz opiece paliatywnej i jej konsekwencjach. Wymagane są konsultacje z innymi lekarzami, specjalistami i biegłymi, wszystko musi przejść też procedurę sądową. Bardzo ważne jest, że w całym procesie liczy się także zdanie rodziny – opiekunowie muszą bowiem zgodzić się z prośbą dziecka.

Widać zatem, że nawet bez ograniczeń wiekowych z grupy pacjentów terminalnych wykluczeni są najmłodsi, którzy nie są w stanie zrozumieć i trzeźwo ocenić swojej sytuacji. Nie ma więc mowy o wyrażaniu zgody na śmierć maluszków, czego tak bardzo obawiają się krytycy ustawy. Wnikliwe badania psychologów, obserwacje dziecka i jego rodziny oraz nieustanna kontrola zapobiegają wywieraniu na nie wpływu. Wyboru dokonuje mały lub młody pacjent samodzielnie, ale nieustannie towarzyszą mu lekarze i psychologowie, których zadaniem wcale nie jest zachęcanie go do eutanazji. Muszą oni pomóc mu w zrozumieniu, co i dlaczego się z nim dzieje; nikt od razu nie biegnie do dzieci ze strzykawką. Nie urządza się „łapanek” na oddziałach, system jest szczelny i jak widać tak zbudowany, że większość małych pacjentów nie chce eutanazji. Wybrało ją jak dotąd troje dzieci, dla których nie było ratunku, które cierpiały i jedynie w śmierci mogły znaleźć spokój.

ZA I PRZECIW

Media, nagłaśniając sprawę, rozpoczęły falę dyskusji przeciwników i zwolenników eutanazji w ogóle. Z niektórych wypowiedzi można się dowiedzieć, że Belgia „morduje” tysiące dzieci i starców, ponieważ moralność upada, tak jest łatwiej i nikt nie przejmuje się chorymi. Otóż nie, danie wyboru nie oznacza budowania fabryk śmierci, gdzie „mówisz i masz” bez względu na wszystko. Medycyna w Belgii stoi na bardzo wysokim poziomie, korzysta się tu z najnowszych metod leczenia, system działa tak, by zapobiegać chorobom, wykrywać je odpowiednio wcześnie i skutecznie z nimi walczyć. Nie ma mowy o chodzeniu na łatwiznę i wydawaniu recept na eutanazję jak tabletek od bólu głowy. Cierpienie jest wpisane w życie, nie oznacza to jednak, że wszyscy są mu w stanie sprostać, stanąć odważnie do z góry przegranej walki. Dzieci i młodzież, podobnie jak staruszkowie, tej siły już nie mają, mają jednak naturalną potrzebę zachowania szacunku, godności, poczucia kontroli. Ciche „znikanie” nie jest dane każdemu choremu. Niektórzy nie śpią z bólu, godzinami wyją z bezsilności – czy w takiej sytuacji inny, zdrowy człowiek, ktokolwiek z nas, nawet rodzic, ma prawo wymagać od chorego walki? Ciężko jest pożegnać ukochaną osobę, nawet jeśli przez dłuższy czas się na to przygotowujemy, nie możemy jednak siłą „przytrzymywać” jej, żądając, czasem z pychy, by była fizycznie dzień czy dwa dłużej.

W dyskusji o eutanazji dostępnej dla nieletnich zawsze będą emocje i dobrze, powinny w niej być! Jednak w tej przepychance i walce na słowa nie możemy nie słuchać głosu chorych, nawet tych najmłodszych. Ból nie zna wieku, tak samo jak strach i potrzeba szacunku. Dzieci dzielą z nami wszystkie emocje, czują i myślą; czasem, złamane chorobą, proszą o śmierć. Trzeba ich wtedy wysłuchać, nawet jeśli to najtrudniejsze, co przyjdzie nam zrobić.

 

Anna Albingier

Gazetka 175 – październik 2018


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA