ŚMIERĆ 2.0, CZYLI NIE TYLKO POGRZEB I NIE ZAWSZE TRUMNA

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 176 listopad 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Jesień to czas, kiedy częściej myślimy o przemijaniu, odchodzeniu i śmierci – zmiany zachodzące w przyrodzie i listopadowe święta sprzyjają rozmowom o rzeczach ostatecznych. Podczas spotkań nad grobami bliskich nachodzi nas nie tylko na wspomnienia i refleksje, ale też na planowanie własnego pochówku. I jeśli myślisz, że to dziwne, nie na miejscu i przede wszystkim przedwczesne, to jesteś w wielkim błędzie. Eksperci, wśród których znaleźć można prawników, psychologów i (co oczywiste) ludzi z branży pogrzebowej, zachęcają, by odejście i pochówek planować z wyprzedzeniem, tak by samemu odejść w spokoju, wiedząc, że wszystko jest tak, ja sami chcemy, oraz po to, by odciążyć pogrążonych w żałobie bliskich. Ze zdziwieniem odkrywam, że coraz więcej osób podąża za tą radą, szukając jednak alternatywy dla tradycyjnych mszy żałobnych i pogrzebu na cmentarzu.

HUMANISTYCZNIE I ŚWIECKO

Tak zwane humanistyczne i świeckie ceremonie zaczynają na stałe wpisywać się w światopogląd XXI w. Ludzie, którzy w pewnym momencie wybrali życie bez jednej konkretnej religii, częściej decydują się na ceremonie świeckie. Pogrzeb prowadzi mistrz ceremonii, który pozostaje w stałym kontakcie z rodziną zmarłego i zakładem pogrzebowym, dopełniając wszystkich kwestii związanych z administracją i dopilnowując planowania pożegnania.

Z każdym rokiem przybywa w naszej ojczyźnie zakładów pogrzebowych oferujących opcję „bez księdza” i mimo że 90 proc. Polaków deklaruje wiarę w Boga, chętnych nie brakuje. Zanim ciało spocznie na cmentarzu, odprawiana jest jak zwykle ceremonia, jednak w przypadku tej świeckiej nie musimy podążać za sztywnymi kanonami obrzędów religijnych. Planujący ostatnie pożegnanie mają prawo sami napisać i wygłosić mowy, dobrać muzykę i dekoracje sali. Nawet osoby religijne często proszą o możliwość zagrania w kościele czy na cmentarzu ulubionej piosenki zmarłego, odczytanie ukochanego wiersza czy fragmentu prozy.

W Polsce, w przeciwieństwie na przykład do Belgii, księża nie zawsze przystają na prośby rodziny zmarłego, ponieważ wprowadzenie „świeckich” elementów godzi w powagę chwili. W przypadku pochówków humanistycznych i świeckich ceremonię można „dopasować” tak, by była, jak mówią zwolennicy, „rzeczywiście osobistym” a nie „wyuczonym i sztucznym” pożegnaniem. Na stronie Serwispogrzebowy.pl można przeczytać: „Przed planowaną datą pogrzebu powinno odbyć się spotkanie mistrza ceremonii z rodziną i bliskimi zmarłego. Wówczas rodzina przekazuje informacje na temat oczekiwanego charakteru pogrzebu, a także, co jest bardzo ważne, przybliża postać zmarłej osoby. Opowieści o życiu zmarłego, wspomnienia bliskich i opis osobowości zmarłej osoby pozwolą określić zamysł pogrzebu oraz zaplanować odpowiednie pożegnanie z charakterystycznymi elementami oprawy. W ten sposób pogrzeb nabierze indywidualnego, oryginalnego i intymnego charakteru”.

I to właśnie przyciąga tak wiele osób. Decydujący się na taką opcję podkreślają, jak bardzo zależy im na poświęceniu tych ostatnich godzin na wspomnienia, w których znajdują często więcej pocieszenia niż w kościelnych formułach. Nie chodzi w tym o łamanie zasad i tradycji, ale raczej o „spersonalizowanie” pogrzebu. Owszem, podczas tradycyjnej ceremonii religijnej ksiądz i rodzina mają prawo do powiedzenia kilku słów, ale najczęściej nie można pójść dalej.

Osoby niewierzące nie chcą na swoim pogrzebie przedstawiciela kościoła, cerkwi, meczetu czy synagogi i ofiarowanie im i ich rodzinom innego wyjścia sprawia, że ból po stracie nie łączy się automatycznie z niesmakiem spowodowanym złamaniem obietnicy danej zmarłemu bądź też zasad jego życia. Wybierając rodzaj ceremonii dla nas samych lub dla bliskiej nam osoby, należy pamiętać, by była ona zgodna z wiarą i przekonaniami, ale też by nie stała się traumą czy powodem do skandalu dla osób, które są, były i zawsze będą nam bliskie.

NIE TYLKO CMENTARZ

Ceremonia – i ta świecka, i ta religijna – musi zakończyć się jakąś formą pochówku. Mówię „jakąś”, ponieważ w ostatnim czasie złożenie ciała do grobu lub prochów w kolumbarium to już nie jedyne dostępne możliwości. Prochy można na przykład wkomponować w biżuterię (Holandia) albo zmieszać z ziemią, w której umieszcza się sadzonkę drzewa, by ją później posadzić w szczególnym dla nas bądź zmarłego miejscu (Niemcy i nie tylko). „Diamentowy pogrzeb” to moda, która przybyła do nas z Japonii, gdzie prochy zmarłych zaczęto przetwarzać na korale już kilka lat temu. Takie rozwiązanie jest w tamtejszych warunkach tańsze i lepsze dla środowiska – nie ma bowiem w kraju wystarczająco dużo miejsca, by pochować wszystkich. Alternatywą jest więc poddanie prochów reakcjom chemicznym i stworzenie z nich kamienia, który jest formą sztucznego diamentu. Można też prochy zmieszać z metalem szlachetnym i uformować z nich pierścionek, kolczyki lub zawieszkę.

Brzmi trochę dziwnie i niepokojąco? To nie wszystko, co ma do zaoferowania bujnie rozwijający się przemysł pogrzebowy. Można na przykład wystrzelić prochy zmarłego w kosmos – ceny takiej ceremonii wahają się od 1000 do 12 500 dolarów. Nie wystrzeliwuje się jednak wszystkich prochów, a jedynie ich niewielką ilość – resztę rodziny mogą rozsypać w pobliżu miejsca startu rakiet.

W większości państw europejskich obowiązuje nakaz składania ciał i prochów w wyznaczonych do tego miejscach, którymi są najczęściej cmentarze. Podążając jednak za potrzebami konsumentów i ciągle kurczącą się dostępną przestrzenią, prawodawcy dopuszczają rozsypywanie prochów na łonie natury (trzeba zadbać jednak o pozwolenie). W Polsce prawo tego nadal zabrania, ale w Belgii (i nie tylko) można wybrać tak zwany „park-las pamięci” i tam pochować lub rozsypać prochy zmarłego. Jednym z takich miejsc jest Les Arbres du Souvenir – malowniczy park, gdzie opłakujący bliskich mogą znaleźć spokój i ukojenie w naturze. Kremacja jest konieczna, ponieważ gwarantuje, że do gleby i wody nie przedostaną się trujące substancje wydzielane przez ciało po śmierci.

Ekologiczne i „jubilerskie” opcje nie są jedyne. Wiele osób decyduje się na przekazanie ciała uniwersytetom medycznym jako eksponat do ćwiczeń. W Lublinie w 2011 r. chętnych było tak wielu, że uczelnia musiała wprowadzić limity. Tak sobie myślę, że musiało to być szczególnie dla osoby, która na przykład za życia na wymarzoną uczelnię się nie dostała; historia zatoczyła koło – i po śmierci nie jesteś godzien. Zostawmy jednak ten czarny humor, bo jeśli nie chcą cię na studiach, zawsze możesz dać szansę sztuce. Nie róbcie zdziwionej miny, Gunther Von Hagens jest patologiem-artystą, który preparuje ciała i ich części w taki sposób, by tworzyły rodzaj rzeźby. Swoje „dzieła” wystawia regularnie w galeriach na całym świecie.

MODA POGRZEBOWA

Tuż przed Zaduszkami i dniem Wszystkich Świętych wszystkie programy śniadaniowe dają nam setki rad dotyczących odpowiedniego ubioru na pogrzeb, wizytę na cmentarzu i stypę. Ja nie będę się zagłębiać w temat, ponieważ na modę pogrzebową chcę spojrzeć nie z perspektywy żałobnika, ale nieboszczyka. Przemysł pogrzebowy oferuje bowiem cała gamę przeróżnych, czasem bardzo dziwnych produktów i usług (nie tylko związanych z pochówkiem bezpośrednio).

Weźmy na przykład trumny. Dla tradycjonalistów zaprojektowano najwyższej klasy i jakości trumny, które zamówić można w dowolnym kolorze. Zdarzają się i takie, które mają wbudowany nawet system alarmowy, tak na wszelki wypadek… Niektóre są podświetlane, inne przeszklone, ale wszystkie mają jeden paradoksalny cel – zadbać o wygodę po śmierci. Oczywiście bardziej chodzi tu o zrobienie wrażenia – każdy zna kogoś, kto zdecydowałby się wydać kilka tysięcy na taką „szałową” trumnę tylko po to, by ostatni raz w najbardziej wyrafinowany sposób wbić szpilę tej wrednej jędzy spod piątki, która zawsze robiła wszystko, żeby wyjść na lepszą! Taka trumna z wyższej półki może kosztować nawet 8 tys., koszt modnej urny od projektanta (w kształcie łzy na przykład) to koszt między 2 tys. a 5 tys. Nie wszystkie trumny muszą być od razu hebanowe i wyłożone jedwabiem – na rynku można znaleźć też papierowe, z wikliny, kartonu i wełny. Te opcje są i tańsze, i ekologiczne, co sprawia, że stają się coraz bardziej popularne.

Modzie ulegają też nagrobki. W Polsce jest na tym polu dość spokojnie – zdarzają się wielkie marmurowe płyty otoczone pomalowanym na złoto łańcuchem, ale daleko im do bombastycznych grobów z cmentarzy w Rosji czy na Ukrainie. Najbogatsi i ci zaplątani w ciemne interesy chcą być po śmierci dobrze rozpoznawalni – rzeźbione samochody, cokoły z popiersiem zmarłego, wielkie zdjęcia gwarantują, że spoczywający pod nimi nie wtopi się w szary tłum.

Tradycyjne stypy również odchodzą do lamusa – teraz organizuje się poczęstunki z rozmachem, zaprasza gości, czasem do kawy przygrywa muzyka, a wszystko po to, by uczcić zmarłego i wypełnić jego wolę. Jesteście zdziwieni? Niepotrzebnie, wiele osób przygotowujących się do odejścia i planujących pogrzeb chce, by nie był on pełnym smutku i łez „ostatnim pożegnaniem”, ale raczej nieco weselszym „do zobaczenia”. Jeśli odchodzi gwiazda piosenki, nie dziwi nas, że ktoś gra i śpiewa na pogrzebie, dlaczego zatem zwykły Kowalski nie może poprosić o to samo?

O śmierci trzeba rozmawiać, oswajać się z nią, bo przecież tylko ona jest w życiu pewna. Planowanie własnego pochówku nie jest dla wszystkich, jeśli jednak bardzo czegoś chcemy albo absolutnie sobie czegoś nie życzymy w tej ostatniej godzinie, warto o tym najbliższym powiedzieć. Warto, bo może to im pomóc przejść ten trudny czas, ułatwić pożegnanie i pozwolić zapamiętać coś innego niż smutne wieko.

 

 

Anna Albingier

Gazetka 176 – listopad 2018


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA