ROBOTA DLA BOTA

PDFDrukujEmail

Artykuły miesiąca - Nr 176 listopad 2018

Самые новые шаблоны Joomla на нашем сайте.
Красивые Шаблоны Joomla 2.5
Игровые шаблоны DLE
Самая быстрая Диета

Włączasz komputer, wchodzisz do internetu, logujesz się na swojej ulubionej stronie, powiedzmy na Facebooku, i zaczynasz sobie spokojnie (albo i nie) czytać posty i wiadomości, prowadzisz dyskusje, komentujesz i oceniasz to, co widzisz. Jesteś sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Ale czy na pewno? Może jest ktoś inny, kto cichusieńko, zza rogu, steruje twoimi wyborami i popycha cię do polubienia i skomentowania tego czy innego postu? Co, jeśli ten ktoś albo coś śledzi każdy twój ruch, obserwuje aktywność w internecie i niepostrzeżenie podsuwa ci informacje, posty, reklamy i wiadomości, które dla ciebie wybrał? Brzmi jak science fiction? Do niedawna może i tak, ale w XXI w. jest to już możliwe, i co ciekawsze – w powszechnym użyciu, a to wszystko dzięki botom.

BOTY

Boty to specjalne programy, które pod nieobecność człowieka wykonują zlecone zadania – generują i publikują posty, pomagają internetowym graczom (np. podczas mierzenia do celu), zajmują się wybieraniem informacji pod danego użytkownika. Wykorzystuje się je także w czatach dla klientów banków, a niedługo będą mogły zastąpić personel odpowiedzialny za przyjmowanie zamówień w restauracjach.

Jak każdy program komputerowy, boty są zaprogramowane i stworzone przez człowieka, nie są zatem żadną formą inteligencji, która w pewnym momencie wyewoluowała na serwerach i powoli przejmuje kontrolę nad ludzkością. Za każdą z tych automatycznych wiadomości, za każdym nieprawdziwym i naciąganym postem, za każdą reklamą wyświetlającą się na Facebooku stoi koder, informatyk, inżynier, który napisał algorytm śledzący wszystko, co robisz w sieci. Każde kliknięcie jest rejestrowane, każdy twój wybór dodawany do algorytmu, który później wybiera dla ciebie potencjalnie interesujące wiadomości, reklamy i posty. Boty nie są z założenia ani dobre, ani złe, wykonują jedynie polecenia przypisane im przez programistów, to oni są zatem odpowiedzialni za „charakter” bota.

Pierwszy bot, o wdzięcznym imieniu ELIZA, powstał w 1966 r. i był „automatyczny”, miał więc za zadanie pomagać osobie, która zdecydowała się na rozmowę z nim. Psychologowie i psychoanalitycy nadal mają pełne ręce roboty (może więcej niż dawniej), widać zatem, że ELIZA ani nie spełniła oczekiwań klientów, ani nie sprostała potrzebom rynku i cicho odeszła w zapomnienie. Jej twórca miał zatem jak najlepsze intencje, ale nie wszyscy informatycy, projektanci i zleceniodawcy mają tak czyste sumienia jak Joseph Weizenbaum. Boty w dzisiejszych czasach coraz częściej noszą maski szpiegów i mają niekoniecznie dobre intencje.

„AMERYKA TEŻ SIĘ SYPIE”

Kazik Staszewski miał, jak się teraz okazuje, trochę racji, śpiewając te słowa. Ostatnie wybory prezydenckie pokazały, że amerykański system mający zabezpieczyć demokratyczny charakter głosowania jest dziurawy jak szwajcarski ser. Nie tylko wewnętrzni szpiedzy byli w stanie zaprojektować i wprowadzić do internetu boty wpływające na decyzje wyborców, ale też zewnętrzni gracze (w tym Rosja) mogli swobodnie wodzić za nos CIA i najczęściej nieświadomych niczego obywateli.

Boty zaprojektowane były na przykład tak, by w odpowiednim momencie (chociażby tuż przed debatami bądź tuż po nich, kiedy prowadzone są badania rynku) publikować prawdziwe lub wyssane z palca informacje mające zdyskredytować danego kandydata. Rosyjskie boty były skierowane przeciw Hillary Clinton i jak się okazało, wykonały swoje zadanie na piątkę. Internet zalała w czasie kampanii w Ameryce fala nieprawdziwych informacji oraz indywidualnych reklam stworzonych w sekundę i opublikowanych tylko na jednej konkretnej „ścianie” na Facebooku.

Okazało się, że boty można zaprogramować tak, by ze śladów, które zostawiamy w sieci, wygenerowały reklamę pasującą tylko do nas. Załóżmy, że często oglądasz lub kupujesz w sieci zielone ubrania. Algorytm oblicza, że to może być twój ulubiony kolor, a więc będzie to tło dla reklamy wyborczej, którą zobaczysz. Kolejnym krokiem jest wypełnienie jej treścią – z postów, które czytasz, lubisz, publikujesz i piszesz, program wyłapuje często używane słowa i na ich podstawie selekcjonuje obietnicę wyborczą albo slogan, który może ci przypaść do gustu. Potem idzie już gładko: bot publikuje wiadomość na twoim koncie, okraszając ją jeszcze setką lajków, tak by nadać jej powagi i prawdziwości. Miliony Amerykanów otrzymały takie posty razem z reklamami, które wpłynęły na ich wybór i ocenę kandydatów. Większość tamtejszego społeczeństwa czerpie wiedzę o świecie i wiadomości z portali społecznościowych, nie kontrolując ich zupełnie, więc boty miały ułatwione zadanie.

Każde kłamstwo można przemycić dzięki szumowi informacyjnemu, który nas każdego dnia otacza i przytłacza. Włączając komputer, staram się krytycznie podchodzić do tego, co widzę, ponieważ wiem z doświadczenia, że sieć jest pełna bzdur stworzonych tylko po to, by mnie do czegoś przekonać: na przykład do kupienia kolejnej pary butów, których nie założę, bo nie da się w nich chodzić, albo do zagłosowania na człowieka, który podobnie jak ja lubi delfiny. Nie, to nie żart, bot może podrzucić ci informację o kandydacie partii pro-eko, który deklaruje się jako miłośnik wszystkich zwierząt, i w jego życiorysie wpleść informację właśnie o delfinach, bo na swoim koncie masz dwa zdjęcia tego właśnie skądinąd bardzo interesującego zwierzaka.

KONIEC ERY CZŁOWIEKA?

Skoro technika rozwija się w takim tempie i skoro tak łatwo można kierować człowiekiem, to wielu ludzi zastanawia się, czy nasz czas już się skończył i panowanie musimy oddać maszynom. Odpowiedź brzmi „nie”, a przynajmniej w tej chwili brzmi „nie”, ponieważ jeśli chodzi o boty, nadal nie możemy mówić o żadnym przejawie ich własnej inteligencji. Każde zadanie jest im wymyślone i nadane przez sztab informatyków opłacanych przez rząd, korporacje, media czy lobbystów. Jeśli się takiemu koderowi odpowiednio zapłaci, napisze program do publikacji uroczych zdjęć małych owieczek i nie będzie w tym nic złego. Wszystko rozbija się więc o pieniądze i wpływy, które zdobyć chce człowiek lub rząd. W tej chwili nie ma mowy o spisku maszyn. Nie wiadomo jednak, co wydarzy się w technice, inżynierii i medycynie za kilka lub kilkanaście lat.

Czy można się bronić przed botami? Tak i nie. Tak – można szukać informacji w kilku źródłach i nie polegać jedynie na tym, co podaje nam Facebook i znajomi, którzy na swoim profilu w zakładce „edukacja” mają wpisane „Wyższa Szkoła Robienia Hałasu”. Można też zadawać sobie samemu krytyczne pytania – co ja o tym myślę, czy tak rzeczywiście myślę, czego chcę. Wiem, że to nieco trudniejsze niż podążanie za botem, ale w ogólnym rozrachunku i tak bardziej korzystne. Z drugiej strony boty (także te poza internetem) są wszędzie i nie bardzo można przed nimi uciec. Były i będą zagrożeniem, ale nie można zapominać, że pomagają nam w codziennym życiu, wyświetlając stan konta, pokazując pogodę i wiadomości o korkach. Jedyną bronią jest zatem nasz własny krytycyzm i chęć poszukiwania informacji, korzystajmy z nich zatem mądrze.

Ponadto warto stosować profilaktyczne metody zabezpieczenia i pamiętać o podstawowych zasadach poruszania się w sieci:

  • Dbać o aktualizację oprogramowania antywirusowego – definicje złośliwego oprogramowania aktualizowane są niemal codziennie, dlatego należy dopilnować, aby baza danych antywirusa była jak najbardziej aktualna.
  • Dbać o aktualne oprogramowanie systemowe oraz aktualizację innych programów zainstalowanych na komputerze, które również mogą mieć luki bezpieczeństwa.
  • Warto zainstalować zaporę systemową (firewall) – użytkownicy systemu Windows mają zainstalowane domyślnie oprogramowanie Windows Defender, wbudowanego firewalla, który może uchronić przed podstawowymi zagrożeniami. Specjaliści od bezpieczeństwa zalecają jednak rozważenie instalacji dodatkowego zewnętrznego firewalla.
  • Korzystając z internetu, trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem. Przede wszystkim nie należy ufać z pozoru interesującym treściom, nawet jeśli link prowadziłby nas do znanej nam strony – być może padliśmy ofiarą podmiany DNS i strona w rzeczywistości przekieruje nas na serwer atakującego.
  • Nie należy otwierać załączników od nieznanych nadawców oraz załączników o podejrzanej treści, nawet tych pochodzących od znajomych. Jeśli otrzymaliśmy podejrzaną wiadomość od znajomego, należy upewnić się, że dana osoba rzeczywiście przesłała nam wiadomość, link lub załącznik.
  • W miarę możliwości należy unikać używania zewnętrznego oprogramowania, takiego jak Java, Flash czy Adobe Reader – w każdym z nich bardzo często znajdowane są niebezpieczne luki umożliwiające infekcję komputera. Jeśli musimy korzystać z tych narzędzi, to powinniśmy szczególnie dbać o ich aktualizację do najnowszych wersji w najkrótszym możliwym czasie od udostępnienia poprawek przez producentów.

 

 

Anna Albingier

Gazetka 176 – listopad 2018


PARTNERZY


Łączna liczba odwiedzin

Aktualnie on-line:

WSPÓŁPRACA