Niezapisane zeszyty, zapach nowych książek, zatemperowane kredki… Nadszedł nowy rok szkolny, a wraz z nim wielkie nadzieje rodziców i obietnice dzieci, że w tym roku na pewno będą w czołówce klasowej i z marszu wezmą byka za rogi. Znaczy, przysiądą do nauki. Tyle że minie wrzesień, październik, marzec i – jak co roku – na wiosnę pojawi się przerażenie w oczach całej rodziny, że zostało tak dużo materiału do nadrobienia, a czasu cofnąć się nie da. Dlatego, nie bacząc na świeżą powakacyjną opaleniznę, pomóż dziecku w nauce już w pierwszych tygodniach września. Zmotywujcie się wspólnie do odrabiania lekcji, a koniec roku szkolnego powitacie z podniesioną głową!


NIE PO TO GŁOWA, ŻEBY NA NIEJ CZAPKĘ NOSIĆ, CZYLI JAK ODRABIAĆ LEKCJE

Zasady odrabiania prac domowych ustal już na początku – przewidź na to odpowiednie miejsce. Musi być odizolowane od domowych hałasów, by nie rozpraszać uwagi ucznia, i dobrze oświetlone (pamiętaj, że nawet widok z okna potrafi zająć głowę dziecka bardziej niż leżąca przed nim książka). Nie puszczaj w tle telewizora, by umilić sobie ten czas. Uprzedź domowników, zwłaszcza młodsze rodzeństwo, by zachowano względny spokój. Obok wyboru miejsca niebagatelne znaczenie ma również czas. Nie zaganiaj do lekcji tuż po zajęciach w szkole, bo każdy organizm wymaga regeneracji, by podjąć kolejny wysiłek. Najpierw zadbaj o ciepły posiłek i pozwól na zabawę. Ważne, by każdego dnia o wyznaczonej porze uczeń wiedział, jakie spoczywają na nim obowiązki. To są również twoje obowiązki, więc ciebie ta uwaga także dotyczy.

To nieprawda, że na początku nowego semestru nie ma nic do nauczenia, choć takim stwierdzeniem karmi cię mały (lub duży) mądrala. Zawsze jest coś, czego nauczyciel będzie wymagał, tyle że trzeba czytać miedzy wierszami i być przewidującym. Z maluchem przejrzyjcie tornister i przeczytajcie notatki z bieżących lekcji, by mimochodem utrwalić wiadomości. Ze starszym uczniem zerknij na długą listę lektur i powtórek materiału z poprzedniego roku – z pewnością jest nad czym popracować. Nie chodzi tu o zadręczanie podopiecznego codzienną porcją wiedzy, ale o wyrobienie systematyczności i rutyny, która z czasem, mimowolnie, sama wdroży się w życie. 

Czas poświęcony na odrabianie lekcji określ na podstawie realnych możliwości – sześciolatek nie wysiedzi dłużej niż godzinę, podobnie jak nadpobudliwy gimnazjalista. Nie podchodź do tego zbyt rygorystycznie. Każdy uczeń działa w swoim tempie i należy mu na to pozwolić. Dawkuj jemu – i sobie – krótkie przerwy. Inaczej odrabianie prac domowych utkwi twojemu dziecku w pamięci jako koszmar dzieciństwa, na równi z mlekiem z masłem, a ty przed zbliżającą się porą nauki będziesz narażony na notoryczne migreny.

Zaimponuj potomkowi, pokazując, jak korzystać z różnych źródeł wiedzy, i wskaż sposoby wyszukiwania informacji. Oprócz podręczników jest przecież Internet; są programy multimedialne, słowniki czy encyklopedie online. Być może należysz do tej grupy, która z dystansem podchodzi do nowinek technicznych, i z irytacją odmierzasz dziecku czas spędzony przy komputerze. Przekonaj się jednak, że strony internetowe to nie tylko siedlisko zła, ale i źródło wiedzy wszelakiej. Przy omawianiu zagadnień z geografii, biologii, historii poszukaj stron edukacyjnych, traktujących o omawianych w szkole zagadnieniach. Nie masz pojęcia, ilu zapalonych profesorów dzieli się bezpłatnie swoją wiedzą! Każda przeczytana ciekawostka, każdy merytoryczny komentarz czy niezwykła fotografia to dodatkowy bodziec dla ucznia, by bardziej wejść w temat, poszerzyć wiedzę i pochwalić się przed nauczycielem swym odkryciem. 

Jeśli jesteś perfekcjonistą, to nie przeginaj. W pracach domowych to uczeń ma się wykazać umiejętnościami, a nie rodzic. Nie wyręczaj, nie dyktuj, nie narzucaj. Jeśli zadania zostały wykonane poprawnie, to znaczy bezbłędnie i zgodnie z umiejętnościami odpowiednimi dla grupy wiekowej, nie wnoś poprawek i nie koloryzuj. Każdy nauczyciel dostrzeże fałszerstwo, a twoja pociecha nabierze przekonania, że sama nigdy nie podoła i musi zawsze prosić o wsparcie. 

Twoje stanowisko to nie dyrektor, lecz menedżer. Pokazuj główne założenia, ustalaj priorytety; nie wykonuj pracy za innych, a jedynie motywuj, działaj tylko w razie potrzeby i kontroluj rezultaty. Na koniec zawsze pochwal. Jeśli potomek nie wszystko odrobił poprawnie, a wiesz, że stać go na więcej, zastosuj metodę hot doga – powiedz komplement, w środek dorzuć to, co ci się nie spodobało, a na koniec wymień kolejne plusy. Każdy rodzic musi nauczyć się choćby podstaw psychologii.

Pamiętaj, że pomoc w odrabianiu zadań będzie dla ciebie ciężkim kawałkiem chleba. Miej świadomość, że pomimo wrześniowego zapału już w listopadzie możesz przechodzić kryzys. Spytaj więc wychowawcę, czy w ramach zajęć szkolnych przewidziane jest wspólne odrabianie prac domowych po lekcjach. Jest to częsta praktyka, chwalona zwłaszcza przez rodziny obcokrajowców, którzy nie dość, że muszą zagłębić się w przedmiot, to jeszcze mają to zrobić w obcym języku. Takich zajęć nie traktuj jako wyręczania z obowiązków. Przyjmij je jako pomoc, do której też masz prawo.

CO DWIE GŁOWY, TO NIE JEDNA, CZYLI TRUDNA ROLA KOREPETYTORA

Mama jest dobra z angielskiego, tata z historii, ale matematykiem nikt w rodzinie nie jest. Ot, i problem murowany, jeśli uczeń zaczyna gimnazjum, a dodawanie i odejmowanie już nie wystarcza. Jednak nie trzeba załamywać rąk, tylko sięgnąć po pomoc speca – korepetytora. To żaden grzech ani wstyd, choć w niektórych familiach jest nie do przyjęcia, by płacić obcej osobie za naukę, którą teoretycznie uczeń powinien wynieść ze szkoły. Jednak na świecie mało wszechstronnych geniuszów, więc należy zaakceptować (i pobłogosławić) dodatkowe formy edukacyjne.

Korepetycje to nie tyle wałkowanie zadań z lekcji, co poszerzanie wiedzy. Nagle okazuje się, że przedmiot, który do tej pory był przyczyną cierpień, nie jest ani skomplikowany, ani nudny. Korepetytor poświęca swój czas tylko jednej osobie, więc ma możliwość skupienia się na jej trudnościach w nauce i zrozumieniu, gdzie tkwi problem. Do każdego zagadnienia podchodzi wielostronnie i wskazuje różne rozwiązania. Ponadto, gdy już zmotywowany uczeń połknie bakcyla, pozaszkolny nauczyciel udostępni materiały dodatkowe, omówi bardziej rozszerzone zadania czy zaintryguje anegdotą na omawiany temat. Lepszy stopień murowany.

Dobrego korepetytora ze świecą szukać. Przede wszystkim skonsultuj się z nauczycielem przedmiotu i spytaj, czy mógłby polecić kogoś zaufanego, z dobrymi referencjami. Może się zdarzyć, że pedagog szkolny współpracuje ze zdolnymi studentami lub emerytowanymi nauczycielami, którzy z wielką chęcią podejmą się zajęć dodatkowych, zarażając swoim entuzjazmem. Zrób także rekonesans w klasach równoległych – jeśli słaby uczeń nagle uzyskuje wysokie oceny, to może być sygnał, że jest pod dobrą opieką i podzieli się namiarami na swego mentora. Popytaj sąsiadów, znajomych – zdziwisz się, jak wielu rodziców opłaca dodatkowe lekcje swym pociechom, choć wcześniej nie przyznawali się do tego. Gdy pomoc sąsiedzka nie skutkuje, przejrzyj tablice ogłoszeń na portalach internetowych, gdzie pełno jest ofert korepetytorów, często okraszonych komentarzami i ocenami klientów. 

Nie każda głowa siwa mądra bywa – zawsze pytaj korepetytora o ukończone szkoły i doświadczenie w pracy z dziećmi, obserwuj jego temperament. Tylko ty wiesz, czy twojemu wiecznie wiercącemu się dziecku powinien towarzyszyć ktoś starszy, stoicko spokojny, czy przeciwnie – młody pasjonat, który porwie do działania małego milczka i sceptyka. Zainteresuj się, czy korepetytor bazuje jedynie na swojej wiedzy, czy też ma w zanadrzu nieszablonowe projekty edukacyjne. Spytaj, czy zamierza pracować tylko nad szkolnymi zadaniami, czy może ma jakiś plan działania, dotyczący wykładanego przedmiotu. Ważne jest także miejsce korepetycji – pod swoim dachem możesz swobodnie nadzorować przebieg lekcji; z kolei atmosfera obcego mieszkania i brak bliskości ulubionych zabawek czy konsoli do gier często pozwalają na większe skupienie uwagi.

Opłaty za godzinę korepetycji są bardzo różne. Zależą od samego korepetytora, doszkalanego przedmiotu, umiejętności ucznia czy miejsca zajęć. Najlepiej przeszukaj Internet, by znaleźć średnią w twoim mieście; wtedy będziesz wiedzieć, jaka kwota jest co najmniej podejrzana (i to zarówno ta wysoka, jak i zbyt niska).

CO GŁOWA, TO ROZUM, CZYLI O KÓŁKACH SŁÓW KILKA

Zarówno nadzór i wsparcie w odrabianiu zadań domowych, jak i pomoc korepetytora są wkładem rodzica w poszerzanie wiedzy dziecka. Gdy osiągniesz punkt, gdy twój zdolny uczeń zacznie zadawać niewygodnie pytania, i dostrzeżesz w nim „apetyt” na wiedzę z konkretnej dziedziny, pójdź o krok dalej – zapisz go na pozalekcyjne kółka zainteresowań. Jeśli fascynuje go język hiszpański, znajdź taki kurs, który oprócz ramowych zagadnień gramatyki wprowadza do programu naukę o historii kraju, muzyce czy sztuce. Gdy dziecko lubi matematykę i gry strategiczne, zainteresuj je kursem gry w szachy lub brydża. Jeśli obserwujesz zdolności recytatorskie, popytaj, czy w dzielnicy istnieją kółka teatralne. Wszelkie kursy komputerowe, humanistyczne, przyrodnicze czy nawet szybkiego czytania są doskonałym pomysłem na zajęcia pozaszkolne. To nie tylko rozrywka – nauczanie pozalekcyjne wywiera pozytywny wpływ na rozwój osobowości, propaguje aktywny wypoczynek, dostarcza przeżyć na różnych polach, utrwala relacje z rówieśnikami, a przede wszystkim przyczynia się do rozwoju indywidualnych zainteresowań i umiejętności. Grunt, żeby nie było sztampowo i banalnie. Bo wszystko, co trąci banałem, już na starcie zniechęca młody, dociekliwy umysł.

GŁOWA DO GÓRY!

Interesuj się życiem szkolnym dziecka – podpytuj nie tylko o przerabiane tematy czy zadane lekcje, ale także o atmosferę panującą wśród uczniów, nastawienie nauczycieli do klasy i zabawy, jakie preferują rówieśnicy podczas przerw. Nie lekceważ czasu spędzonego w szkole, zrzucając odpowiedzialność na barki pedagogów. Pomimo doświadczenia życiowego miej pozytywne nastawienie do nauki wszystkich przedmiotów (choć, jak mawiają mniej zdolni, na ułamkach jeszcze nikt zupy nie ugotował) i nie krytykuj systemu edukacji czy umiejętności nauczycieli. Szkoła i dom to różne środowiska, ale ważne, by nie były od siebie oddzielone grubą kreską. Jako rodzic musisz wiedzieć, co się dzieje z twoją pociechą, a dziecko musi mieć świadomość, że interesujesz się jego życiem, perypetiami klasowymi i codziennymi zmaganiami. Gdy będziesz na bieżąco, łatwiej zrozumiesz źródło jego problemów z nauką lub gorszy stopień i szybciej znajdziesz rozwiązanie. A wtedy spokojna głowa!


Sylwia Znyk