W starożytnym Egipcie uważane za święte i cieszące się boskim kultem, w średniowiecznej Europie utożsamiane ze złem i posądzane nawet o konszachty z diabłem, dziś – kanapowe przytulańce i wierni domownicy. Choć może tak się tylko wydaje ich opiekunom, bo koty ponoć chodzą własnymi ścieżkami i nieobecność swego pana zauważają dopiero wtedy, gdy mają pustą miskę.

Światowy Dzień Kota – święto obchodzone corocznie 17 lutego (w Polsce od 2006), mające podkreślić znaczenie kotów w życiu człowieka i niesienie pomocy bezdomnym zwierzętom, a także uwrażliwić ludzi na często trudny koci los.

OD DZIKIEGO ZWIERZA DO MRUCZĄCEGO DOMOWNIKA

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu trzymanie kota w domu należało do rzadkości – doskonale radziły one sobie na wolności i trudno się dziwić – żyły tak od ponad 10 tys. lat. W tamtym mniej więcej czasie zaczęła się też ich „przygoda” z człowiekiem – w rejonie ciągnącym się od Egiptu przez Palestynę i Syrię po Mezopotamię, będącym kolebką wielkich cywilizacji starożytnych i charakteryzującym się żyznymi glebami. A te wpłynęły na zmianę trybu życia przez człowieka na osiadły i umożliwiły rozwój uprawy roli. Wokół skupisk ludzkich zaczęły się pojawiać dzikie koty nubijskie – bezpośredni przodkowie współczesnego dachowca. Niektórzy twierdzą więc nawet, że koty udomowiły się same, zadowolone z łatwego dostępu do myszy i innych gryzoni, które „wędrowały” razem z ludźmi – także na statkach, przez co koty znalazły się na całym świecie. 

Co ciekawe, kocie zachowanie i dieta mimo upływu tysięcy lat wcale się tak wiele nie zmieniły (w przeciwieństwie np. do diety udomowionego psa). Zanim powszechnie dostępne stały się lodówki i jedzenie w puszkach, mało kto mógł sobie pozwolić na trzymanie w domu futrzaka, który domaga się świeżych ryb lub mięsa. Dlatego koty żyły na wolności, zaopatrując się w żywność we własnym zakresie. Obecnie swoje instynkty łowieckie w dalszym ciągu zaspokajają tak jak przed wiekami – polując na gryzonie. Albo chociaż na uciążliwą muchę.

CZCZONE I POTĘPIANE

Wydaje się, że najlepsze życie koty wiodły w starożytnym Egipcie, gdzie przypisywano im boską moc i odnoszono się do nich z prawdziwą czcią; miały tam nawet swoją patronkę, boginię Bastet, przedstawianą z kocią głową. Pod karą śmierci nie można ich było wywozić z kraju. Ale jest i druga strona medalu – egipscy kapłani hodowali je masowo tylko po to, by je następnie zabić, a ich zwłoki zabalsamować i sprzedać wiernym. Wierzono, że kocie mumie mają magiczną moc i mogą być łącznikami między ludźmi a bogami, dlatego wkładano je wraz ze zmarłymi do grobów. 

W średniowiecznej Europie stosunek do kotów był początkowo pragmatyczny – doceniano to, że żywią się myszami, a więc pomagają chronić zapasy. Niestety jednak w pewnym momencie Kościół zaczął w nich widzieć ulubionych towarzyszy czarownic, a stąd już droga prowadziła prosto… na stos. Choć ciężko to sobie dziś wyobrazić, koty, utożsamiane z siłami zła, torturowano, kamienowano, palono lub wieszano. W Europie zapanowała jednak wkrótce epidemia dżumy, którą roznosiły szczury. Koty okazały się na nią odporne, co więcej, pomagały eliminować niebezpieczne gryzonie – i tu ich koszmar mógłby się wreszcie skończyć, ale niestety tak się nie stało. Na nowo zaczęto je tępić. 

Po upiornych dla nich czasach średniowiecza zostało wiele przesądów – a to, że zjadają trupy i mają konszachty z diabłem, a to, że przynoszą pecha kobietom w ciąży lub wysysają krew z niemowląt… Dopiero w XIX w. powoli wróciły do łask, ponieważ zauważono ich korzystny wpływ na zdrowie człowieka. Choć i tak zdarzało się, że co bardziej przedsiębiorczy „kucharze” wyrabiali z nich… pasztety, które sprzedawano najbiedniejszym. 

Na szczęście te czasy należą już do przeszłości. Dziś koty cieszą się zasłużonym uznaniem zakochanych w nich opiekunów – choć może nie wszyscy dogadzają im aż tak, jak Winston Churchill, który ze swoim czworonogiem jadał obiady, i to już jako premier. Niektóre zdobywają nawet sławę, tak jak kot Billa Clintona, który regularnie otrzymywał stosy listów. Zresztą obecnie zostanie gwiazdą jest znacznie łatwiejsze – jest przecież internet, i to tam przenieśli się ambitni właściciele futrzaków chcący zbić interes na popularności swoich pupili.

KOCIE SEKRETY

Okazuje się, że koty… są po prostu lepsze od człowieka. Być może o tym wiedzą i dlatego czasem zachowują się, hm, odrobinę arogancko? I tak te małe futrzaki:

mają 230 kości, z czego aż 10 proc. znajduje się… w ogonie. My, ludzie, możemy się pochwalić zaledwie 206 kośćmi,
dysponują 32 mięśniami ucha zewnętrznego – my tylko sześcioma,
ich kręgosłup ma 53 luźne kręgi, nasz – jedynie 34,
bez problemu przedostają się wszędzie, gdzie uda im się wsadzić głowę, ponieważ nie mają obojczyka,
ich mózg w proporcji do wagi ciała jest równie duży jak mózgi naczelnych i delfinów,
choć nam wydaje się, że one „tylko mruczą”, to tak naprawdę potrafią z siebie wydawać ok. 100 różnych dźwięków (psy zaledwie ok. 10),
przesypiają ok. 16 godzin dziennie – tylko pozazdrościć…,
biegają z maksymalną prędkością 49 km/h – najszybszy człowiek świata, Usain Bolt, osiąga „zaledwie” ponad 44 km/h,
mogą dożywać 20 lat, co odpowiada 84 latom życia człowieka,
owszem, pocą się, ale… tylko na podeszwach łapek!

Na pocieszenie dla siebie dodajmy, że przy wszystkich tych przewagach koty nie odczuwają słodkiego smaku. I chociaż bez problemu wdrapują się na drzewo, to potem mają problem, żeby z niego zejść, a to za sprawą jednostronnego zakrzywienia pazurków. I jeszcze jedno – widzą zaledwie na odległość 36 m, a w dodatku nie dostrzegają rzeczy, które mają tuż przed pyszczkiem. 

Ale są i prawdziwe smutki kociego żywota. Otóż większość kotów o niebieskich oczach i białej sierści jest niestety głucha, z kolei te, które mają białą sierść i tylko jedno niebieskie oko, nie słyszą na ucho znajdujące się właśnie po stronie owego oka. Zasmucają też statystyki, według których w krajach azjatyckich zjada się średnio co roku aż milion kotów. Nam wydaje się to niewiarygodne, tymczasem także w Europie od wczesnego średniowiecza do XIX w. koty często trafiały na stoły m.in. we Francji, Hiszpanii i Włoszech.

PAN PROFESOR KOT

Wszyscy znamy dziecięcy wierszyk o chorym kotku i kocie lekarzu, który daje małemu pacjentowi lekcję zdrowego żywienia („I nic jeść nie będziesz, kleiczek i basta: broń Boże kiełbaski, słoninki lub ciasta!”). Jednak od kotów naprawdę moglibyśmy się nauczyć wielu rzeczy.

Przede wszystkim inteligencji intrapersonalnej, czyli intuicyjnej. To dzięki niej te czworonogi są kreatywne i niezależne, czyli, innymi słowy, robią tylko to, na co mają ochotę. Nie wykazują chęci do nauki od ludzi, ponieważ – inaczej niż psy – nie uznają nas za przedstawicieli swego gatunku. Jesteśmy w stanie nauczyć je tylko tych rzeczy, które same uznają za przydatne – np. korzystania z kuwety, ponieważ cenią czystość i higienę. Mają też inną zdolność, a mianowicie świetnie podejmują strategiczne decyzje. Łączy się to z ich umiejętnością obserwacji i analizy, który cel lub obiekt jest wart uwagi. Charakteryzują się również niezwykłym uporem i nigdy się nie poddają. Próbowaliście kiedyś policzyć, ile razy kot ponawia swe próby upolowania muchy? Upada – i po prostu wstaje, i tak raz za razem, bo a nuż właśnie teraz zdobycz wpadnie w jego łapki? 

Z drugiej strony te futrzaki to także mistrzowie zen i medytacji. Owszem, z definicji mają mniej zmartwień i powodów do stresu niż ludzie, ale i tak ich umiejętność chłodnej obserwacji otoczenia i oddawania się relaksowi warto by sobie przyswoić. I korzyści na tym by się nie skończyły, jako że udowodniono, iż mruczenie rozładowuje stres. Niektóre rejestry dźwięków wydawanych przez koty wpływają na nas tak skutecznie jak terapia u psychologa oraz pozytywnie oddziałują na nasz poziom ciśnienia krwi. Nawet nagłe i nieoczekiwane szaleńcze kocie skoki lub biegi z jednego końca pokoju na drugi są uzasadnione – okazuje się, że takie wybuchy działają jak wyrzucenie emocji i pomagają uwolnić organizm z toksyn, co poprawia ich zdrowie.

KOT DOKTOR

Właściciele kotów wiedzą to i bez naukowych dowodów, ale i takie istnieją. Koty naprawdę pomagają swoim opiekunom utrzymać zdrowie. Zacznijmy od tego, że (wbrew krzywdzącym opiniom i plotkom rozsiewanym prawdopodobnie przez miłośników psów…) mruczące futrzaki potrafią okazywać przywiązanie i bezwarunkową miłość oraz przezwyciężać uczucie samotności u ludzi, ba, dowiedziono nawet, że umieją zapełnić pustkę podobnie jak drugi człowiek. To dlatego korzystnie wpływają na osoby z depresją, co więcej – okazują uczucia bez względu na stan psychiczny opiekuna. Ich obecność pomaga także dzieciom z autyzmem – zaobserwowano, że jeśli mają one w domu koty, są spokojniejsze i łatwiej się komunikują z otoczeniem, co tłumaczy się tym, że podczas głaskania zwierzątka wzrasta poziom oksytocyny (hormonu szczęścia), a co za tym idzie – także poziom uczucia zaufania.

Wszyscy, którzy mają kota w domu, przyznają, że świetnie poprawiają one humor, a przecież śmiech to zdrowie. Nie masz kota? Nie martw się! Wystarczy, że przez 20 minut dziennie będziesz oglądał w internecie śmieszne filmiki z kotami (teraz już nikt nie może ci zarzucić, że marnujesz czas!), by obniżyć poziom kortyzolu (hormonu stresu) we krwi i poprawić sobie pamięć krótkotrwałą (dotyczy to zwłaszcza osób starszych). Lekarze dodają, że koty zapobiegają alergii u dzieci, a u ich opiekunów notuje się mniej zawałów i chorób sercowo-naczyniowych, w tym udarów. 


Kot informuje o swoim nastroju… ogonem. Gdy np. ma ochotę do zabawy, unosi go pionowo do góry, a zdenerwowany – macha nim, czyli zachowuje się odmiennie niż pies. I jeszcze jedna ciekawostka: samce posługują się częścią lewą łapką, a samice prawą. Dlaczego? Och, bo to przecież koty!

Halina Szołtysik