Druhna Ola: Witam Cię, Tomku. Gdybyś miał w trzech zdaniach opisać samego siebie, to co byś nam powiedział?
Druh Tomasz: Mimo że bywam roztrzepany, zawsze staram się wymyślić coś ciekawego, dzięki czemu moje zuchy nigdy się nie nudzą. Ważne jest dla mnie również to, aby zawsze coś z tych zbiórek wyniosły, czyli żeby zarówno zabawy, jak i majsterka niosły ze sobą jakiś przekaz.

Pewnie nie zdziwię Cię, jeśli poproszę Cię, abyś w trzech zdaniach opisał, czym są zuchy?
Zuchy to jeszcze nie harcerze — to najmłodsza gałąź harcerskiej przygody. To młodsze dzieci, które przychodzą do harcerstwa pobawić się, poznać innych, a przy okazji dowiedzieć się czegoś o Polsce. To moim zadaniem jest zadbać o to, aby dobrze się bawiły, a jednocześnie czegoś się nauczyły i czymś się zainteresowały.

Jakie są podstawowe różnice między gromadami zuchowymi a drużynami harcerskimi?
Największą różnicę widać w poziomie i charakterze gier. W zuchach zasady muszą być dostosowane do ich wieku, czyli do dzieci od 7 do 10 lat. Powinny być łatwe do zrozumienia i przede wszystkim dawać radość, a przy okazji czegoś uczyć. Nie wprowadzamy też dyscypliny, musztry czy alarmów mundurowych — głównym celem jest przede wszystkim zabawa. Na tym etapie nie pracujemy jeszcze metodą harcerską, tylko zuchową. W zuchostwie sprawności zdobywa się wspólnie, a harcerze zdobywają je indywidualnie. Harcerze pokazują, że coś potrafią robić i muszą się czymś wykazać, a zuchy mają przede wszystkim coś odkryć. Jeśli przy okazji się czymś wykażą, to świetnie, ale nie jest to wymagane.

Jak doszło do tego, że zostałeś drużynowym gromady zuchowej „Leśne Ekoludki”?
Podczas służby w drużynie harcerskiej poznałem druhnę Joannę, która prowadziła wtedy gromadę zuchową. To ona zaproponowała, żebym przyszedł na zbiórkę i jej pomógł. Po paru spotkaniach zapytała mnie, czy chciałbym pracować z zuchami. Było to częściowo wynikiem braku kadry, a częściowo mojego poczucia obowiązku. Najczęściej harcerze wolą prowadzić drużyny albo zastępy harcerskie, a nie małe zuchy, ale ja miałem już w sobie dobrze zinternalizowane poczucie służby, które jest częścią Prawa Harcerskiego.

Czy trudno jest ogarnąć taką gromadkę zuchów?
Pierwsza zbiórka bez druhny Joanny była bardzo solidnie zaplanowana. Przyjechałem na nią półtorej godziny wcześniej, a i tak okazała się klapą. Gra, którą wymyśliłem, była zbyt harcerska — zuchy się po prostu nachodziły. Początki nie były łatwe, ale wszystkiego da się nauczyć. Nie miałem wtedy jeszcze ukończonych kursów. Dopiero w Londynie i Fenton druh Danek bardzo dużo mnie nauczył.

Mentor jest rzeczywiście ważny w osiągnięciu mistrzostwa w niemal każdej dziedzinie. Jak wygląda twoja współpraca z druhem Dankiem?
Jeśli chodzi o kursy w Wielkiej Brytanii, to podzieliliśmy się na kursy wędrownicze, harcerskie i zuchowe. Kiedy tamci poszli uczyć się, jak prowadzić dokumentację i organizację, druh Danek potraktował nas trochę tak, jakbyśmy sami byli zuchami. Zabrał nas na gry, pląsy i zabawy, żeby nas tego wszystkiego nauczyć. Dużo z nami rozmawiał, dopytywał, jak prowadzimy nasze gromady. Nakierowywał nas, zwłaszcza gdy widział, że coś jest zbyt harcerskie, formalne albo szkolne.

Wystarczył jeden kurs?
Ja przeszedłem trzy takie kursy. Czasem są jednodniowe, ale najczęściej weekendowe. Po nich miałem okazję komunikować się z druhem Dankiem, kiedy potrzebowałem jego rady. Zresztą nadal mogę to robić.

Jak myślisz, czym dla tych dzieci może być harcerstwo?
Zuch to zuch, a harcerz to harcerz — to dwie osobne gałęzie.

O.K., to czym dla nich jest bycie zuchem?
Dla nich oznacza to bycie dzielnym, przezwyciężanie swoich słabości, staranie się mówić jak najczęściej po polsku, bycie lepszym i takim człowiekiem, przy którym innym też jest dobrze. Druh Danek wspomniał, że w latach 40. napisano w podręcznikach, że zuch służy Bogu i Ojczyźnie, ale mamy pamiętać, że podstawą jest to, aby zuch był po prostu dobrym człowiekiem. Więc jeśli zuch pochodzi z rodziny, w której jedno z rodziców nie jest katolikiem, to nie stanowi to dla mnie problemu. Nie dyskryminuję żadnego dziecka — zuch to zuch. Nie ma tutaj miejsca na politykę czy religijność. Gdy odmawiamy modlitwę, ktoś, kto nie chce, nie musi w niej uczestniczyć.

A czym dla Ciebie jest bycie drużynowym zuchów?
Dla mnie przede wszystkim jest to obowiązek i obietnica, którą dałem tym zuchom — że będę się nimi zajmować i przygotowywać dla nich program. Nawet jeśli dziś mam mało czasu, to jutrzejsza zbiórka i tak będzie dobrze przygotowana.

Tomku, a Ty sam byłeś kiedyś zuchem albo harcerzem?
Nie, ani zuchem, ani harcerzem.

To jak doszło do tego, że w ogóle zainteresowałeś się ZHP Świat?
Przyjechałem w 2019 r. na pierwszy bieg Tropem Wilczym w Belgii. Ktoś poprosił mnie, żebym szybko wskoczył w mundur, w czymś pomógł, i opowiedział mi o tych wszystkich wartościach. Po wszystkim uwierzyłem w wartości harcerskie i chciałem dalej według nich żyć. Widziałem, jak dzieciaki świetnie się bawią, i chciałem w tym uczestniczyć, żeby to się rozwijało. No i moja młodsza siostra była już od jakiegoś czasu w ZHP Belgia.

Jaka jest w ogóle Twoja historia? Czy urodziłeś się tutaj, w Belgii? Co robisz zawodowo? Jakie masz plany?
Przyjechałem do Belgii, kiedy miałem 9 lat. Zajmuję się wsparciem dla transportu ciężkiego. W przyszłości rozważam spakować plecak i samemu trochę podróżować po świecie.

Super z Ciebie człowiek — inteligentny, dowcipny i świetnie organizujesz czas dzieciom! Gotować też potrafisz?
Też potrafię

A co najbardziej lubisz gotować?
Zrobię wszystko, bo lubię posiedzieć w kuchni.


Dzięki za rozmowę. Ułatwi mi ona pomoc przy zuchach w gromadzie żeńskiej.
Czuwaj!

Zapraszamy do polubienia naszego FB na www.facebook.com/zhpbelgia

z drużynowym gromady zuchów 
„Leśne Ekoludki” ZHP Belgia Tomaszem Wochną
rozmawiała druhna Aleksandra Wojtczak