Mają po dwadzieścia kilka lat. Dorastali w Belgii, między dwoma językami i dwiema kulturami. Kraj rodziców znali z nostalgicznych opowieści i z wakacyjnych wizyt. Po ukończeniu szkoły średniej lub studiów podjęli decyzję o wyjeździe – do Polski. I tam układają sobie dorosłe życie. 
Co ich przyciąga: lepsze perspektywy, chęć sprawdzenia siebie, a może wyobrażenie o „domu”, który przez lata wydawał się być gdzieś indziej? W czym pomogła im nauka w polskiej szkole w Brukseli? Z czym muszą się zmierzyć, kiedy okazuje się, że powrót do „swojego” kraju jest podróżą w nie do końca znaną codzienność?
Karol Porowski, 28 lat. Do Polski przeprowadził się w 2017 r. ze względów prywatnych. Pracuje jako specjalista ds. eksportu na rynki francuskojęzyczne. Mieszka pod Białymstokiem. – Największy wpływ na przeprowadzkę miała moja dziewczyna, obecnie żona, choć wcześniej też myślałem o życiu w Polsce. Dziś wiem, że była to bardzo dobra decyzja. Nie przeżyłem dużego zderzenia z rzeczywistością, bo Polska zawsze była mi bliska i dobrze znałem polską kulturę dzięki rodzinie oraz polskiej szkole. Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że w Polsce żyje się spokojniej i pod wieloma względami lepiej niż w Belgii. Jestem osobą bardzo komunikatywną, więc szybko odnalazłem się wśród rówieśników. Mimo różnic kulturowych niemal od razu poczułem, że jestem u siebie.
Karol Bobrowicz, 26 lat. Urodził się w Polsce, ale wkrótce rodzice podjęli decyzję o przeprowadzce do Belgii. Tam się wychował. Po studiach architektonicznych i zdobyciu pierwszych doświadczeń zawodowych przeniósł się do Warszawy. Dziś prowadzi Varsobagel – własny biznes gastronomiczny. – Na decyzję o przeprowadzce złożyło się kilka czynników. Z jednej strony zawsze ciągnęło mnie do Polski, do ludzi, z którymi czułem pewnego rodzaju naturalną więź. Z drugiej strony, szczerze mówiąc, nie widziałem dla siebie dalszego życia w Brukseli. To miasto bardzo się zmieniło na przestrzeni lat i miałem poczucie, że idzie w kierunku, z którym coraz mniej się utożsamiałem. Jeśli chodzi o Polskę, myślę, że wielu Polaków wychowanych za granicą ma jej obraz trochę zamrożony w czasie; patrzą przez pryzmat opowieści rodziców lub wakacji w małych miejscowościach. Sam miałem takie wyobrażenie. Tymczasem Polska, a szczególnie Warszawa, zrobiła na mnie zupełnie odwrotne wrażenie. Rozwija się niesamowicie szybko, czuć tu energię, ambicję i realne możliwości zbudowania czegoś własnego. Chciałem sprawdzić, czy właśnie tutaj jest moje miejsce.
Tomasz, 28 lat. Do Polski wyjechał po ukończeniu szkoły, chcąc spełnić piłkarskie marzenie: grać w najlepszej polskiej lidze. Tam ukończył studia i rozpoczął życie zawodowe. – Jako dziecko znałem Polskę głównie z wakacji i opowieści rodziny, więc miałem bardziej idealistyczny czy też uproszczony obraz. Po przeprowadzce zaskoczyło mnie, jak nowoczesne i szybko rozwijające się są polskie miasta. Z drugiej strony zauważyłem też spokojniejszy tryb życia w Polsce.
Olivia, 21 lat. Do Polski wyjechała w 2024 r., w wieku 19 lat, by się kształcić. Studiuje psychologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Pragnęłam odkryć coś nowego. Wiedziałam, co chcę studiować, a wizja studiów w Polsce brzmiała bardzo kusząco. Postanowiłam, że zrobię wszystko, aby to osiągnąć. Rodzice zaszczepili we mnie miłość do Ojczyzny i zawsze coś mnie do niej ciągnęło. Uznałam więc, że studia będą idealnym momentem na przeprowadzkę: nowy etap w życiu, nowe miasto, nowy kraj.
PIERWSZE KROKI
Przed wyjazdem znali Polskę, ale czy byli na wszystko przygotowani? Olivii wstępną adaptację ułatwiła atmosfera studencka: – O dziwo, od pierwszego dnia poczułam się tutaj bardzo dobrze. Mieszkałam w akademiku i bardzo szybko, już podczas inauguracji roku akademickiego, poznałam przyjaciół, z którymi trzymam się do dziś. Uniwersytet organizuje mnóstwo integracji, a ludzie są bardzo otwarci na nowe znajomości, ponieważ większość studentów mieszka poza rodzinnym miastem i również znajduje się w nowym środowisku. Pierwszy rok był dla mnie pełny ekscytacji, nowych doświadczeń, odkryć.
Z kolei dla Tomasza początki w Polsce nie były najłatwiejsze: – Czasem miałem wrażenie, że różnię się sposobem myślenia albo podejściem do różnych spraw. Były też drobne różnice językowe czy kulturowe. Z czasem jednak okazało się, że ciekawość i otwartość działają w obie strony, a doświadczenie życia za granicą było raczej atutem niż przeszkodą.
Wyzwaniem może się też okazać, paradoksalnie, język. – Miałem swój sposób mówienia, pewne naleciałości z Belgii. Musiałem nauczyć się odpowiednio wysławiać szczególnie w środowisku bardziej profesjonalnym, biznesowym – wyjaśnia Karol Bobrowicz.
MIĘDZY JĘZYKAMI I KULTURAMI
Badania wskazują, że osoby wyrosłe wśród różnych kultur i języków zyskują wyjątkowe kompetencje poznawcze i społeczne. Na to również zwracają uwagę nasi rozmówcy. Zgodnie przyznają, że dało im to inną perspektywę i nauczyło ogromnej elastyczności. Łatwiej odnajdują się w nowych sytuacjach, szybciej adaptują do zmian i lepiej rozumieją różne sposoby myślenia ludzi. A znajomość kilku języków? Oczywiście bardzo pomaga im w pracy i daje dużą swobodę także w życiu prywatnym.
Wyrośli wśród dwóch języków i kultur, ale przecież zawsze byli i czuli się Polakami? Tak wydawało się Olivii. Teraz jednak, analizując aspekt tożsamościowy, dochodzi do paradoksalnych wniosków: – Wiele sytuacji pokazało mi, że mimo iż jestem Polką z krwi i kości, różnię się od osób wychowanych w Polsce. Kiedyś rozmawiałam ze znajomymi ze studiów o naszych dzieciństwach. Nie byłam w stanie odnaleźć się w ich historiach. Wspominali przekąski ze szkolnego sklepiku, za którymi tęsknią. Nie miałam pojęcia, o czym mówią, bo u nas w Belgii takich rzeczy nie było. Wtedy naprawdę poczułam różnicę, że jednak nie dzielimy tych samych wspomnień. Inne mam też podejście do kraju. Słyszałam już od różnych osób, że jestem „najbardziej polska” spośród wszystkich Polaków, których znają.
Jak to tłumaczy? – My, Polonia, jesteśmy trochę zaczarowani Polską, traktujemy ją niemal jak „Ziemię Obiecaną”. Spotykamy się między sobą, oglądamy polską telewizję i słuchamy polskiej muzyki, bo chcemy czuć się jak najbliżej niej. Czasami wręcz nie dostrzegamy jej wad. I właśnie z takim podejściem przyjechałam do Polski. Nowo poznani znajomi byli zdziwieni: „Marzyłaś o powrocie do Polski, kiedy wszyscy młodzi chcą się z niej wyrwać?!”. Cóż, chyba trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu.
NOSTALGIA
Znaleźli swoje miejsce; są zadowoleni z życia zawodowego i perspektyw, które mają w Polsce. Czy za czymś tęsknią? Tu pozostają zgodni. – Najbardziej brakuje mi ludzi; starych znajomych, przyjaciół, codziennej bliskości z rodziną, ale też mojej dawnej dzielnicy, wspomnień związanych ze szkołą czy studiami. To było moje poprzednie życie i nostalgia zawsze gdzieś zostanie – zauważa Karol Bobrowicz, a Karol Porowski dodaje: – Brakuje mi belgijskiej gastronomii, frytek, gofrów i charakterystycznych miejsc, z którymi byłem związany przez tyle lat. To jednak bardziej sentyment do codzienności i wspomnień niż tęsknota za samym krajem.
Z perspektywy studentki wygląda to jednak inaczej. – Polska jest piękna, ale niestety nie ma tutaj moich rodziców, mojego chłopaka, przyjaciółek z dzieciństwa, nauczycieli, których mogłam spotkać w kościele – mojego domu. Kiedy nadchodzi weekend, znajomi wracają do rodziców i zostaje się samemu w pustym mieście, w innym kraju – mówi Olivia.
DOM
Które miejsce teraz uważają za swój dom? Tu nie ma kategorycznych odpowiedzi; raczej próba racjonalizacji. – Dziś powiedziałbym, że domem jest bardziej Polska. Belgia to wspomnienia z dzieciństwa, wiele lat mojego życia i część mojej tożsamości, ale w Polsce zbudowałem dorosłe życie – stwierdza Tomasz. W podobnym tonie wypowiadają się obaj Karolowie – bliżej im do Polski, choć zdają sobie sprawę, że człowiek wychowany między dwoma krajami zawsze będzie miał poczucie, że jego „dom” to pojęcie bardziej złożone niż jedno miejsce na mapie. I choć nie myślą o powrocie do Belgii, dzięki doświadczeniu życia w innym kraju łatwiej im wyobrazić sobie życie w różnych miejscach.
Tymczasem Olivia, mieszkając w Belgii, zawsze czuła się Polką „nie u siebie”. Wyobrażała sobie, że w Polsce będzie wreszcie na swoim miejscu. Po dwóch latach wie, że mimo poczucia bezpieczeństwa i spokoju, nadal nie jest „u siebie”. – Zrozumiałam, że „dom” jest tak naprawdę tam, gdzie są bliscy. Mimo że w Belgii nie zawsze czułam się komfortowo, to właśnie tam zbudowałam swoje życie i to Belgia wpłynęła na to, kim dziś jestem. Uświadomiłam też sobie, że „moja” Polska to były wakacje z bliskimi i wśród polskich znajomych z Belgii, z którymi spotykaliśmy się na mieście. To oni tworzyli moje szczęście, a nie samo miejsce. Dlatego nie wykluczam, że po studiach jednak wrócę do Belgii, jeśli moi bliscy nadal tam będą. Bardzo chciałabym jednak, żeby moje dzieci wychowywały się w Polsce ze względu na komfort życia – ale pod warunkiem, że będą tam mieszkać ich dziadkowie. Nie wyobrażam sobie, żeby, tak jak ja, widywały dziadków tylko w wakacje.
POLSKA SZKOŁA W BRUKSELI
Bohaterów naszego tekstu łączy jeszcze jedno: ukończyli naukę w Szkole Polskiej im. Jana Pawła II przy Ambasadzie RP w Brukseli. Mimo że lekcje odbierali jako dodatkowy obowiązek, kolidujący z czasem wolnym, dziś zgodnie twierdzą, że było warto, ponieważ dało im to dużą przewagę w nowym miejscu. Dzięki kontaktowi z kulturą i językiem w szkolnym otoczeniu ich powrót do kraju przebiegał łagodniej pod względem komunikacyjnym i społecznym. Łatwiej było im też odnaleźć się w realiach edukacyjnych i zawodowych. Dodają jednak, że rodzice odgrywają ogromną rolę w podtrzymywaniu codziennego kontaktu z polszczyzną.
Olivia zwraca też uwagę na praktyczne korzyści: – Dyplom ukończenia polskiej szkoły bardzo ułatwił mi rekrutację na studia, ponieważ potwierdzał wystarczający poziom znajomości języka, abym mogła studiować po polsku jako studentka z zagranicy. Przede wszystkim jednak dzięki temu mogłam starać się o stypendium Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej dla Polonii zagranicznej wracającej na studia do Polski – i udało mi się je otrzymać na cały okres nauki. To ogromna pomoc, ponieważ w Poznaniu, poza mieszkaniem opłacanym przez rodziców, utrzymuję się sama. Poza tym gdyby nie polska szkoła, nauka po polsku byłaby dla mnie teraz zdecydowanie trudniejsza.
ICH RADA
Cztery różne historie – inne osobowości, marzenia, oczekiwania. Ale kiedy pytam o radę dla młodych rozważających wyjazd do Polski, nie mają wątpliwości: nie bójcie się, to może być najlepsza decyzja w życiu. Warto samemu przekonać się, jak wygląda życie w Polsce. Początki bywają trudne, ale pozwalają się sprawdzić, a to bardzo rozwija. Nawet jeśli przeprowadzka okaże się tylko etapem, będzie wartościowym doświadczenie. Jak podsumowuje Tomasz: warto dobrze nauczyć się języka polskiego i być otwartym na różnice kulturowe, bo życie między dwiema kulturami może być ogromnym atutem.
Halina Szołtysik
Artykuły miesiąca
KIERUNEK: POLSKA
- Artykuły miesiąca
- Odsłony: 199







