21 lutego swoje święto obchodzi polszczyzna – i inne języki ojczyste. Na co dzień chyba nie doceniamy naszej rodzimej mowy i możliwości posługiwania się nią. A jest co doceniać, bo być może już wkrótce niektóre z owych języków odejdą w niepamięć, n.in. przez zaniedbanie posługiwania się nimi. Pomimo że na świecie funkcjonuje dzisiaj ok. 6–7 tys. języków ojczystych, to tak naprawdę aż połowa z nich w nadchodzących dekadach zagrożona jest wyginięciem. Dzieje się tak z powodu zbyt małej liczby użytkowników danego języka, istnienia tylko jego wersji mówionej (a nie pisanej) i braku nacisku na edukację kolejnych pokoleń. Od połowy XX wieku na świecie zaniknęło aż 250 języków – ile pożegnamy w XXI wieku, nie wiadomo. Te najbardziej zagrożone językoznawcy mają od dłuższego czasu pod lupą, ale czy uda się ochronić chociażby cząstkowo mowę Aborygenów, niektórych plemion indiańskich, indyjskich czy afrykańskich – czas pokaże…

Gdyby popatrzeć na mapę świata pod kątem języków, tak naprawdę kolorystyka główna ograniczyłaby się do kilkudziesięciu barw. Aż dwa języki zajęłyby prawie połowę powierzchni – angielski, którym posługuje się ok. 1,7 mld ludzi, oraz chiński (mandaryński), którego używa ok. 1,3 mld ludzi. Pozostałe języki dominujące odzwierciedlają przeludnienie (np. hindi lub urdu) oraz sytuację polityczną (np. arabski, rosyjski) globu. Popularność niektórych z nich jest oczywiście pochodną wydarzeń historycznych, takich jak kolonizacja czy posiadanie przez dane państwo terytoriów zależnych – można tutaj wspomnieć choćby hiszpański i francuski. Jeden z języków z pierwszej dziesiątki zasługuje 21 lutego na szczególną uwagę, bo to dzięki niemu obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Chodzi o bengalski, którego używa blisko 200 mln ludzi na świecie. Wspomnianego dnia 1952 roku w Bangladeszu zginęło kilku studentów, którzy chcieli nadać swojemu językowi status urzędowy.

O walce o język ojczysty my, Polacy, też co nieco możemy powiedzieć. Już Rej podkreślał, że nie gęsi, lecz swój język mamy, ale niejednokrotnie musieliśmy udowadniać, że siła narodu tkwi właśnie w języku. Słynne 123 lata niewoli, w której nie poddaliśmy się ani germanizacji, ani rusyfikacji, doskonale świadczą o tym, jak wielkim nośnikiem kultury jest mowa ojczysta. Wszelka dbałość o jej przekazanie, utrwalanie, ale także jej czystość jest wskazana nie tylko w czasach niewoli czy zagrożeń wojennych.

Współcześnie być może jeszcze bardziej powinniśmy dbać o swoją rodzimą mowę. Mimo że nikt nie zakazuje nam się w niej porozumiewać, sami ją modyfikujemy o elementy niekoniecznie służące jej rozwojowi. Tak jak kiedyś makaronizmy czy wtręty francuskie lub rosyjskie kształtowały bogactwo języka polskiego, tak dzisiaj język angielski ma wpływ na naszą codzienną komunikację. Niestety, bardzo rzadko używamy polskich odpowiedników czy spolszczeń angielskich wyrażeń – z reguły wstawiamy angielski wyraz w polską konstrukcję zdania. Prócz angielskiego mamy jeszcze i inne zagrożenie dla naszego ojczystego języka – słownictwo technologiczne. O ile z jednej strony jest ono wygodne w dobie globalizacji, bo w większości zakątków świata można posługiwać się tym samym nazewnictwem, o tyle z drugiej strony prowadzi do ubożenia języków, bo koncentruje się na ich czysto praktycznej funkcji. Tymczasem język prócz swej roli komunikacyjnej powinien też grać rolę kulturową i tożsamościową, być nośnikiem piękna, indywidualizmu, idei. Język uproszczony, mechaniczny, coraz mniej dynamiczny i ekspresywny w formie grozi utratą tych wszystkich ról, dzięki którym naród polski przetrwał. Ale oczywiście nie mówimy tylko o polszczyźnie, bo jej w najbliższym stuleciu wyginięcie nie grozi – używa jej na co dzień ponad 40 mln osób, a dodatkowo prawie 10 mln zna ją na różnym poziomie, co daje nam w klasyfikacji światowej zaszczytne 26. miejsce pod względem liczby mówiących. W samej Unii Europejskiej po polsku mówi aż 10 proc. jej wszystkich obywateli.

21 lutego szczególna uwaga mediów i władz powinna się skupić na językach niemających swojego pisanego odpowiednika i którymi mówi bardzo mało osób (często dlatego, że niewielu młodych chce używać swojej rdzennej mowy). Nacisk warto położyć na edukację i podręczniki, które stałyby się śladem języków, jeśli faktycznie miałoby dojść do ich wyniszczenia. My sami też możemy poświęcić 21 lutego trochę uwagi własnym słowom. Spróbujmy tego dnia zbadać jakość swojej codziennej mowy i mowy osób z naszego otoczenia – spróbujmy mówić bez zagranicznych wtrętów, pełnymi zdaniami, bez skrótów. Zwróćmy uwagę na to, w jaki sposób mówią nasze dzieci. Od lutego 2012 roku przeprowadzana jest na szeroką skalę kampania „Ojczysty – dodaj do ulubionych”, która ma przypomnieć nam o bogactwie polskiego, podnosić naszą świadomość językową, wskazać na to, że każdy z nas dzięki językowi jest twórcą i modelatorem słów, wyrażeń, zdań, myśli, idei… Warto się w tę akcję włączyć – jeśli nie czynnie, to chociaż poprzez kilkuminutową analizę własnego podwórka językowego.

 

Ewelina Wolna

Gazetka 138 – luty 2015