W lipcu br. prezydent podpisał ustawę o in vitro, czyli o refundacji przez Narodowy Fundusz Zdrowia zapłodnienia pozaustrojowego. Projekt, który w ostatnich latach wzbudzał wiele emocji, a w trakcie kampanii prezydenckiej był ważną kartą przetargową w pozyskaniu wyborców, w końcu doczekał się zatwierdzenia. Pomimo wielu głosów sprzeciwu pomoc dla osób niepłodnych będzie udzielana przez państwo w imię pełnej i szczęśliwej rodziny. Warto zaznaczyć, że w skali światowej liczba par niemogących cieszyć się potomstwem wynosi ok. 10 proc. W skali europejskiej jest to już ok. 18 proc, natomiast w Polsce problem może dotyczyć aż 20 proc. par, a z roku na rok liczba ta będzie wzrastać. Niepłodność, a jak mówią niektórzy (w tym Światowa Organizacja Zdrowia) – choroba cywilizacyjna XXI wieku, jest zatem problemem globalnym. Jego skala będzie się poszerzać i bez odpowiedniej interwencji będzie mieć ogromny wpływ nie tylko na szczęście w wielu związkach, ale także na demografię i w konsekwencji na gospodarkę i równowagę ekonomiczną pomiędzy różnymi państwami.

W WALCE Z NIEPŁODNOŚCIĄ

Zapłodnienie in vitro (dosłowne znaczenie z łaciny: „w szkle”), czyli poza organizmem żywym, w otoczeniu laboratoryjnym, ma służyć poczęciu dziecka w warunkach zapewniających powodzenie procesu. Zarodek zostaje później umieszczony w ciele kobiety, a dalszy jego rozwój przebiega tak samo, jak tego poczętego w sposób naturalny. Takie zapłodnienie jest wielką szansą dla par bezpłodnych i niepłodnych, które od dłuższego czasu starają się bezowocnie o potomstwo. Warto zaznaczyć, że te dwa terminy – bezpłodność i niepłodność – są bardzo często mylone nie tylko przez społeczeństwo, ale też przez media. Bezpłodność to trwała niezdolność któregoś z partnerów do rozmnażania się. Niepłodność oznacza czasową niezdolność do rozmnażania się, a proces powinien być teoretycznie odwracalny. Niestety z różnych powodów dla wielu par zapłodnienie ze wsparciem laboratoryjnym jest jedyną szansą na posiadanie potomstwa.

Niegdyś panowało przeświadczenie, że za płodność odpowiedzialna jest kobieta i to ją obarczano winą za brak potomstwa. Dzisiaj już wiadomo, że problemy z płodnością rozkładają się po równo u obu płci. Szacuje się, że 40 proc. przyczyn niepłodności dotyczy kobiet, 40 proc. mężczyzn, a pozostałe 20 proc. stanowią pary o obniżonej zdolności do rozmnażania (mówi się wówczas o tzw. niepłodności wspólnej). Powodów niepłodności może być bardzo wiele i dlatego jej leczenie bywa aż tak skomplikowane. Zanieczyszczone środowisko to jedna z tych przyczyn, na które pary nie mają żadnego wpływu. Inaczej już bywa z żywnością – od nas zależy, czy wybierzemy tę modyfikowaną genetycznie, pełną pestycydów, antybiotyków i hormonów, czy tę najbardziej naturalną, uprawianą lub hodowaną tradycyjnymi metodami. Jeśli dodać do tego jeszcze np. nieodpowiedni styl życia oraz bardzo późną decyzję o macierzyństwie – niepłodność prawie gwarantowana. Dlatego też szansa na rodzicielstwo wzrasta wśród par, które wcześniej decydują się na dziecko, prowadzą aktywny tryb życia oraz dbają na co dzień o swoje zdrowie. Dodatkowo negatywne nastawienie ma ogromny wpływ na powodzenie zapłodnienia. W przypadku osób borykających się z problemem niepłodności metody farmakologiczne nie zawsze są skuteczne. Bardzo często po latach starań tylko metoda in vitro daje im szansę na rodzicielstwo, dlatego lipcowe podpisanie ustawy przez prezydenta ma aż tak istotne znaczenie dla ogromnej rzeszy spragnionych rodzicielstwa Polaków.

USTAWA DLA RODZINY

W polskim ustawodawstwie jasno określono, dla kogo pomoc in vitro ma być przeznaczona i w jakim trybie będzie udzielana. I tak – zapłodnienie in vitro będzie dostępne dla par (małżeństw oraz dwóch osób heteroseksualnych składających odpowiednie oświadczenie o związku), które przez co najmniej 12 miesięcy bezskutecznie leczyły niepłodność. Kobiety samotne oraz te po 40. roku życia nie będą mogły skorzystać z metody.

Sam akt zapłodnienia jest obostrzony wieloma zapisami, które mają chronić komórki jajowe, plemniki i powstałe z nich zarodki przed nieodpowiednimi praktykami. Jedna kobieta będzie mogła skorzystać z metody tylko sześć razy (chyba że ukończyła 35 lat lub jest chora). Część zarodków będzie zamrażana. Zakazuje się jakiejkolwiek ingerencji w sam zarodek (np. po to, aby określić płeć), a także tworzenia ich w innych celach niż zapłodnienie pozaustrojowe. Pod karą pozbawienia wolności nie można także niszczyć zarodków, które mogłyby się prawidłowo rozwijać. Dodatkowo prócz samej regulacji zapłodnienia in vitro w ustawie określono szczegółowo system leczenia niepłodności w Polsce, w tym powstanie licznych ośrodków i banków komórek, w których będzie pracował wysoko wykwalifikowany personel.

Dlaczego więc ta niekonwencjonalna metoda zapłodnienia, będąca szansą na potomstwo dla około półtora miliona Polaków, wzbudza aż tyle kontrowersji? Większość zastrzeżeń bierze się z religii. Mimo że prawie wszystkie religie akceptują tę metodę w leczeniu niepłodności, to przeważający w Polsce Kościół rzymskokatolicki jest jej przeciwny. Wielu przedstawicieli Kościoła bardzo agresywnie wypowiada się o in vitro jako o metodzie godzącej w życie ludzkie poprzez poczęcie w probówce. Nie do przyjęcia jest nie tylko sam akt połączenia plemnika z komórką jajową, ale i pozyskiwanie nasienia męskiego. Wypaczając nie tylko samą metodę zapłodnienia pozaustrojowego, ale i stanowisko Kościoła katolickiego, pojawia się coraz więcej nieprawdziwych, krzywdzących i ograniczonych wypowiedzi pod adresem zwolenników in vitro. Zamiast widzieć w nim szansę na największą radość dla człowieka, jaką jest dziecko, widzą w nim obrazę Boga i jego przykazań. Tymczasem większość osób, które skorzystają z tej metody, pragnie tylko żyć w pełni szczęśliwie, jak inni, bez obrażania kogokolwiek.

 

Ewelina Wolna

 

Gazetka 144 – wrzesień 2015