Joanna Harazim – żona ambasadora RP w Belgii, zawodowo także dyplomata, prywatnie mama trojga dzieci.

Anna Kiejna: Dlaczego zaangażowała się pani w Kongres?

Joanna Harazim: Bliskie są mi wszystkie inicjatywy mające na celu zintegrowanie środowiska polskiego za granicą. Kongres Kobiet zajmuje miejsce szczególne, bo zbliża środowisko w naturalny sposób mi najbliższe.

Jak pani zdaniem funkcjonują polskie kobiety na emigracji w Belgii?

Kobiety w ogóle, a szczególnie te przebywające na emigracji, borykają się na co dzień z ogromem trudów życia codziennego. To na ich barkach w dużej mierze spoczywa odpowiedzialność za sprawne funkcjonowanie całej rodziny. Wiele z nich zna słabo język, wiele ma ograniczony krąg osób bliskich i de facto funkcjonuje w odosobnieniu, samotnie stawiając czoła wyzwaniom związanym z edukacją i wychowaniem dzieci, własna pracą, wreszcie po prostu z odnalezieniem siebie z dala od Polski.

Czego spodziewa się pani po Kongresie?

Mam głęboką nadzieję, że Kongres stanie się platformą porozumienia dla wszystkich Polek w Belgii i na dobre zagości w agendzie wydarzeń polonijnych. Program jest tak pomyślany, żeby zadowolić najwybredniejsze gusta – są tu i porady ekspertek, i jarmark rękodzieła, i rozmowy o sztuce. Myślę, że niejeden mężczyzna będzie nam zazdrościł znakomitego pomysłu!

Dorota Grabowska – wolontariuszka i członkini Elles sans frontières ASBL

Anna Kiejna Dlaczego zaangażowałaś się w Kongres?

Dorota Grabowska: Zaangażowałam się, ponieważ główna idea Kongresu Kobiet, tj. równouprawienie kobiet i mężczyzn, jest bliska mojemu sercu od zawsze. W życiu codziennym pamiętam o niej, gdy spotykam się z zachowaniami, których nie mogę zaakceptować. Mówię tu głównie o nierównym podziale obowiązków domowych, o nierównym dostępie do stanowisk – szczególnie na wyższych stanowiskach, o polityce, w której wciąż wiodą prym politycy – a nie polityczki. Uważam, że dotychczasowa wieloletnia praca, która została wykonana przez kobiety na rzecz kobiet, wprowadziła wiele zmian w naszym życiu. Jednak wiele pozostaje jeszcze do zrobienia i ja chciałabym przyłączyć się do wielkiego grona osób, które przyczyniają się do tego procesu zmian.

Czego się spodziewasz po Kongresie?

Myślę, że jest szansa, że uczestnicząc w Kongresie, kobiety zauważą, że na wiele tematów można rozmawiać, można wymieniać różne poglądy i jest z kim to robić. Myślę, że Kongres to szansa na uświadomienie sobie, że w Brukseli jest zaplecze osób, z którymi możemy współpracować, które mogą być wsparciem dla każdej z nas lub np. z którymi możemy rozwijać swoje zainteresowania. Poza tym na Kongresie dowiemy się wiele o rynku pracy, o edukacji, o kulturze, o polityce w Brukseli. Wydaje mi się, że każda uczestniczka (i każdy uczestnik) znajdzie ciekawe tematy dla siebie.

Ja myślisz, jak kobiety odnajdują się na emigracji w Belgii?

Dla jednych kobiet emigracja jest najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjęły, a dla innych bywa dużym stresem. Część przeżywa wiele rozterek na emigracji. Często jest to tęsknota za bliskimi, którzy pozostali w Polsce, i konieczność poradzenia sobie w nowej rzeczywistości bez ich wsparcia. Często jest to niepewność związana z nieznajomością kultury, zwyczajów, języka, prawa. Jednocześnie dla wielu kobiet emigracja to dostęp do dobrej pracy, możliwość doświadczania nowych wrażeń, uczenie się nowych rzeczy, poznawanie ciekawych ludzi. Wydaje mi się, że ważnym aspektem odnalezienia się na emigracji jest znalezienie osób, które byłyby dla nas wsparciem. Dlatego wiele kobiet na emigracji, mając tego świadomość, w naturalny sposób udziela sobie pomocy w kryzysowych sytuacjach, jest ze sobą w trudnych chwilach – ale też uczestniczy w chwilach szczęścia i radości.

 

Monika Caban-Benavides – jedna z organizatorek Kongresu, członkini Elles sans frontières ASBL

Anna Kiejna: Moniko, jak wspominasz początki Kongresu?

Monika Caban-Benavides: Idea zorganizowania Kongresu w Brukseli powstała dosłownie przy stole – w salonie Agaty Araszkiewicz. Od razu zapaliłam się do tego pomysłu. Żeby coś się wydarzyło, trzeba zaangażowania. To było oczywiste, że sam zapał nie wystarczy. Rok później mamy 1. Kongres za pasem i w planach następny – w maju 2016 r.

Czego się spodziewasz po Kongresie?

Przede wszystkim integracji środowisk kobiecych w Belgii. Oprócz tego – wymiany doświadczeń i inspiracji.

Na podstawie twoich obserwacji: jak kobiety odnajdują się na emigracji w Belgii?

Belgia, a w szczególności Bruksela, jest specyficzna dla emigracji. Środowisko jest spolaryzowane. Kobiety muszą się tu odnaleźć i na rynku pracy, i w dwujęzycznym społeczeństwie. To jest dodatkowa bariera. Wydaje mi się jednak, że z roku na rok środowiska emigracyjne coraz lepiej się integrują.

 

Dziękuję za rozmowy i do zobaczenia już 21 listopada!

Anna Kiejna

Gazetka 146– listopad 2015