Jeśli myślicie, że w świecie zdominowanym przez technologie komputerowe i komórkowe aplikacje nie ma miejsca na stare dobre Monopoly, to jesteście w bardzo dużym błędzie. Na naszych oczach bowiem świat gier towarzyskich i planszówek przeżywa swój renesans.

DAWNO, DAWNO TEMU...

Historia gier towarzyskich sięga zdaniem badaczy tego zagadnienia (archeologów, etnologów, antropologów, psychologów itp.) początków naszego istnienia. Zabawa służyła i służy nadal przede wszystkim nawiązywaniu i rozwijaniu więzi społecznych. Rozwija umiejętności, które mogą pomóc nam przetrwać bądź wspiąć się w hierarchii grupy. Oczywiście w zamierzchłych czasach chodziło przede wszystkim o rozwijanie sprawności fizycznej, sprytu, szybkości i strategicznego myślenia, ponieważ w walce o przetrwanie te cechy liczyły się najbardziej. Naukowcy nie wykluczają jednak, że nasi praojcowie bawili się również dla przyjemności. Wraz z rozwojem cywilizacji i pomysłowości człowieka zaczęły pojawiać się także gry planszowe, karciane, strategiczne i zręcznościowe. Dzięki odnalezionym tekstom niektóre potrafimy nazwać i odtworzyć, inne pozostają dla nas wciąż tajemnicą. Starożytni Egipcjanie np. często umieszczali opisy i zasady najpopularniejszych gier w zapisie hieroglificznym na ścianach i tablicach, dzięki czemu wiemy, że niektóre w zmienionej (lub nie) formie przetrwały do naszych czasów. W 2013 r. w Turcji odnaleziono kamienne figurki, których wiek szacuje się na około 5 tys. lat. Zdaniem archeologów gra, w której je wykorzystywano, mogła przypominać szachy, ale była od nich zdecydowanie bardziej skomplikowana. Nie odnaleziono niestety planszy, która mogłaby pomóc w odpowiedzi na wiele nurtujących badaczy pytań. Zaś jedną z najstarszych gier planszowych świata jest mankala (mancala, wari), należąca do typu „policz i zbij”. Jej korzeni należy szukać w Afryce, skąd rozprzestrzeniła się na Bliski Wschód, a później na cały świat.

SARMATA NIE LUBIŁ NUDY

Staropolskie próżnowanie, jeśli nie było „dobrym i cnotliwym”, prowadziło zawsze do grzechu. Człowiek oddający się lenistwu był doskonałą ofiarą dla złego ducha. Zatem jak odpoczywać, aby nie próżnować i nie nudzić się? Czytać, pogłębiać cnoty duchowe, ćwiczyć się w walce, ale także prowadzić uczone rozmowy i bawić się. Istniał również rodzaj zabaw, które nazywano „grami rozmownymi”. Była to nie tylko doskonała rozrywka, ale również rodzaj ćwiczeń retorycznych, które miały pomóc w rozwijaniu umiejętności językowych. Zabawa polegała na tym, że towarzystwo wybierało temat, na który dyskutowano. Osoba, która miała najlepsze argumenty, najciekawiej mówiła, potrafiła przekonać innych do swoich racji – wygrywała. Opis jednej z takich gier możemy znaleźć w „Dworzaninie polskim” Łukasza Górnickiego. Nasi przodkowie uwielbiali zagadki, łamigłówki oraz gry planszowe, którym oddawała się zarówno szlachta, jak i mieszczanie i chłopi. Wiadomo ze źródeł, że bardzo popularna była tzw. „gąska”. Rzucano kostką, a pionki poruszały się po planszy, która często była bardzo pięknie zdobiona. Wygrywał oczywiście ten, kto najszybciej przeszedł planszę, unikając np. postojów w karczmie. Zaskoczeniem dla niektórych może być fakt, że nasi przodkowie znali i lubili grę w kręgle. Nie wszystkie gry uważano jednak za wartościowe, zwłaszcza jeśli chodziło o hazard. Kości i rozmaite gry karciane, podczas których tracono majątki, potępiano.

NA KONWENT MARSZ!

Gry towarzyskie i planszowe także dziś mają się nadzwyczaj dobrze. Nadal projektuje się i wymyśla nowe, a wszystko dlatego, że coraz więcej osób traktuje je jak modny styl życia. Dobra zabawa i spotkania w gronie przyjaciół przybierają nieraz bardzo rozbuchane formy. Organizuje się np. konwenty miłośników gier planszowych, towarzyskich i karcianych. W ogromnych halach wystawowych rozstawia się stoły, rozkłada makiety do gier RPG, buduje pokoje do zabawy w ucieczki, a całość nabiera niemal duchowego znaczenia. Uczestnicy takich spotkań przebierają się za bohaterów swoich ulubionych gier, wymieniają doświadczeniami, własnoręcznie zrobionymi figurkami, wspólnie bawią się i zarażają entuzjazmem innych. W 2015 r. zorganizowano w Brukseli „Brussels Game Festival”, który przyciągnął fanów z całego świata. Wygłaszano prelekcje, analizowano dostępne na rynku nowości, ale przede wszystkim udowodniono, że można się doskonale bawić bez użycia komputera. Miłośnicy wspólnego grania mają już w tej chwili możliwość zaplanowania sobie czasu na cały rok, a kalendarz wydarzeń wygląda imponująco, mimo że to dopiero początek roku.

W NOGI!

Coraz większą popularność na całym świecie zdobywają tzw. „gry ucieczki” („escape games”). W samej Belgii zarejestrowanych jest ok. 20 miejsc, gdzie można dla zabawy dać się zamknąć w pokoju, domu czy mieszkaniu, a potem spróbować się z niego wydostać. Dostajemy na to godzinę i możemy wykorzystywać jedynie to, co znajdziemy w pokoju. Koszt takiej gry waha się od 50 do 80 euro – w zależności od liczby osób. Ucieczki mają swoich fanów, którzy podkreślają, że takie aktywności rozwijają umiejętność współdziałania, spostrzegawczości, logicznego myślenia i przewidywania. Konieczność współpracy z innymi graczami pomaga zacieśniać więzi w grupie, a doświadczenia zdobyte podczas takiej „walki z czasem” mogą przydać się nam w codziennym życiu.

Czasy mogą się zmieniać, ale człowiek nadal potrzebuje zabawy i kontaktu z innymi. Jak widać, komputerowe czaty i gry online nie są w stanie całkowicie przejąć monopolu w tych dziedzinach. Co cieszy, tym bardziej że pozwala oderwać dzieci i dorosłych od klawiatur i ekranów i przenieść ich w świat gier planszowych i towarzyskich, gdzie emocje i adrenalina osiągają najwyższe poziomy. Co wie każdy, kto choć raz usiłował podejść do Monopoly „na spokojnie” i nie brać gry zbyt „na serio”.

Kilka przydatnych adresów dla fanów gier:

intervirals.wordpress.com/europe/list-of-room-escapes-in-belgium

konwenty.info/konwenty

www.gameconfs.com/place/europe

 

Anna Albinger

Gazetka 148– luty 2016