Wstaje piękna niedziela. Wszyscy jeszcze śpią. Patrzę w okno na zalane słońcem podwórko. Zaraz pogonię zapewne po bułki do piekarni. Uwielbiam takie niedzielne poranki. Popołudnia są już dużo mniej przyjemne, przypominają mi nieuchronnie o poniedziałku. Ale nie zawsze może być kawior!

Gdyby ktoś kiedyś w dzieciństwie powiedział nam, że życie to idealny koktajl sukcesów i porażek, mniej balibyśmy się ryzykownego wzlatywania ku słońcu i połamania skrzydeł. Nasi rodzice w najlepszej wierze często podcinają nasze lotki. Tak bardzo boją się, żebyśmy nie przeżywali zranień i życiowych zawodów, że z daleka trzymają nas od ognia. Wszystko po to, byśmy nie poparzyli paluchów. A przecież porażki są nieodłączną częścią naszego życia. My i nasze dzieci nieustannie od zawsze… kochamy, przeżywamy piękne chwile, zdobywamy szczyty, ale też… oblewamy testy w szkole, chorujemy, tracimy pracę, rozstajemy się z partnerami, bywamy porzuceni i upokorzeni. Dzięki temu hartujemy się, uczymy pokory, nabywamy wrażliwości… (Ale powiedz to komuś, kto właśnie przeżywa takie nieszczęście!).

Bez tych doświadczeń nie bylibyśmy w pełni sobą. To tylko najlepsze z możliwych lekcji. Żaden uniwersytet nie nauczy takiej odporności, jak Uniwersytet pod nazwą Życie. Chociaż czasami nieźle mu urągamy. Że beznadziejne, bezbarwne, jak papier toaletowy…

Ja wiem, postrzeganie życia jako szkoły hartowania nie uczyni ciężkich chwil lżejszymi, nie zaczaruje rzeczywistości, ale da siłę do przetrwania. Sprawi, że gdzieś tam podświadomie będzie tlić się w nas światełko nadziei. Nie mówię w oderwaniu od rzeczywistości. To nie są teoretyczne akademickie rozważania o tym, jak łapać swoje szczęście i nie dać się pokonać przeszkodom. Mówię z autopsji. Nie jestem ani lepsza, ani gorsza od każdego z was. Miałam chwile, gdy los przyginał mi kark i rzucał na klęczki, gdy nie chcąc się z tym pogodzić, wierzgałam, broniłam się, kąsałam. Miałam chwile, gdy niespodziewanie dla mnie rzeczy układały się w możliwie najlepszym kierunku. Z niedowierzaniem mówiłam wtedy: „Kurczę, ale mi się poszczęściło!”. Musiałam stać się babą po czterdziestce, by dopiero zrozumieć, że to nie szczęście mnie wybiera, ale że ja wybieram szczęście. A przeszkody, które traktowałam jak dopust Boży, to tylko zwykłe niedogodności życia stawiające mnie do pionu. Tragedia jest wtedy, gdy brakuje na lek dla dziecka, w wyniku czego ono umiera, gdy tsunami zmiecie życie naszych bliskich w ułamku sekundy, gdy nie można odwrócić tego, co nieodwracalne.

Przestałam bać się krytyki i niepowodzeń, przed którymi rodzice chowali mnie pod kloszem. Też mam dziecko. Też drżę o nie. Chcę, by syn był szczęśliwy, kochany, akceptowany. Czasami za bardzo pcham się przed szereg, by złagodzić mu życiowe potknięcia, gotowa jestem powtórzyć historię, zamknąć pod kloszem, by zaoszczędzić mu losowych siniaków. To pewnie mam genetycznie uwarunkowane. Nadopiekuńczość. Ale wtedy zapala się światełko. I mówię, że czasami w życiu musi zaboleć, a każdy ma prawo do błędów na miarę siebie.

Moje doświadczenia i moje błędy nadadzą się raczej psu na budę i będą tylko mało wiarygodnym ględzeniem. Każdy chce się sam przekonać: poczuć, dotknąć, skosztować. I gdy nieraz widzę (bo sam nigdy się nie skarży), że mu właśnie życie dało do wiwatu, przytulam go i mówię: „Widzisz, synu, w życiu nie zawsze może być kawior”, a gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się kołysanka Dżemu i życzenie, by „dobry Bóg zawsze go za rękę trzymał”.

Idź własną drogą, bo w tym cały sens istnienia, aby umieć żyć. Bez znieczulenia.

Jak na deszczu łza, cały ten świat nie znaczy nic a nic.

Chwila, która trwa, może być najlepszą z twoich chwil…

Dlatego nawet „jeśli niebo zmęczy się błękitem, wy nie traćcie promyka nadziei!”.

 

 

Fragment nowej książki

Agnieszki Korzeniewskiej „W deszczu tańcz”

 

 

 

Daty spotkań autorskich:

▪ 13 kwietnia, godz. 20.00, Polska Misja Katolicka, rue Jourdan 80, 1060 Bruksela, sala nad kaplicą

▪ 26 kwietnia, godz. 18.00, Dom Polski Wschodniej, avenue de Tervueren 48, 1040 Bruksela

 

Agnieszka Korzeniewska

Pisarka i blogerka, mieszka w Brukseli i na Podlasiu. Rok temu wydała pierwszą książkę, a w lutym br. kolejną – „W deszczu tańcz!”.

www.korzeniewska.com

 

UWAGA! KONKURS!

Wygraj książkę Agnieszki Korzeniewskiej!

Pytanie konkursowe: Jaki tytuł nosi pierwsza książka Agnieszki Korzeniewskiej? Dwie osoby, które jako pierwsze prześlą poprawną odpowiedź, otrzymają książkę „W deszczu tańcz!” z autografem! Na odpowiedzi czekamy pod adresem mailowym: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. od 1 do 15 kwietnia br., w temacie maila prosimy wpisać: Agnieszka Korzeniewska. Ze zwycięzcami skontaktujemy się mailowo do 25 kwietnia, by poinformować o odbiorze nagród.

 

 

 

 

Gazetka 150 – kwiecien 2016