Zjawisko coraz większej laicyzacji, która dotyka zachodnie społeczeństwa, przejawia się nie tylko wyludnianiem się świątyń i odchodzeniem ludzi od wiary. To także popadanie w ruinę budowli sakralnych i przerabianie ich na obiekty o całkowicie odmiennym przeznaczeniu i zupełnie świeckim charakterze. Niektóre z kościołów są też wyburzane w celu pozyskania cennych terenów usytuowanych najczęściej w centrum miasta.

BRAK WIERNYCH I PIENIĘDZY

Desakralizacja obiektów kościelnych, czyli pozbawianie ich świętości i nadawanie im charakteru świeckiego, jest procesem obserwowalnym na zachodzie Europy już od wielu lat. Stanowi ona namacalny dowód odchodzenia ludzi od religii i coraz mniejszego szacunku okazywanego budowlom sakralnym. Społeczeństwa zachodnie ulegają coraz większej laicyzacji, a chrześcijańskie korzenie europejskiej kultury stają się coraz mniej znaczące.

Przez dziesięciolecia powojennej historii naszego kontynentu wydawało się, że główne zagrożenie dla Kościoła katolickiego stanowią ateistyczne systemy totalitarne uosabiane przez komunizm i nazizm. W ostatnim ćwierćwieczu pojawił się jednak zupełnie inny przeciwnik –zobojętnienie religijne obejmujące wszystkie sfery życia współczesnego człowieka. Pojawienie się tego zjawiska związane jest z okresem niespotykanej dotychczas prosperity finansowej i rozwoju ekonomicznego bogatych krajów Europy. Dobrobyt, w którym żyje większość obywateli państw zachodnioeuropejskich, sprawił, że wielu ludzi przestało dostrzegać potrzebę uczęszczania do kościoła i kontynuowania życia w wierze przekazanej im przez rodziców. Odchodzeniu od religii sprzyjała także rewolucja obyczajowa zapoczątkowana w 1968 roku, która z czasem doprowadziła do zmiany dominującego powszechnie na Zachodzie światopoglądu. Doprowadziło to do wyludnienia świątyń, co potwierdzają nie tylko zwykłe obserwacje, ale i statystyki. Obecnie w krajach zachodnich zaledwie 30 proc. populacji uważa się za katolików i liczba ta stale maleje. Przykładowo we Francji niewiele ponad 10 proc. wierzących chodzi na nabożeństwo raz lub dwa w miesiącu. Pozostali nie uczęszczają do kościołów w ogóle. Ostatnie dziesięć lat przyniosło spadek liczby parafii francuskich aż o 20 tys., zaś liczba kleryków spadła o połowę (obecnie wynosi około 25 tys.), co doprowadziło do likwidacji wielu seminariów i domów zakonnych. Podobnie dramatyczna jest sytuacja Kościołów protestanckich. W Holandii frekwencja rodowitych Holendrów biorących udział w nabożeństwach wynosi zaledwie 2 proc. ogółu ludności deklarującej się jako osoby wierzące. Podobnie Niemcy, mimo wysiłków ze strony tamtejszych Kościołów (katolickiego i protestanckiego) stają się krajem coraz bardziej laickim. Przykładowo w diecezji Hildesheim, leżącej na północny Niemiec, na 350 parafii 148 nie ma własnego proboszcza, zaś do niektórych należy nawet 150 miejscowości. Trudno w tym wypadku mówić o normalnej pracy duszpasterskiej.

Proces desakralizacji obiektów kościelnych wynika także z braku wystarczających środków finansowych na utrzymanie świątyń, zwłaszcza na renowację budowli zabytkowych. Problem ten dotyczy w szczególności Francji. Raport Francuskiej Komisji ekonomicznej Episkopatu, poświęcony sytuacji finansowej tamtejszego Kościoła, ukazuje brak funduszy, na który cierpi Kościół. Z wyjątkiem jednej, jedynej diecezji wszystkie pozostałe mają negatywny bilans finansowy, a ich straty sięgają średnio 811 tys. euro rocznie. Źródłem przychodów francuskich kościołów są przede wszystkim datki na „tacę”, a także zbiórki na cele parafialne, ofiary na nabożeństwa, spadki po osobach prywatnych. Liczba wiernych stale się jednak zmniejsza, a z nią – dochody. Podobnie sytuacja wygląda w sąsiednich krajach Beneluksu. Kościoła katolickiego w Holandii nie stać na utrzymywanie zabytkowych świątyń, stąd też np. w miejscowości Alkmaar rozebrano stary kościół, a na jego miejscu postawiono dom handlowy. Sytuacja niemieckiego Kościoła jest zdecydowanie lepsza niż francuskiego. Państwo zapewnia podstawy finansowe katolicyzmu i protestantyzmu. Rząd niemiecki ściąga tzw. podatek kościelny, z którego są utrzymywane i remontowane kościoły, a także wypłacane pensje dla duchownych. Niewierzący podatku nie płacą. Mimo tego u naszych zachodnich sąsiadów także likwiduje się kościoły w obliczu trudności finansowych. Problemy gospodarcze Niemiec odbijają się na sytuacji tamtejszych świątyń i innych budynków o charakterze religijnym. Bezrobocie powoduje obniżenie dochodów z podatków będących głównym źródłem finansowania niemieckich parafii, co przekłada się na konieczność sprzedaży należących do nich nieruchomości oraz samych kościołów. Działające jeszcze świątynie ogłosiły plan dużych cięć budżetowych, mających na celu zmniejszenie wydatków ponoszonych na ich utrzymanie. Tak jest chociażby w Archidiecezji Berlińskiej oraz diecezjach w Trewirze i Hamburgu. Przykładowo skróceniu uległy godziny otwarcia katedry w Aachen, jednej z największych atrakcji turystycznych w Niemczech.

DJ NA AMBONIE

W wyniku braku funduszy i odchodzenia od religii oraz coraz większego zlaicyzowania społeczeństw zachodnich kościoły we Francji, Belgii, a nawet Irlandii czy Włoszech wystawiane są na sprzedaż, licytowane, a następnie adaptowane do celów mieszkalnych bądź użyteczności publicznej. W tym drugim przypadku najczęściej przemieniane są na sklepy, biblioteki, domy kultury, siedziby różnego rodzaju organizacji, a nawet na restauracje, sale koncertowe i… dyskoteki. W Belgii pod młotek poszedł m. in. zabytkowy kościół św. Małgorzaty w Tournai, który został wystawiony na sprzedaż w celu uchronienia go przed dalszym niszczeniem i w konsekwencji zamieniony w nowoczesny apartamentowiec. Z kolei kościół Zmartwychwstania Pańskiego w brukselskiej dzielnicy Ixelles to obecnie Spirito – ekskluzywny klub nocny i restauracja. W Irlandii były kościół pod wezwaniem św. Marii, figurujący na Liście zabytków światowego dziedzictwa kultury UNESCO, został zamieniony na pub. Z czasem stał się miejscem kultowym w Dublinie, m.in. dzięki oryginalnemu wnętrzu, w tym zachowanym wielkim zabytkowym organom. Również we włoskim Mediolanie z dawnej świątyni zrobiono nocny klub Il Gattopardo Café, bardzo ceniony na imprezowej mapie miasta. Chyba jedną z najbardziej szokujących ludzi wierzących zmian funkcji budynku sakralnego jest los dawnego kościoła metodystów w miejscowości Bournemouth w Wielkiej Brytanii, który został zamieniony w hipermarket Tesco. Podobnie jest w Holandii, w której z roku na rok ubywa kościołów. Od początku lat 90. każdego roku zamyka się bądź zmienia funkcję średnio 40 świątyń, głównie w małych miejscowościach. W sumie w ostatnich dziesięciu latach zamknięto 623 kościoły. Część z nich zamieniono na biblioteki, muzea, restauracje i mieszkania. Komisja Ekumeniczna, odpowiedzialna za obiekty sakralne, obawia się, że do roku 2020 z obecnych 1,8 tys. świątyń jedna czwarta straci swój charakter religijny, zaś do 2050 roku w Holandii zostaną zamknięte wszystkie świątynie, zarówno protestanckie, jak i katolickie. Wydaje się, że Kościół w Holandii pogodził się już z zaistniałą sytuacją i próbuje ratować swoje budynki wystawiane kolejno na sprzedaż, zastrzegając jedynie, by nie były przerabiane na kluby nocne, restauracje czy puby. Mimo tego wspólnotom wyznaniowym nie zawsze udaje się ustrzec dawne miejsca kultu przed tak radykalnymi zmianami ich charakteru. Tak było chociażby z zabytkowym gotyckim kościołem i klasztorem pastoralnym w Maastricht, usytuowanym zresztą w sąsiedztwie tamtejszej bazyliki, który został przerobiony na Kruisherenhotel – luksusowy hotel z restauracją.

W PYŁ OBRÓCONE

Najsmutniejszy jednak los, jaki może spotkać dawne świątynie pozbawione swych funkcji sakralnych, to niewątpliwie ich wyburzenie. Wiele spośród wystawionych na sprzedaż obiektów sakralnych długo nie znajduje nabywców ze względów na ogromne koszty prac remontowych koniecznych do przeprowadzenia w celu zaadaptowania budynków na inne potrzeby. Zaniedbywanie remontów świątyń, zbyt kosztownych dla społeczności lokalnych, prowadzi do całkowitej dewastacji budowli sakralnych, co z kolei powoduje wystawianie ich na sprzedaż, a w konsekwencji destrukcję i wykorzystanie wolnego terenu do celów czysto komercyjnych.

Pod względem liczby niszczonych kościołów, katedr i innych obiektów związanych z kultem religii katolickiej niechlubną palmę pierwszeństwa dzierży niewątpliwie Francja. Od początku 2000 roku zburzono w tym kraju już 18 świątyń, a 242 następne zostały wytypowane, by podzielić ten sam los. W samym tylko Paryżu na liście planowanych destrukcji znajduje się aż 16 zabytkowych kościołów, w tym m.in. La Trinité (IX wiek), a także dwie bardzo znane świątynie Saint-Germain-des-Prés (IV wiek) i La Madeleine (VIII wiek) w samym sercu miasta. Jednym z ostatnich, których nie udało się uratować, jest kościół Sainte-Rita. Dramatyczną walkę wiernych z władzami i policją można było oglądać latem tego roku w telewizji i w internecie. W miejsce świątyni wybudowany będzie parking. Nie napawa optymizmem raport francuskiego senatu, w którym przewiduje się, że w sumie zostanie wyburzonych w tym kraju około 2800 katolickich kościołów.

Destrukcja zabytkowych świątyń, a także wcześniejsze ich wyludnienie się stanowią namacalne świadectwo przemian cywilizacyjnych zachodzących w zachodnich krajach Europy. Można by rzec, że kościoły te umierają dwukrotnie: raz, gdy pustoszeją, a drugi raz, gdy pozbawia się ich funkcji sakralnych, sprzedając na inne cele lub wyburzając. Trudno stwierdzić, która śmierć jest bardziej bolesna. Warto bowiem pamiętać, że w tradycji chrześcijańskiej kultury to właśnie świątynia kształtowała tożsamość każdej wspólnoty, zwłaszcza lokalnej. Doskonale wiedzą o tym polscy katolicy na emigracji, którzy zawsze skupiali się wokół kościołów dających im namiastkę opuszczonej ojczyzny. Stąd też społeczności zawsze broniły swoich świątyń przed wrogami, barbarzyńcami i okupantami, starającymi się zniszczyć, ograbić bądź w inny sposób zbezcześcić miejsce sacrum. W naszych czasach, spoglądając na setki opuszczonych kościołów i świątyń, zaniedbanych, zniszczonych lub pełniących zupełnie inne funkcje, do których powinny być przeznaczone, nie można oprzeć się wrażeniu, że wspólnoty i społeczności lokalne, narodowe czy etniczne same doprowadzają do profanacji i upadłości swoich dawnych ,,domów Bożych”. Dzieje się tak poprzez zaniechanie, zaniedbanie, zlekceważenie i zachłyśnięcie się zgubnymi w skutkach ideologiami laickości, sekularyzacji, a także materializmem i egoizmem. W pogoni za zyskami i złudnymi korzyściami niszczy się nie tylko miejsce kultu, ale także wielopokoleniowe dziedzictwo kulturowe, którego nie będzie się nigdy w stanie odzyskać czy w inny sposób odtworzyć. Proces ten z kolei prowadzi do stopniowego pozbawiania się własnej tożsamości kulturowej i narodowej, co jeszcze nigdy w historii ludzkości nie skończyło się dla żadnej społeczności pomyślnie.

Elżbieta Kuźma

Pragnę podziękować pani Karolinie Sztandarskiej za cenną informację wykorzystaną, po sprawdzeniu i uzupełnieniu, w niniejszym artykule. E.K.

Gazetka 155 – październik 2016