Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, noc zapada, co to będzie…? Zapach zniczy unosi się w powietrzu, mgły opadają, a wiatr złowrogo świszczy, wywołując nawet w najbardziej zatwardziałych sercach zadumę i refleksję… A tu kolorowy korowód zombie, duchów, diablików, kościotrupów, potworów, wiedźm i czarodziejów mknie przez świat, głośno się śmiejąc, pukając do zamkniętych drzwi, rozpraszając strachy i grozy zrodzone w ciemności. Śmiech wcale nie diaboliczny, ale beztroski, perlisty wypełnia przestrzeń, nie śmieją się bowiem upiory z przeszłości, ale dzieci małe i duże, które obchodzą jesienną porą, 31 października, Halloween. Pogańskie święto sprowadzające pobożne dusze katolików na manowce wiary…

A dlaczegóż to niewinne praktykowanie tego strasznego Halloween miałoby komukolwiek przeszkadzać? Kościół katolicki nie stroni od filozoficznych odpowiedzi na to pytanie. Wskazuje przede wszystkim na duchowe spustoszenie, które jak tornado przetacza się przez chrześcijańskie umysły i to w dodatku – o zgrozo! – najmłodszych, czyli najbardziej obiecujących wyznawców. Banalizacja śmierci, życia wiecznego, pejoratywna hiperbolizacja symboli związanych ze Wszystkimi Świętymi (np. cmentarza), oswajanie z okultyzmem to tylko te „najgrubsze” argumenty przedstawicieli Kościoła. Chyba jedyny racjonalny zarzut to ten, który dotyczy dzieci i młodzieży – że nie do końca mogą oni zdawać sobie sprawę z powagi śmierci, jeśli będą obchodzić Halloween przed Świętem Zmarłych. To jednak rola rodziców i wychowawców, aby z tym tematem najmłodszych oswoić oraz rozgraniczyć zabawę i powagę związane bądź to z pogańskim, bądź z chrześcijańskim świętem. Niekoniecznie mówienie o zabawach na Halloween musi się wiązać z potęgowaniem w najmłodszych strachu, ale wręcz przeciwnie – może to być pozytywne oswajanie z lękiem.

Kolejny ciężki zarzut przeciwko Halloween dotyczy mechanizmu biznesowego. Kupowanie strojów straszydeł czy dyń przeciwstawiane jest… kupowaniu zniczy i wieńców na groby! Co ciekawe, z dwojga złego promuje się andrzejki, przeciwstawiając je Halloween, mimo że te słowiańskie obrzędy nie mają wiele więcej wspólnego z wiarą niż Halloween.

Próby wdrożenia w polskim społeczeństwie na siłę takich obchodów jak Noc Świętych, Korowody Wszystkich Świętych, Bale Wszystkich Świętych, Ekumeniczne Noce Kościoła itd. są w tym kontekście nieco śmieszne – skoro jedną niewinną, ale popularną formę zabawy krytykuje się za wszystko, po co przeciwstawiać jej analogiczną, operującą jedynie innymi symbolami, ale polegającą dokładnie na tym samym?

Halloween, piętnowane jako importowane amerykańskie święto pogańskie, pochodzi tak naprawdę od Celtów, najprawdopodobniej tych szkockich lub irlandzkich, i stamtąd trafiło dopiero do Stanów Zjednoczonych. W Polsce pojawiło się w latach 90. XX wieku, a od kilku lat zaczyna być obchodzone jako jedna z form rozrywki przeznaczona głównie dla dzieci i młodzieży. Przebieranie się za straszydła, chodzenie w korowodach i pukanie do drzwi w zabawie „cukierek albo psikus”, wystawianie przed domy dyniowych lampionów, odwiedzanie tajemniczych miejsc i wzajemne straszenie się, a także gry, zabawy, filmy grozy i opowiadanie historii z dreszczykiem – to najpopularniejsze, przyniesione na fali popkultury, atrakcje związane z Halloween. I nikt chyba nie przeciwstawi temu obrzędów towarzyszących Świętu Zmarłych – to przecież zupełnie różne bieguny; odmienne są cele obchodów i wymiar znaczeniowy. A szukanie na siłę powiązań i piętnowanie ich służy tylko temu, aby krytykować importowane, kapitalistyczne Halloween, mimo że ani polskiej, ani katolickiej duchowości nie zagraża ono w ogóle.

Nie jestem i nigdy nie byłam fanką świąt importowanych. Nie kręcą mnie walentynki, Dzień Świętego Patryka, nie kręci mnie Halloween. Nie kręcą mnie nawet rodzime andrzejki, ostatki, noc świętojańska. Jedno jest pewne – korzenie w pogańskich obrzędach ma nie tylko Halloween. Nawet Boże Narodzenie i Wielkanoc można by zaklasyfikować do świąt powiązanych z obrzędami pogańskimi. Symbole przynależące do każdego ze świąt mogą być interpretowane antykatolicko, w zależności od tego, z której strony mielibyśmy na nie spojrzeć. Mnogość interpretacji pociąga za sobą mnogość punktów widzenia, a że religie zwykły kierować się rozgraniczaniem świata na czarny i biały, toteż i święta podzielono na te słuszne i karygodne. Halloween dostało się najbardziej – i dostaje się cały czas, bo od lat wokół niego, mimo że cieszy się coraz większą popularnością, mnożą się kontrowersje. Tylko czy straszenie „na niby” upiorami nie jest o stokroć lepsze dla dzieci i młodzieży, przynależących jeszcze do świata zabawy, niż straszenie potępieniem wiecznym i piekłem? Konfrontację ze śmiercią każde z dzieci będzie musiało prędzej czy później przeżyć. Nie ma dobrego sposobu, by ten temat oswoić. Rodzice, opiekunowie, wychowawcy powinni próbować, ale nie poprzez odmawianie dzieciom rozrywki, która jest przynależna ich wiekowi. Śmiech rozbrzmiewający w ciemności jest o niebo lepszy niż krzyki zrodzone w bólu lub cisza po stracie najbliższego. Póki więc młodość ma siłę, niech dodaje skrzydeł. Nawet jeśli miałoby się pofrunąć na skrzydłach Halloween, bo na smutek, rozczarowanie i żałobę przyjdzie nieubłagany czas dla każdego.

 

 

Ewelina Wolna-Olczak

Gazetka 155 – październik 2016