Rosnąca liczba seniorów i wydłużająca się średnia długość życia, a także braki rzetelnego systemu opieki i wsparcia osób starszych i ich rodzin, doprowadziły do powstania we współczesnych społeczeństwach zupełnie nowej kategorii opiekunek rodzinnych, płacących wysoką cenę za swoje codzienne, niekiedy trwające latami, poświęcenie.

NARODZINY ZJAWISKA

Po raz pierwszy istnienie sandwich generation, czyli pokolenia kanapkowego, zwanego też przegubowym lub pokoleniem środka, opisała amerykańska socjolog Dorothy Miller. Chodzi tutaj o dzisiejszych 40- i 50-latków żyjących niejako w środku „kanapki”, pomiędzy starzejącymi się rodzicami z jednej strony, a własnymi dziećmi z drugiej. Nazwa zjawiska zrodziła się z obserwacji sytuacji ludzi w wieku średnim, rozdartych między opieką nad wiekowymi i często schorowanymi rodzicami a koniecznością pomocy niesamodzielnemu jeszcze potomstwu.

Zjawisko sandwich generation pojawiło się stosunkowo niedawno na skutek zmian demograficznych. Dawniej ludzie starsi umierali o wiele wcześniej, zaś młodzi dążyli do jak najwcześniejszego rozpoczęcia życia na własny rachunek. Obecnie z roku na rok wydłuża się średnia życia, zaś potomstwo coraz dłużej pozostaje uzależnione od swoich rodziców. Organizacja Narodów Zjednoczonych prognozuje, że do 2030 r. odsetek Europejczyków powyżej 65. roku życia wyniesie 23,8 proc., czyli dwa razy więcej niż w 1990 r. Na mapie Europy Polska nie jest wyjątkiem.

Organizacja Narodów Zjednoczonych prognozuje, że odsetek mieszkańców Europy mających powyżej 65 lat wyniesie do 2030 r. aż 23,8 proc., czyli dwukrotnie więcej niż w 1990 r. Podobną tendencję obserwuje się w Polsce. Obecnie w naszym kraju osoby w tym wieku stanowią ponad 13 proc. ogółu społeczeństwa, czyli już ponad 5 mln. Oznacza to, że Polacy są już społeczeństwem starym, czyli takim, w którym osoby na emeryturze stanowią ponad 7 proc. ludności. Przewiduje się, że w połowie wieku na każde trzy osoby zatrudnione będzie przypadać statystycznie dwóch emerytów, przy czym liczba Polaków powyżej 80. roku życia wzrośnie przynajmniej 4-krotnie. Z drugiej strony okazuje się, że mimo tego, że mamy XXI w., zależność młodszego pokolenia od rodziców z roku na rok wzrasta. Świadczy o tym chociażby odsetek młodych pełnoletnich osób zamieszkujących pod jednym dachem z rodzicami. W 1990 r. było to około 25 proc. młodzieży w wieku 18–24 lata. W 2000 r. odsetek ten wyniósł 52 proc. i ciągle się zwiększa.

Jeszcze na początku XX w. 4 do 7 proc. ludzi w wieku powyżej 60 lat miało przynamniej jednego żyjącego rodzica; dziś w takiej sytuacji jest blisko 50 proc. z nich. O skali zjawiska świadczy także liczba krewnych zaangażowanych w opiekę nad seniorami. W naszym kraju jest to obecnie dwumilionowa rzesza opiekunów doglądających starych rodziców lub teściów. Podejmują się ciężkiej codziennej pracy, kierowani poczuciem obowiązku i tradycją.

PUŁAPKA DLA KOBIET

W sytuację podwójnego stłamszenia w ramach pokolenia kanapkowego najbardziej uwikłane są kobiety, głównie te ok. 50. roku życia. Amerykańscy badacze wyliczyli, że od 50 do 75 proc. wszystkich kobiet na pewnym etapie życia, głównie w średnim wieku, podejmuje się roli opiekunek wobec swoich rodziców lub teściów. To właśnie na nie spada ciężar opieki nad zniedołężniałymi seniorami, a także wsparcie własnych, dorastających – czy nawet już dorosłych – dzieci. Kobiety te sprzątają, gotują, dźwigają zakupy, piorą, niekiedy dodatkowo zajmują się jeszcze wnukami. Sytuacja, w której córki i synowie znajdują pracę i opuszczają rodzinne gniazdo, dając tym samym wytchnienie matce, która w końcu może poświęcić czas tylko sobie, nie ma miejsca. Najczęściej potomstwo, choć już 20- i 30-kilkuletnie, podejmuje się darmowych staży lub pracuje za głodowe pensje. Stąd też niezbędna staje się ciągła pomoc rodziców, a w szczególności matki, już obarczonej opieką nad własnym starym rodzicielem.

Zaistniała sytuacja i konieczność wsparcia innych członków rodziny zmuszają kobiety do rezygnacji z pracy zawodowej i poświęcenia się bliskim „na pełny etat”. Konsekwencje tego stanu rzeczy są wielorakiej natury. Z jednej strony panie te skazują się na ubogie życie na starość lub nawet na pozbawienie się środków do życia. Nie ma bowiem obecnie wsparcia ze strony państwa dla kobiet, które zostawiają pracę, by zająć się pomocą bliskim. Panie te mogą jedynie otrzymać ubezpieczenie emerytalne i rentowe (pod warunkiem że dochód w rodzinie nie przekracza 150 proc. kryterium uprawniającego do pomocy społecznej). Nie mogą jednak uzyskać świadczeń pielęgnacyjnych, które należą się opiekunom dzieci niepełnosprawnych.

Tradycyjny model funkcjonowania rodziny, według którego to właśnie kobieta opiekuje się najbliższymi, zakorzenił się w świadomości społecznej przez wieki. Jednak we wcześniejszych epokach opiekunki mogły liczyć na wsparcie innych kobiet: sióstr, bratowych, córek, ciotek. Panie nie pracowały, co nie prowadziło do konieczności rezygnacji z własnego życia zawodowego. Zmieniła się także sytuacja zdrowotna seniorów. Dłuższe życie prowadzi do rozwoju chorób, z którymi nie spotykano się wcześniej na taką skalę jak obecnie. Chodzi głównie o chorobę Alzheimera, Parkinsona, udary mózgu, demencję. W naszych czasach tradycyjna opieka nad sędziwym członkiem rodziny nie daje się pogodzić z realiami życia, w tym finansowymi trudnościami wynikającymi z braku jednej pensji. Rodzina powinna móc liczyć na solidne wsparcie w swoich funkcjach opiekuńczych ze strony państwa, jednak nadal takiej pomocy brak. Nie ma odpowiednich mechanizmów pomocowych i nie podejmuje się na wielką skalę działań mogących wesprzeć rodziny w pełnieniu funkcji opiekuńczych nad seniorami.

Kobiety-opiekunki rezygnują najczęściej z własnych marzeń, pragnień i planów. Niekiedy na długie lata muszą zapomnieć o samorealizacji, wyjazdach za miasto, spotkaniach ze znajomymi czy wakacyjnych podróżach. Nie mają czasu, by zadbać o własne małżeństwo, niekiedy przeżywające poważny kryzys. Brak im sił, czasu i energii na cokolwiek innego niż zajmowanie się niedołężnymi rodzicami i domagającymi się wsparcia dorosłymi dziećmi. Wiele z kobiet poświęcających bliskim własny czas i energię żyje w stanie permanentnego wyczerpania fizycznego i psychicznego. Ciężka, wykańczająca psychicznie i fizycznie praca z osobami niedołężnymi rujnuje im zdrowie. Często rodzi się w nich także frustracja, poczucie osaczenia przez członków rodziny, którzy nieustannie czegoś oczekują, nie respektując prawa do własnego życia. Stąd też opiekunki z pokolenia kanapkowego na zawsze rozstają się z marzeniami o drugiej młodości po czterdziestce czy po pięćdziesiątce.

BRAKI W SYSTEMIE

Jak już wspomniano, przyczyn pojawienia się pokolenia kanapkowego należy upatrywać w demografii. Starzejące się społeczeństwo i ciągle rosnąca średnia długość życia sprawiają, że ludzi starszych, często jednocześnie niepełnosprawnych lub schorowanych, nieustannie przybywa. Drugim podstawowym czynnikiem odpowiedzialnym za swoiste uwięzienie rzesz kobiet w rodzinnym potrzasku jest brak odpowiedniego systemu opieki nad coraz liczniejszymi seniorami. W Polsce nie ma instytucji, którym można bez obawy i po kosztach możliwych do udźwignięcia powierzyć chorego lub zniedołężniałego rodzica. Te, które funkcjonują, są tak drogie, że większości polskich rodzin po prostu nie stać na ich opłacenie. Kogo dziś stać na wydatek 4 tys. zł miesięcznie za dom opieki społecznej plus 3 tys. zł wpisowego, plus leki i pampersy? Niewielu.

Tempo wzrostu liczby osób sędziwych w naszym kraju znacznie wyprzedziło tempo budowania wsparcia instytucjonalnego. Nowe domy pomocy społecznej praktycznie nie powstają, co wiąże się z zaprzestaniem ich finansowania przez państwo w 2004 roku. Od tego czasu za pobyt w DPS-ie płaci senior (do 70 proc. swojego dochodu) i jego rodzina. Gmina, której mieszkaniec został skierowany do domu pomocy, dopłaca różnicę. Najtrudniej znaleźć miejsce dla osób ciężko chorych, leżących, wymagających całodobowej opieki. Instytucje opiekuńcze tłumaczą się brakiem odpowiednich warunków i wystarczająco dobrze przeszkolonego personelu. Seniorzy wymagający intensywnej opieki trafiają więc do Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych. Najczęściej jednak dożywają swoich dni w rodzinach. Z kolei te placówki, które przyjmują ciężko schorowanych pensjonariuszy, są bardzo drogie. Jeśli rodziny spełniają kryteria dochodowe określone w ustawie o pomocy społecznej (634 zł netto dla osoby samotnie gospodarującej oraz 514 zł netto na osobę w rodzinie), mogą liczyć na usługi opiekunek świadczone nieodpłatnie. Kryteria dochodowe są jednak tak niskie, że polskie rodziny zmuszone są do opłacania opiekunek z MOPS-u (12 zł za godz.) lub wspomagania się usługami osób pracujących w szarej strefie. Emerytura seniora, nawet połączona z dodatkiem pielęgnacyjnym (208 zł) i zasiłkiem pielęgnacyjnym (153 zł), takich kosztów nie pokryje.

Można przypuszczać, że w przyszłości problem będzie się jedynie nasilać. Demografowie szacują, że do 2035 r. zwiększy się dwukrotnie zapotrzebowanie na miejsca w domach opieki dla pensjonariuszy powyżej 75 roku życia. Nie oznacza to jednak rezygnacji z opieki rodzinnej. Wciąż będzie najważniejsza, ale opiekunowie muszą być wspierani przez instytucje, bo sami mogą nie sprostać zadaniu, zwłaszcza gdy małżeństwu jedynaków przyjdzie się opiekować rodzicami, teściami, a może nawet dziadkami. Już teraz zresztą mamy do czynienia z przeciążeniem tych dzieci, które pozostały w kraju. Inne, przebywające na emigracji, wpierają najczęściej finansowo starzejących się rodziców, nie są jednak w stanie zająć się nimi w inny sposób i odciążyć rodzeństwa dźwigającego samotnie ciężar opieki nad staruszkami.

Jakie więc jest wyjście z zaistniałej sytuacji? Wydaje się, że przede wszystkim należy kształcić specjalistów od zarządzania opieką nad osobami starszymi – na wzór amerykańskich menedżerów ds. opieki, czyli osób posiadających odpowiednią wiedzę na temat funkcjonowania systemu opieki. Zazwyczaj rodzina nie wie, do jakiej instytucji należy zwrócić się po pomoc, gdzie załatwić odpowiednie formalności, jakie usługi świadczone są bezpłatnie, za które trzeba zapłacić, jak wystarać się o miejsce w domu opieki czy jak wybrać agencję oferującą pomoc płatnych opiekunek całodobowych. Ponadto należy zwiększyć poziom nakładów finansowych na politykę zdrowotną, prowadzącą do poprawy sprawności seniorów. Dotacje na rzecz programów zdrowotnych dla osób starszych powinny być traktowane nie jako dodatkowe obciążenie dla budżetu, ale przynosząca wymierne korzyści inwestycja, m.in. poprzez odciążenie kobiet od ich roli bezpłatnych opiekunek. Należałoby także zadbać o rozwój agencji świadczących usługi opiekuńcze i pielęgniarskie w domu seniora, stworzyć warunki do rozwoju firm oferujących systemy elektronicznej kontroli medycznej chorego, miejsca w prywatnych domach opieki, w tym specjalizujących się w opiece nad ludźmi z określonym schorzeniem. Konieczne są też zmiany w systemie zasiłków dla emerytów i kobiet – opiekunek osób starszych, które za swoją niewidzialną i niedocenianą pracę płacą własnym zdrowiem i marzeniami.

Elżbieta Kuźma

Gazetka 157 – grudzień 2016