„Czarny protest” – czyli akcje w ramach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet – wciąż trwa. W Brukseli grupa organizująca marsze i inne działania wspierające protest na terenie Polski przybrała nazwę Black Brussels Balloons, czyli Czarne Balony z Brukseli. Dlaczego Polki w Belgii protestują? Anna Kiejna zapytała kilka spośród organizatorek, czym jest dla nich „czarny protest”.

Tatiana Wolska: Wcześniej nie czułam się feministką, nawet nie lubiłam tego słowa. Wiedziałam za to na pewno, że jestem za równouprawnieniem na każdej płaszczyźnie oraz za tolerancją. Kiedyś nie potrafiłam też mówić o swojej pracy. Siadałam dwa krzesła do tyłu, żeby nie rzucać się w oczy. Niejednokrotnie plułam sobie z tego powodu w brodę. Gdy wreszcie poczułam się pewniej, zrozumiałam, że u podstaw strachu leżała tradycyjna niechęć kobiet do zabierania głosu.

Przez lata na pytanie: „Czy masz coś do powiedzenia?” odpowiadałam: „Nie, nic”. A w głębi mnie dudniło. Teraz to się zmienia; daleko mi do świetnej mówczyni, ale nie mówię „nic”, gdy tak nie myślę. Dlatego też zaczęłam czynnie brać udział w wydarzeniach, które dotyczą kobiet; nie chcę, żeby ktoś decydował o nas, kiedy większość z nas milczy, często ze strachu i braku świadomości.

Anna Siwek: Nie mogę zrozumieć, dlaczego kobiety polskie pozwoliły sobie na odebranie prawa do legalnej aborcji. Taki zakaz rodzi tyle ZŁA i dodatkowych CIERPIEŃ kobiet, że dla mnie jest po prostu głupi i okrutny. Dlaczego nikt nie chce widzieć, że powołanie na świat nowego człowieka i macierzyństwo to ogromna odpowiedzialność, której trzeba chcieć? Dlaczego zabierać ludziom prawo do decydowania? Czy po to, żebyśmy musiały podróżować za granicę i napełniać kieszenie zagranicznym klinikom? Czy kurczowe trzymanie się zasad ma stać ponad zdrowym rozsądkiem? Kobiety, my mamy nasz babski rozum. Jednoczmy się i walczmy o swoje prawa.

Grażyna Plebanek: Protestuję, bo to my, matki, mamy decydować o naszym macierzyństwie. My, kobiety i ojcowie naszych dzieci, ale nie politycy ani księża. Ciężko pracujemy, zawodowo i w domu. Nie wolno nami pomiatać. Mają nas szanować.

Beata Lis: 22 września to dzień przebudzenia! Tego właśnie dnia w polskim Sejmie odbyło się czytanie projektu ustawy zaostrzającego przepisy dotyczące aborcji. W tym dniu uświadomiłam sobie, że obecna władza chce nam zabrać nasze podstawowe prawa, że ma w ogromnej pogardzie nasz wybór, nasze zdrowie, nasze sumienie… Od tego dnia machina „czarnych protestów” ruszyła!

„Czarne protesty” pokazują, że wspólnie jesteśmy silne i nikt nas nie powstrzyma przed walką o nasze prawa. To nie tylko sprzeciw wobec okrutnego projektu ustawy o aborcji, ale również pokazanie, że Polska to nowoczesny, europejski kraj i NIE zejdziemy z tej drogi. Jeśli jedyny sposobem, żeby to powstrzymać, jest wyjście na ulice, to niech tak będzie. Przez te protesty chciałabym również dotrzeć do najmłodszego pokolenia – niektórzy pójdą zagłosować po raz pierwszy za 3 lata. Pokażmy im, do czego może dojść, jeśli wybierze się władzę nieodpowiedzialną, zawistną, która za nic ma prawa człowieka i nie okazuje szacunku dla osób mających inny światopogląd. Przed nami długa droga i na pewno na samych ulicznych protestach się nie zakończy.

Barbara Wilczyńska-Michałowska: Czarne balony symbolicznie odleciały w niebo na ostatnim proteście kobiet w Brukseli. Mnie absolutnie kojarzą się ze strachem i poczuciem winy, jakie rządzący chcą wywołać swoimi decyzjami w umysłach kobiet.

Nierówne traktowanie, pogarda dla tego, co myślimy i mówimy, arbitralne zakazy dotyczące tylko i wyłącznie kobiet, a przede wszystkim: brak edukacji seksualnej i polityki socjalnej dla kobiet są niedopuszczalne! Uwolnijmy swoje własne „czarne balony”; niech odlecą razem z obawami i poczuciem winy. Decydujmy o sobie tak, jak tego pragniemy!

Joanna Wolska: Pochodzę z tradycyjnej, patriarchalnej rodziny. Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałam słowo „feminizm”, ale wydaje mi się, że zawstydzająco późno. Pamiętam jednak, że zaskakująco wcześnie ten istniejący, skostniały porządek zaczął mnie mocno uwierać. Później wyrobiłam w sobie przekonanie, że sprawy mocno się poprawiły. Nie łudziłam się wprawdzie, że jest już perfekcyjnie, że już mamy upragnioną równość, ale żyło się znośnie! Taki letarg.

I nagle ten wrzesień i ten projekt Ordo Iuris! Byłam wściekła i przerażona! Myślałam, że w Bielsku-Białej nic się nie wydarzy – ale zebrała się wspaniała grupa kilkunastu osób, z różnych środowisk i organizacji, które razem stworzyły „czarny protest”! Udało nam się zgromadzić prawdziwe tłumy! To były niezapomniane chwile – gorące przemówienia, skandowane wspólnie hasła i to przeogromne i arcyważne poczucie siostrzeństwa! Magia wspólnego celu! A po pierwszym strajku dodatkowo duma i dodające skrzydeł poczucie sprawczości! Radość, że da się zmienić świat, i nadzieja, że razem ten świat zmienimy!

Joanna Pszczoła: Protestuję i wychodzę na ulice, i krzyczę przez megafon, aby świat nas usłyszał i aby w Polsce nie doszło do regresji. Swój protest song śpiewam na cały głos, aż płuca zabolały na marszu w Brukseli. Jestem zła i wzruszona i staję solidarnie z polskimi kobietami!

Agata Araszkiewicz: Kolor czarny będzie zapewne wkrótce najmodniejszym kolorem dla kobiet! Przywykliśmy do tego, że w tzw. Trzecim Świecie prawa kobiet do wolności samostanowienia i prawa reprodukcyjne są notorycznie łamane, ale obecnie taka sytuacja grozi również nam, kobietom w kulturze zachodniej. „Czarny protest” to ważna chwila zwrócenia uwagi na pragnienia kobiet. W historii ich rola długo była podporządkowana mężczyźnie, dopiero niedawno zaczęło się to zmieniać. Proces ten, jego delikatna i stanowcza siła, nie mogą zostać powstrzymane. Nic nie daje poczucia takiej mocy jak solidarność kobiet!

Anna Kiejna: Podpisuję się obiema rękami pod wszystkimi wypowiedziami! Ubrana na czarno w koszulkę z napisem: „Moje ciało – mój wybór”.

 

Gazetka 157 – grudzień 2016