Naukowcy nie mają wątpliwości, że zmiany klimatyczne wpłyną w najbliższych dekadach drastycznie nie tylko na życie ludzi, ale i na całą planetę ze wszystkimi jej zwierzęcymi i roślinnymi lokatorami. Z wielu stron jesteśmy bombardowani informacjami o tym, jak zgubna jest nasza obecność na Ziemi, a najlepsze, co moglibyśmy dla niej zrobić (dopowiadając między wierszami), to po prostu… nie być. Tymczasem istniejemy i choć nikłe mamy możliwości, to działania każdego z nas mogłyby przełożyć się na konkretny efekt w ratowaniu świata. Oto kilka z nich.

STOP REPRODUKCJI

Jednym z pomysłów jest ograniczenie liczby posiadanych dzieci. Rozwiązanie, choć kontrowersyjne, wydaje się jednak dość skuteczne, patrząc na to, w jakim tempie się rozmnażamy. W latach 50. XX w. na świecie było 2,5 mld ludzi, w latach 80. – 5 mld. Obecnie jest nas już prawie 8 mld, a w 2050 r. będzie to prawdopodobnie 10 mld. Im więcej ludzi, tym więcej emisji CO2 do atmosfery rocznie. Ograniczenie się do jednego dziecka na parę pozwoliłoby zaoszczędzić ogromne ilości emitowanego CO2 (ok. 60 ton rocznie) – dotyczy to jednak krajów wysoko rozwiniętych, o niskim wskaźniku urodzeń. Co ciekawe, wielu młodych ludzi z wyboru rezygnuje z posiadania potomstwa. Z jednej strony stoją za tym pobudki ekologiczne i wiara, że to pomoże planecie. Z drugiej strony jest niepokój o to, co czeka dzieci wydane na świat, którego przyszłość jawi się w ciemnych barwach.

NOGA Z GAZU

Inną kontrowersyjną dla wielu formą wspomożenia planety jest rezygnacja z własnego pojazdu. Większość mieszkańców krajów wysoko rozwiniętych i rozwijających się uważa posiadanie samochodu za oczywistość i nie zastanawia się nad jego zasadnością. Tymczasem zamiana na rower czy też korzystanie z komunikacji publicznej lub transportu zbiorowego pozwoliłoby ograniczyć ilość CO2 emitowanego do atmosfery. Jeśli nie stać nas na tak drastyczną zmianę, warto przynajmniej próbować ograniczyć emisję spalin – czyli jeździć mniej, wolniej, ekologiczniej i ekonomiczniej. Alternatywą dla samochodów spalinowych mogą być elektryczne lub łączące silnik spalinowy z elektrycznym, tzw. hybrydy. Przede wszystkim jednak zaleca się ruch.

LOTY NA CENZUROWANYM

Jak pokazał ostatni pandemiczny rok, im mniej podróży lotniczych, tym mniej CO2 wysyłanego do atmosfery. Radykalny spadek liczby lotów w 2020 r. miał bezpośredni wpływ na ograniczenie globalnego zanieczyszczenia – emisja CO2 przez samoloty jest wielokrotnie większa niż przez pociągi. Jeśli dodamy do tego system pracy zdalnej, mniejszą mobilność, więcej ruchu lokalnego, w tym turystycznego, to bez wątpienia zauważymy ogromny spadek indywidualnego śladu węglowego przeciętnego mieszkańca krajów rozwiniętych i rozwijających się niż w latach poprzednich. Coraz większej liczbie ludzi same wakacje i urlopy wymagające długich lotów i kilku przesiadek wydają się niepotrzebną rozrzutnością – wiele osób rezygnuje całkowicie z tej formy transportu lub wybiera dłuższe pobyty bez konieczności korzystania z transferów.

MIĘSO DO LAMUSA

Ważnym działaniem, które każdy może bez większych wyrzeczeń podjąć, jest ograniczenie spożycia mięsa i produktów odzwierzęcych. Oczywiście pożądane byłoby przejście na wegetarianizm, a jeszcze lepiej na weganizm, ale już samo ograniczenie dziennych i tygodniowych posiłków mięsnych ma ogromne znaczenie. Do nadmiernej produkcji CO2 w sektorze rolniczym przyczynia się wyjątkowo hodowla zwierząt, głównie bydła. Mleko i wołowina to jedne z produktów spożywczych, które mają tak duży ślad węglowy, że przeczą podstawom logiki. Podobne wnioski można wysnuć po przyjrzeniu się hodowlom na szeroką skalę oraz degradacji ekosystemów na rzecz pastwisk i pól uprawnych mających wyżywić nawet nie ludzi, ale zwierzęta, które ludzie zjedzą. Co ciekawe, skutkiem ubocznym ograniczenia lub rezygnacji ze spożycia mięsa jest poprawa stanu zdrowia człowieka.

W GRUPIE RAŹNIEJ – I NIE TYLKO

Kolejnym działaniem, które przy powszechnym zastosowaniu miałoby konkretny wpływ na polepszenie się sytuacji klimatycznej świata, jest… wspólny adres. Liczby dowodzą, że życie w pojedynkę nie tylko jest droższe, ale i obciążone większym śladem węglowym niż życie w kilkuosobowych gospodarstwach domowych. Ogrzewanie, przygotowywanie posiłków, zużycie energii elektrycznej – na tym wszystkim można zaoszczędzić zarówno ekonomicznie, jak i ekologicznie, żyjąc w kilka osób (nawet w dwie – trzy). Osoba mieszkająca samotnie emituje do atmosfery średnio 11 kg CO2 rocznie, tymczasem mieszkaniec trzyosobowego domu – już tylko 5,5 kg. Oczywiście mieszkańcy domów zużywają o wiele więcej CO2 niż mieszkańcy bloków czy budynków wielomieszkaniowych. Inną korzyścią wspólnego mieszkania jest również poprawa stanu zdrowia psychicznego człowieka.

DROBNE CZYNNOŚCI MAJĄ SENS

Wiele osób twierdzi, że jest już za późno na zmiany i nie ma powodu, by katować się tymi nic niedającymi działaniami. Tymczasem wprowadzanie pewnych ograniczeń staje się z czasem standardem, a co najważniejsze – ten bardziej przyjazny planecie model życia upowszechnia się w różnych kręgach i środowiskach. Uczą się go nowe pokolenia, a sceptycy, chcąc nie chcąc, wdrażają go i na swoim podwórku. Naukowcy przekonują, że mamy jeszcze szansę, ale musimy działać zdecydowanie. Przeciętny człowiek stopniowo powinien wprowadzać w swoim życiu proekologiczne ograniczenia, bo tylko w ten sposób mamy szansę na jakiekolwiek jutro.

 

Ewelina Wolna-Olczak

 

 

Gazetka 205 – październik 2021