Zuchwała kradzież diamentów wartości 37 mln euro z lotniska w Zaventem wywołała w Belgii debatę na temat bezpieczeństwa portów lotniczych. 18 lutego br. wieczorem ośmiu uzbrojonych mężczyzn w mundurach policyjnych, poruszając się dwiema furgonetkami z kogutami policyjnymi, sforsowało ogrodzenie i wjechało na płytę lotniska w chwili, gdy diamenty były ładowane do luku małego samolotu linii Swiss do Zurychu. Napastnicy zagrozili bronią automatyczną dwóm pilotom i pracownikom specjalistycznej firmy transportowej, ale nie padł ani jeden strzał i nikt nie został ranny. Na pokładzie znajdowało się 29 pasażerów i czterech członków załogi. Łupem padło 120 pakunków zawierających głównie diamenty. Całe zdarzenie trwało nie dłużej niż pięć minut.

Odpowiadający za transport kosztowności Brink's podkreśla, że od dawna uczestniczy w programie ubezpieczeń umożliwiającym pokrycie strat związanych z atakami tego rodzaju. Firma oświadczyła, że współpracuje z poszkodowanymi klientami i władzami, aby „rozwiązać możliwie szybko wszelkie kwestie wokół tej sprawy”.

Agencja AFP przypomina, że to już piąty podobny napad z bronią w ręku na brukselskim lotnisku od 1995 r. Największą wartość do tej pory miały diamenty skradzione w październiku 2000 r. w czasie ich załadunku do samolotu Lufthansy. Łupem czterech uzbrojonych napastników padły wówczas kosztowności o wartości 6,5 miliona euro. Rzecznik Jan Van der Cruysse zapewniał, że środki bezpieczeństwa obowiązujące na lotnisku w Zaventem są zgodne z normami Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego.