Gdy 15 marca 2011 r. zainspirowani Arabską Wiosną demonstranci wyszli na ulice syryjskich miast, by domagać się demokratycznych reform i uwolnienia więźniów politycznych, nikt nie przypuszczał, że właśnie zaczyna się prawdopodobnie najbardziej krwawy konflikt na świecie od początku tego stulecia. W krajach, w których wcześniej zaczęły się antyrządowe protesty, albo doszło do w miarę szybkiego obalenia reżimów (np. w Tunezji czy Egipcie), albo do ich zatrzymania za pomocą pewnych ustępstw politycznych (Bahrajn, Jordania czy Maroko). Syryjski prezydent Baszar al-Asad nie zamierzał jednak ani oddawać władzy, ani wprowadzać reform, tylko zdecydował się na konfrontację z demonstrantami. Ci w odpowiedzi zaczęli żądać już nie tylko reform politycznych, ale z czasem też ustąpienia Asada. Protesty przekształciły się w wojnę domową, którą dodatkowo skomplikowały głębokie podziały wewnątrzsyryjskiej opozycji oraz ekspansja dżihadystów z Państwa Islamskiego, a w zeszłym roku także włączenie się do walk Rosji.

Wojna w Syrii trwa już pięć lat i pogrążyła państwo w nędzy. Zginęło ponad 250 tys. osób; prawie 14 mln ludzi potrzebuje pomocy natychmiastowej pomocy humanitarnej.

Warunki, w jakich od pół dekady żyje większość Syryjczyków, są dramatyczne. Ciągłe walki i naloty zmusiły 10,5 mln osób do ucieczki z domów – prawie 6,5 mln ludzi przemieściło się wewnątrz kraju, a w sąsiadujących z Syrią państwach żyje ponad 4 mln uchodźców. Tysiące rodzin mieszkają w zniszczonych domach lub prowizorycznych obozach. Ponad trzy czwarte Syryjczyków nie ma stałego dostępu do czystej wody, brakuje też prądu. W Syrii produkuje się obecnie prawie dwa razy mniej zboża niż przed wojną, a mąka jest trzy razy droższa niż w 2011 r. Rośnie także bezrobocie – ponad połowa ludzi w wieku produkcyjnym nie ma pracy. Prawie 70 proc. mieszkańców Syrii żyje w skrajnej biedzie. Coraz więcej dzieci zamiast nauką zajmuje się pomaganiem rodzinom w zdobywaniu środków do przeżycia. W 2015 r. ponad 2 mln dzieci w Syrii nie chodziło do szkoły.