Jednym z najsilniejszych wspomnień z mojego dzieciństwa jest głos czytających mi rodziców. Mimo że byłam czwartą córką, nigdy nie pozwolili mi odczuć, że są zmęczeni dziećmi, pracą, obowiązkami. Pamiętam półciemność w moim pokoju, zapaloną jedynie lampkę, ich głosy i moje dziecięce zdenerwowanie, kiedy nagle zanikały. „Mamo, nie zasypiaj. Czytaj dalej!”. Chociaż przeczytałam w swoim dorosłym życiu wiele książek, wciąż doskonale pamiętam ulubioną bajkę mojego Taty.

Od lat czytam swoim czterem synom. Od przebudzenia czekam na ten moment, gdy w moim domu przygasną światła, a po godzinnym czytaniu usłyszę głos swoich dzieci: „Mamo, nie zasypiaj. Czytaj dalej”.

Zapraszam więc i państwa do magicznego świata wspólnej lektury. Na łamach „Gazetki” dzielę się naszymi rodzinnymi odkryciami. Dobrej lektury dorosłym i dzieciom!

Anna Pliszki-Fila,

mama Marka (12), Gerarda (9), Wiktora (7) i Oskara (3)

„Hedwiga” Frida Nilsson

Nie wiem, skąd „Hedwiga” pojawiła się w naszym domu. Domyślam się, że przeczytałam o niej w jakiejś gazecie lub zamawiając kolejny karton książek z księgarni, trafiłam na nią przez przypadek. Przeleżała nieco na regale i dopiero pod koniec wakacji udało mi się ściągnąć ją z półki i zacząć czytać chłopakom.

„Hedwiga” to zbiór krótkich opowiadań. A każde z nich to osobna przygoda tytułowej bohaterki. Hedwiga – jedynaczka mieszkająca na wsi, z dala od innych domostw – rozpoczyna pierwszą klasę w szkole (musi do niej nawet dojeżdżać autobusem!). Tam czekają na nią przygody. Oraz „prawdziwe życie”. I chyba za to czekające „życie” i spotkanie z nim w zupełnie nieprzekoloryzowany sposób autorce „Hedwigi” należy postawić piątkę z plusem. Opowiadań jest wiele, ale są to w dużej mierze historie bez morału i happy endu. Dokładnie tak jak w życiu. A to, co zrobimy z takimi codziennymi wydarzeniami, zależy przecież tylko od nas.

Dlatego kiedy Hedwiga z przyjaciółką, oczekując, aż mama tej ostatniej skończy kupować buty, psują minikino, autorka nie ocenia jednoznacznie ich postępowania. Dziewczynkom po prostu skończyły się pieniądze, a bez nich maszyna nie mogła działać. Wpadły więc na pomysł ulokowania w niej papierka. I naturalne jest, że fakt ten nie jest przedmiotem etycznych ocen na tym etapie życia. Jest po prostu dziecięcym sposobem rozwiązania problemu.

Polecamy Wam spotkanie z Hedwigą – szczególnie czytelnikom 6+. Czasem warto poczytać o dziecięcych przygodach bez morałów, co nie znaczy, że bez refleksji.

„Bolek i Lolek – Szalony pościg” Rafał Witek

– Startujemy! – krzyknął zachwycony Bolek.

– Co mówisz? – Lolek przyłożył do ucha dłoń zwiniętą w trąbkę. – Nic nie słyszę! Straszny tu hałas!

– Mówię, że startujemy! – powtórzył Bolek.

– Tu zjemy? – ucieszył się Lolek. – To świetnie, bo mi burczy w brzuchu!

– Masz ból w uchu?

– Nie było żadnego wybuchu! Lepiej gadaj, gdzie schowałeś zapasy?

– Oczywiście, że zapiąłem pasy!

Była to rozmowa, która donikąd nie prowadziła. Bracia też to w końcu zauważyli.

Jeśli lubicie absurdalne dialogi i absurdalne przygody, a do tego świat Bolka i Lolka jest Wam bliski, jest to książka właśnie dla Was! Bolek i Lolek prowadzą nużące wakacyjne życie na plaży. Towarzyszy im też Mania, i to właśnie od porwania jej lalki rozpoczyna się szalony pościg. Jeśli do tego na telefonie pojawi się aplikacja Automatyczny Generator Akcji, to wiedz, Czytelniku, że szaleństwom nie będzie końca. Wystarczy głęboko pogrzebać w piachu i można znaleźć się od razu w Australii! Szalone przygody, niesamowite środki komunikacji i masa świetnej zabawy. Do wspólnego czytania z pociechami już pięcioletnimi. Jednak na niektóre pytania znajdujące się na końcu każdego rozdziału czytający na głos dorosły odpowiedzieć będzie musiał sobie sam – Pytanie dla oszczędnych: ile kosztuje minuta rozmowy z samym sobą?

„Ocean to Pikuś” Łukasz Wierzbicki

To jedna z najnowszych (2018 r.) książek świetnego autora opowiadań opartych na prawdziwych wydarzeniach – Łukasza Wierzbickiego. Tym razem postanowił przedstawić historię podróżnika Aleksandra Doby, który jako pierwszy przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki (z kontynentu na kontynent). Postać niesamowita i historia niebywała. Autor lekkim i przyjaznym językiem wprowadza czytelnika w arkana tej inspirującej przygody. Są chwile przyjemne, momenty straszne i zwykła szara rzeczywistość. Łukasz Wierzbicki wspomniał w jednym z wywiadów, że dzieci, podczas spotkań autorskich, szczególnie fascynuje rozdział 26. książki. Ot, samo życie.

Książka doskonała już dla dzieci pięcioletnich, pisana w pierwszej osobie, co ułatwia głośne czytanie dorosłemu. Nie bójcie się swoich marzeń. Może warto spróbować zmierzyć się z własnym oceanem?

 

Gazetka 195 – październik 2020